Boks. Diablo w Australii. Czy można na nim polegać?

Krzysztof Włodarczyk pojedzie bronić tytułu mistrza świata wersji WBC wagi juniorciężkiej do Australii w listopadzie, ale jego rywal Danny Green już musi się bronić - przed oskarżeniami, że wybrał za rywala szaleńca.
Sypią się ciosy na Greena. Od niedawnego zwycięzcy Amerykanina Antonio Tarvera, że jest tchórzem, bo wybrał Włodarczyka, zamiast dążyć do rewanżu. W lipcu w Sydney debiutujący w juniorciężkiej Tarver położył 38-letniego Australijczyka w drugiej rundzie, w dziewiątej tak niemiłosiernie obijał lokalnego bohatera, że sekundanci rzucili ręcznik.

Od mediów też Green dostaje cięgi. Przypominają pięściarzowi w dramatycznych doniesieniach, że Polak targnął się niedawno na życie, że był w śpiączce, lekarze cudem go odratowali, i sugerują, że z 29-letnim Włodarczykiem nie wszystko jest OK.

Rok temu Green walczył ze znanym w Polsce Paulem Briggsem i pokonał go w pierwszej rundzie. Ba, zrobił to w 29 sekund, pierwszym ciosem, który dość ostrożnie zadał!

Kibice najpierw wygwizdali i wybuczeli obydwu pięściarzy, potem nawet w powtórkach ledwo dopatrzyli się uderzenia, które musnęło czubek głowy niegdysiejszego rywala Tomasza Adamka.

Gigantyczna awantura wybuchła z tego powodu w Australii i w USA, gdzie znajdują się najważniejsze bokserskie strony internetowe. Komentatorzy uznali, że Briggs się podłożył w najbardziej bezczelny sposób. Dosłownie chwilę po walce bukmacherzy stwierdzili, że był jeden zakład na nokaut w pierwszej lub drugiej rundzie na 50 tys. dol., co jest niespotykane. Przekrętu nikomu nie udowodniono.

Przy okazji wyszło jednak na jaw, że Briggs - pięściarz w brutalnych pojedynkach z Adamkiem waleczny - ma osobiste problemy, że leczył się środkami uspokajającymi, że bywał na treningach nieprzygotowany, że kilka razy leżał na deskach trafiony przez sparingpartnerów.

Green powiedział, że nigdy nie zgodziłby się na walkę, gdy te wszystkie sprawy wyszły na jaw. Ale kontrakt z Włodarczykiem podpisał.

Przed krytyką Australijczyk broni się tym, co usłyszał od polskich promotorów pięściarza z Piaseczna: Polak nigdy nie był w śpiączce, lekarze nie uratowali go cudem, ale po prostu przepłukali żołądek, i że w szpitalu był przez noc - dla pełnej kontroli i przeprowadzenia wymaganych badań. Standardowa procedura.

Poszedł nawet dalej, całkiem serio mówiąc w "The Telegraph": - Facet pokłócił się z żoną i nie mógł spać.

Ale choćby nie wiem jak promotor - była gwiazda warszawskiej palestry Andrzej Wasilewski - bronił swojego najlepszego pięściarza, na Włodarczyku trudno polegać jak na Zawiszy.