Boks. Angelo Dundee: Tylko Ali był "Wielki"

Legendarny amerykański trener, Angelo Dundee, który trenował tak znanych pięściarzy jak Muhammad Ali, George Foreman, Carmen Basilio, Wilfredo Gomez, czy Sugar Ray Leonard, skończył dwa dni temu 90 lat. "Michał Anioł" boksu, jak go nazwano w Nowym Jorku, udzielił z tej okazji ciekawego wywiadu opowiadając w nim m.in. o swojej pracy, ukochanym uczniu - Muhammadzie Alim, i zasugerował, kto - teoretycznie - mógłby pokonać dzisiejszych mistrzów świata, braci Kliczków
Panie Dundee, co będzie pan robił w swoje urodziny?

Angelo Dundee: Pójdę z synem, córką i siedmioma wnukami do miłej restauracji. Ale najpierw zrobię to, co przez 7 dni w tygodniu, czyli pójdę na salę poprowadzić trening bokserski.

Nadal wykonuje pan zawód trenera?

AD: Co może być piękniejszego, niż uczyć młodych ludzi sztuki pięściarskiej? Boks to całe moje życie. Pracuję w sporcie zawodowym od 1948 roku. Boks to moje studia, mój uniwersytet. Jestem sportowi wdzięczny za wszystko to, co przeżyłem, za znajomość z wieloma ciekawymi ludźmi. Stać w sali gimnastycznej, czując charakterystyczny zapach potu i uczyć boksu to dla mnie nadal wielka radość. Szef policji w naszym regionie często zaprasza mnie do współpracy na rzecz resocjalizacji młodych ludzi, na spotkania z nastolatkami uzależnionymi od narkotyków. Wiesz, nasze społeczeństwo nie stanie się lepsze, jeśli nic nie będziemy robić.

Ilu dzieciaków aktualnie pan trenuje?

AD: Sześcioro, czasem siedmioro.

Jest wśród nich nowy Ali?

AD: Nie. I nigdy nie będzie. Nie będzie także drugiego Tysona, czy Schmelinga. Każdy zawodnik ma swój własny, niepowtarzalny charakter. Jest jedyny w swoim rodzaju.

Sformułujmy więc to pytanie nieco inaczej: czy jest w tej grupie zawodnik, który może być w przyszłości wielkim bokserem wagi ciężkiej?

AD: Pewnie tak. Ale proszę o jedno: mówiąc o pięściarzach, nie używaj określeń "wielki" i "największy".

Dlaczego?

AD: Bo na te określenia zasłużył tylko jeden człowiek: Muhammad Ali.

Pamięta Pan Wasze pierwsze spotkanie?

AD: Oczywiście. Pamiętam jak gdyby to było wczoraj. W lipcu 1959 roku byłem na wieczorze bokserskim w Louisville, gdzie mieszkał Muhammad. Nagle zadzwonił do mnie do hotelu i powiedział: "Nazywam się Cassius Marcellus Clay. Jestem zwycięzcą turnieju "Złote Rękawice" w Louisville, Chicago i Seattle. Chcę z tobą porozmawiać." Zaprosiłem go więc do mojego pokoju. Ali przyszedł szybciej niż myślałem i zadawał mi wiele pytań. Chciał wiedzieć dosłownie wszystko: jak trenuję zawodników, jak często i na jakich dystansach boksują, jak się odżywiają i kiedy chodzą spać. To było jak przesłuchanie. Ten nastolatek mnie zachwycił. Nie widziałem dotąd osoby bardziej dociekliwej i obdarzonej takim entuzjazmem i pewnością siebie. W grudniu 1960 roku zadzwonił do mnie przedstawiciel jego managementu, który poinformował, że Ali chce trenować u mnie. Powiedziałem, że może przyjść do mojego gymu, który znajdował się przy 5-tej Ulicy w Miami, w czasie Bożego Narodzenia, ale ten nie zamierzał stracić czasu i pojawił się już następnego dnia. Za wszelką cenę chciał bym z nim pracował. 27 grudnia po raz pierwszy stanąłem w jego narożniku.

Jakie było najważniejsze wydarzenie Waszej wspólnej kariery?

AD: Pierwsza walka z Sonny Listonem, która odbyła się 25 lutego 1964 roku. Była to pierwsza mistrzowska walka Muhammada. Nikt nie dawał nam szans, ale byłem w 100 procentach pewny zwycięstwa. Muhammad był doskonałym wojownikiem, mógł absolutnie wszystko. Poza tym, miał bardzo silną wolę i ogromną wiarę w siebie. Wchodził na salę jako pierwszy, a wychodził jako ostatni. Był po prostu niesamowitym wojownikiem i mężczyzną.

Czy nadal kontaktujecie się ze sobą?

AD: Oczywiście! Jesteśmy przyjaciółmi na całe życie. Dzwonił do mnie zaledwie 3 dni temu. Zawsze można z nim porozmawiać na ciekawe tematy, pod warunkiem, że w tym samym czasie nie bierze lekarstw.

Co Pan czuje, gdy widzi jak Ali cierpi dzisiaj na chorobę Parkinsona?

AD: To dla mnie bardzo bolesne i łamie mi serce. Chcę mi się płakać, ale to mu w niczym nie może pomóc. Muhammad w godny podziwu sposób walczy z chorobą. Jak zawsze jest w stanie podjąć każde wyzwanie.

Pokonałby Kliczków?

AD: Oczywiście i to bez żadnych problemów. Bawiłby się z nimi w ringu, po prostu "przetańczyłby" ich. Z braćmi Kliczko wygraliby także Larry Holmes, Joe Frazier i George Foreman, ponieważ byli znacznie szybsi, mieli mocniejszy cios i mężne serca. Kliczkowie z powodu wzrostu są zbyt wolni i statyczni. Ale jest mi nawet ich trochę żal, ponieważ nie mają prawdziwych rywali. Kliczkowie nie mogą więc dać z siebie wszystkiego, co najlepsze. Ale naprawdę szanuję ich, bo to najlepsi pięściarze obecnych czasów.

Niezależnie od tego, czy należą do pierwszej 10 wagi ciężkiej wszech czasów?

AD: Dla mnie, pierwszy jest oczywiście Muhammad Ali. Po nim wymieniłbym Joe Louisa, Maxa Schmelinga, Larry`ego Holmesa, Joe Fraziera, Mike`a Tysona, Rocky`ego Marciano, Sonny Listona, George`a Foremana, Lennoxa Lewisa. Po nich umieściłbym Kliczków.

Ogląda Pan ich walki?

AD: Oglądam wszystkie walki, które są pokazywane w telewizji. Musze być ciągle "na czasie". Jeśli pytasz mnie o współczesny boks, to prawie codziennie oglądam zawodników z całego świata.

To niesamowite, w jak znakomitej formie jest Pan mimo upływu lat.

AD: Jestem w dobrej formie i czuję się jak 65-latek. Dzięki swojej codziennej pracy z młodymi ludźmi, sam pozostaję młody.

Stawia Pan przed sobą jeszcze jakieś cele?

- Chcę dożyć 100 lat. Wydaje mi się, że to możliwe. Ponadto, marzę, by znaleźć zawodnika wagi ciężkiej, który będzie w stanie pokonać Kliczków i który był przywrócił blask wadze ciężkiej.

Specjalny serwis o boksie. Sprawdź Bokser.org ?