Boks. Karolina Owczarz: Są tacy, którzy czekają na moje potknięcie

Młoda pięściarka z Łodzi Karolina Owczarz ma za sobą wyjątkowy rok. Latem wzięła udział w realizowanym w Meksyku programie "Todas Contra Mexico", we wrześniu stoczyła swój pierwszy pojedynek zawodowy, który oglądał na żywo sam Lennox Lewis, a następnie pokonała jeszcze dwie rywalki. 24 marca w Oświęcimiu czeka ją kolejne starcie, tym razem z Niemką Adrianą Tertilte. Jedyną obecnie polską pięściarkę zawodową zapytaliśmy o minione miesiące oraz plany na nowy rok.
Karolina, ubiegły rok był bez wątpienia wyjątkowy w Twoim życiu. Zwieńczyłaś karierę amatorską złotym medalem mistrzostw Polski, poleciałaś na drugi koniec świata by wziąć udział w bokserskim programie reality-show telewizji meksykańskiej, wreszcie zadebiutowałaś jeszcze jako nastolatka na zawodowym ringu i podpisałaś kontrakt z Babilon Promotion. Jak odbierasz to wszystko co się wokół Ciebie wydarzyło?

Karolina Owczarz: To rzeczywiście był bardzo intensywny rok dla mnie, ale wszystko działo się tak szybko, że nie miałam czasu na bieżąco zastanawiać się nad znaczeniem tych zmian jakie zachodzą w moim życiu. Przecież miesiąc po zdobyciu mistrzostwa Polski toczyłam już zawodowe walki w meksykańskim programie "Reto de campeonas". Teraz, z perspektywy czasu dociera do mnie jak wiele się zmieniło i mam świadomość, że moje życie nie będzie już takie samo. Myślę jednak, że rok 2012 będzie dla mnie równie a może nawet bardziej przełomowy niż poprzedni. Czeka mnie przecież matura i rekrutacja na studia, stopniowo będę musiała mierzyć się również w ringu z bardziej wymagającymi rywalkami. Zatem koncentruję się bardziej na przyszłości i czekających mnie wyzwaniach.

Obecnie jesteś jedyną zawodową pięściarką w Polsce. Po epoce Agnieszki Rylik oraz Iwony Guzowskiej i właściwie mało znanej w naszym kraju, choć wybitnej zawodniczki Karoliny Łukasik, zawodowy boks kobiecy nad Wisłą przestał istnieć i ten stan utrzymuje się już kilka lat. Można powiedzieć, że Ty w pewnym sensie ponownie przecierasz szlak, którym być może podążą niebawem inne polskie pięściarki. Czy rola prekursorki wiąże się z jakąś dodatkową presją?

Robię swoje, ciężko pracuję na treningach, koncentruję się na kolejnych walkach i raczej nie postrzegam mojej roli w kategoriach jakiejś misji, którą mam do spełnienia. W Polsce mamy liczne grono znakomitych pięściarek amatorskich i chyba to wszystko rozwinie się w naturalny sposób. Popularność boksu amatorskiego, której wcześniej nie było na taką skalę, przełoży się na rozwój boksu zawodowego. Jednak pewna presja oczywiście jest, mam świadomość, że wszyscy patrzą na mnie, są też niestety tacy, którzy tylko czekają na moje potknięcie. Ale nie można za bardzo przejmować się takimi sprawami. Taki już los pionierów (śmiech).

Kontrakt z Tomaszem Babilońskim podpisałaś po Twojej trzeciej zawodowej walce, ale współpracowałaś z tym promotorem już wcześniej, wszystkie pojedynki stoczyłaś na jego galach. Jak układa się Wasza współpraca?

Jestem bardzo zadowolona. Mój promotor zapewnia mi wszystko, czego potrzebuję by rozwijać się we właściwy sposób. Mam zapewnione odpowiednie zaplecze treningowe, świetnego trenera, częste starty, odpowiednie warunki finansowe, moja kariera jest prowadzona bardzo profesjonalnie. Wiem, że mogę zaufać mojemu promotorowi i skoncentrować się tylko na aspekcie sportowym, reszta pozostaje na jego głowie. Takiego promotora mogłabym życzyć każdemu pięściarzowi.

Twój ubiegłoroczny debiut na zawodowym ringu miał miejsce w wyjątkowych okolicznościach, gdyż gościem specjalnym gali na Torwarze był sam Lennox Lewis, z którym miałaś okazję lepiej się poznać. Wielki czempion wagi ciężkiej wspominał przed kamerami Telewizji Polskiej, że Twój debiut zrobił na nim spore wrażenie.

Buzia od razu się uśmiecha na to wspomnienie. Tak, to był wymarzony debiut. Spotkałam Lennoxa gdy wychodziłam do pojedynku, życzył mi powodzenia, zaczął nawet udzielać rad jak mam zachować się w ringu. Po walce mieliśmy okazję spędzić razem więcej czasu, długo porozmawiać, to było dla mnie wielkie wyróżnienie. Pozostajemy w serdecznym kontakcie, znajomość z tak wielkim mistrzem, słowa uznania ze strony prawdziwej legendy boksu, to dla mnie coś naprawdę bardzo wyjątkowego. Muszę jednak dodać, że z ogromną wdzięcznością i wzruszeniem wspominam również to, co zrobił dla mnie Piotr Wilczewski, doskonale znany wszystkim świetny polski pięściarz, były mistrz Europy. Mój ówczesny trener nie mógł z pewnych względów dojechać na walkę i ostatecznie to właśnie Piotrek zaproponował, że stanie w moim narożniku. To było dla mnie kolejne wielkie wyróżnienie tego wieczoru, z wielką wdzięcznością wspominam jego wspaniałą postawę. Postarałam się, żeby Piotr nie musiał się napracować i skończyłam walkę w pierwszej rundzie (śmiech).

Informowaliśmy już, że swoją kolejną walkę stoczysz pod koniec marca w Oświęcimu, z Niemką Adrianą Tertilte. Co wiesz o swojej przeciwniczce i jak przewidujesz przebieg pojedynku?

Moja kolejna rywalka jest rok młodsza ode mnie, ale góruje nade mną warunkami fizycznymi i doświadczeniem ringowym. Co prawda ma sporo porażek w rekordzie, ale mierzyła się m.in. z mistrzynią świata, ma też tych walk sporo i to zaledwie w ciągu kilku miesięcy. Ponadto ma niezłe doświadczenie z kick-boxingu i dużą odporność. Jeśli przegrywała przed czasem to dlatego, że poddawał ją narożnik, sama się nie poddaje, nawet gdy jest w poważnych opałach. Z pewnością nie przyjedzie do Polski po wypłatę, zresztą tak samo jak moja ostatnia rywalka, która stawiła mi bardzo ostry opór. I to mnie bardzo cieszy! Nie interesuje mnie rywalizacja z zawodniczkami, które przywiozą mi zwycięstwo na tacy. Z drugiej strony obecnie przygotowuję się do matury, więc z oczywistych względów nie mogę włożyć w przygotowania tyle czasu i energii co w innych okolicznościach, gdyż moja doba trwa dokładnie tyle samo, co u wszystkich ludzi. W związku z tym nie mogę walczyć ze zbyt trudną rywalką, gdyż po prostu nie mogłabym odpowiednio przygotować się do takiego pojedynku. Nie chcę jednak zastoju, potrzebuję aktywności, ringowej rywalizacji, każdy pojedynek to dla mnie cenne doświadczenie. Jestem pewna, że walka z Tertilte w Oświęcimu to nie będzie spacerek.

No właśnie, już niebawem matura, rekrutacja na studia. Jak łączysz naukę z zawodowym uprawianiem sportu?

Staram się robić to najlepiej jak potrafię. Nigdy nie miałam większych problemów z nauką, chodzę do dobrego liceum w Łodzi, mam ogromne wsparcie w rodzinie, przyjaciołach i moich nauczycielach, którzy bardzo mi pomagają w nadrabianiu zaległości. Mam również indywidualny tok nauczania, inaczej nie dałoby się pogodzić szkoły z zawodowym boksem. Nie planuję jednak dłuższej przerwy, prawdopodobnie jeszcze przed maturą stoczę dwie walki, tę w Oświęcimiu i kolejną w kwietniu, choć oczywiście czas na prawdziwe wyzwania sportowe przyjdzie dopiero latem, gdy będę miała za sobą egzamin dojrzałości i rekrutację na studia. Zastanawiam się nad złożeniem dokumentów na Akademię Marynarki Wojennej w Gdyni.

Specjalny serwis o boksie. Sprawdź Bokser.org ?


Więcej o: