Historie alternatywne Z Czuba: Rasiak strzela z Liverpoolem część 3 i ostatnia

W poprzednim odcinku: Dzieje się naraz bardzo dużo głupich rzeczy, narratorzy marnie znoszą krytykę, komuś wybucha głowa, komuś nie, a Rasiak podbija świat, po czym odkłada do szafy planszę do ''Ryzyka''. Po trzęsieniu ziemi w części pierwszej i tsunami w części drugiej przyszedł czas na anglojęzyczną płytę Comy efektowne zakończenie naszej opowieści o Grzegorzu Rasiaku, który w międzyczasie zdążył zmienić imię na Jan.

Naszego małego bohatera zostawiliśmy gdy w zimowym oknie transferowym sezonu 2007/2008 dołączał do Barcelony uzbrojony w swoją nową koszulkę...

...oraz mnóstwo talentów. Niestety okazuje się, że za starożytne greckie pieniądze nie da się w Katalonii kupić nawet szklanki wody czy wody bez szklanki, a do tego ciężkie monety dziwnie wybrzuszają spodnie i dzieci pokazują Grzegorza palcami na ulicy, nie wiedząc, że pokazują Jana. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej kłopotów jakie czekały na Rasiaka w Barcelonie. Blaugrana wygrała zaledwie 12 z pierwszych 19 spotkań w La Liga i nawet średnio wtajemniczeni wiedzą, że to o jakieś 20 za mało. Oczekiwania są więc wysokie. Ale nie tylko one. Wysokie są także Andy, Pireneje oraz siostry Dydek, ale o tym co powstanie z połączenia wszystkich tych trzech elementów napiszemy w zupełnie innym odcinku.

Na Janie spoczywa więc wielka presja. Zwłaszcza w nocy i strasznie się wtedy wierci. Ale nie tylko spoczywa. Używa też jego wanny i maszynki do golenia, a także chodzi w samych majtkach po jego luksusowym apartamencie. Pytany przez dziennikarzy jak radzi sobie z presją, Rasiak odpowiada ze spokojem:

- Normalnie, ona potrzebuje tylko trochę czułości. Czasem jej śpiewam, czasem po prostu powoli i długo szczotkuję jej włosy...

W końcu ''presja'' okazuje się być mierzącym ponad metr dziewięćdziesiąt argentyńskim napastnikiem Maxi Lopezem , którego Barcelona jakiś czas wcześniej zgubiła w szatni i zapomniała wysłać w ramach transferu do FK Moskwa.

Niemniej jednak, nawet z Rasiakiem na pokładzie i mimo jego 25 bramek w Primera Division Barcelonie idzie średnio. Kończy ligę na trzecim miejscu, w półfinale LM odpada z redakcją magazynu ''Murator'' przebraną za Manchester United, a Frank Rijkaard wściekły rwie włosy z głowy, co kończy się tym...

...bo przy okazji rwie sobie też z tej samej głowy wąsy. Na szczęście z odsieczą ''Dumie Katalonii'' przychodzi Josep Guardiola. Młody trener o wielkim sercu, który docenia klasę Rasiaka, twierdząc, że takiego piłkarza w życiu nie widział.

- Takiego piłkarza w życiu nie widziałem - mówi dokładniej rzecz biorąc na swojej pierwszej konferencji prasowej.

I jest to prawda. Nigdy w życiu nie widział piłkarza, który tak dobrze dogadywałby się z fokami.

La Liga to jednak nie miejsce dla fok, o czym wie każdy. Nie każdy powiedziałby to jednak w twarz chłopakom z Navy Seals. W Barcelonie wszyscy wierzą, że król strzelców Premier League pomoże zniwelować stratę, która wydaje się nie do odrobienia.

I rzeczywiście. Rzeczywiście jest to strata nie do odrobienia. Zespół kończy rozgrywki na trzecim miejscu, a Rasiak w 19 meczach strzela tylko 15 goli, co uznane jest za katastrofę. Katastrofie winny jest zaś niejaki Lionel Messi, gdyż okazuje się że trener nie był jedyną osobą, która nie widziała wcześniej takiego piłkarza. Argentyński pomocnik nie widział bowiem takiego napastnika i nie miał pojęcia jak mu dostarczać piłki. Dośrodkowywał więc albo za lekko albo strącając samoloty, które nieopatrznie weszły w nadstadionową strefę powietrzną. Zamiast do nogi i głowy podawał mu do nerki, pleców i szyi czyli generalnie do... no nie najlepiej.

Oczywistym jest, że ktoś z nich musi odejść, Barca nie ma zaś zamiaru pozbywać się swojej największej gwiazdy, więc ustawia się długa kolejka chętnych po Messiego. Ten jednak nie daje za wygraną, prosi, błaga, obiecuje poprawę i trenuje. W Paryżu świetnie dośrodkowuje na Wieżę Eiffela, w Chicago na Sears Tower, w Seattle na to z logo Supersonics (niech spoczywają w pokoju), a w Phenianie nie dośrodkowuje, bo okazuje się, że hotel Ryugyong ukończony jest tylko na pocztówkach . Guardiola pyta więc Rasiaka, czy myśli, że Argentyńczyk powinien zostać. Jan odpowiada, że tak, myśli. Co myśli jednak trener już nie słucha, gdyż spieszy śledzić ludzi, którzy sprawili, że z potężnego Josepa został zwykłym Pepem.

Messi więc zostaje i tym razem duet Ras-Mes, jak nazywają go dziennikarze, działa rewelacyjnie. Już na otwarcie sezonu z Almerią Messi tak dośrodkowuje Rasiakowi, że ten jednym strzałem zdobywa trzy gole, w tym jednego ze spalonego, maluje ''Bociany'' Chełmońskiego i Bociany z łódzkiego oraz wiąże krawat Gudjohnsenowi, który siedzi na trybunach, gdyż przez Rasiaka nie ma dla niego miejsca w składzie. Z taką grą Barcelona zdobywa wszystko: mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla, złoto smoka, Koronę Himalajów i Karakorum. Najtrudniej było z tym ostatnim, gdyż Bojan podczas wejścia na Shisha Pangmę łamie nogę, a jego dramatyczne przeżycia zostają opisane w książce ''Czekając na Bo''. To jednak nieważne. Ważne, że Jan Rasiak w samej lidze zdobywa 108 goli, czym poprawia wynik z sezonu 1989/90, kiedy 107 bramek strzelił Real Madryt. W wywiadzie napastnik mówi, że ma nadzieję, że panu Madrytowi, gdziekolwiek jest, nie będzie przykro, że pobił jego rekord.

Rasiakomania podbija glob. Ludzie przestają widzieć w Janie tylko piłkarza, a zaczynają nadczłowieka. Członkowie Kościoła Maradony uznają, że Diego Armando to najwyżej pomniejsze bóstwo i gremialnie zaczynają czcić Rasiaka. Na całym świecie pojawiają się ludzie twierdzący, że widzieli, jak napastnik uzdrawiał kozy, łatał Windowsy, zamieniał Colę w Pepsi i robił inne cuda. Wyznawcy piłkarza mnożą się jak gimnazjalistki na koncercie Feela, okazuje się, że Rasiakizm staje się czwartą wielką religią monoteistyczną, a kościół jego wiernych to olbrzymia organizacja. A to wszystko w niespełna tydzień. Szybko dochodzi jednak do tarć teologicznych. Jedni twierdzą, że Rasiak jest bogiem, jednak inni, że bogiem jest Ras-Mes, a Rasiak to tylko jedna z jego postaci. Obie frakcje posuwają się do prowokacji i akcji zaczepnych. Sytuacje stara się rozładować sam zawodnik.

- Uspokójcie się - przemawia do wiernych. - Widzicie, kazał się wam uspokoić - zaczynają krzyczeć zwolennicy monorasiakizmu. - To wam kazał się uspokoić - odpowiadają wyznawcy Ras-Mesa.

- Wszyscy się uspokójcie, jestem tylko piłkarzem, a nie żadnym bogiem - tłumaczy Rasiak, ale nikt go nie słucha, gdyż wszyscy są zajęci obrzucaniem się kamieniami i inwektywami oraz zbrojeniem. Schizma staje się faktem, a wojna religijna wydaje nieunikniona. Widząc to Rasiak przypomina sobie słowa wielkiego filozofa, Wujka Bena - ''z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność''. Nie mogąc więc zapanować nad swymi wyznawcami, odchodzi.

Początkowo nikt tego nie zauważa, ale gdy milkną armaty i opada bitewny kurz okazuje się, że pośród zgiełku wystartował sezon pański 2009/10. Niedawni fanatycy zaczynają stopniowo zapominać dlaczego chwycili za broń. Sytuacja się normalizuje, rynki stabilizują, cosinus 90 stopni znów wynosi 0. Rasiak powoli staje się postacią mityczną - na szczęście z tego rodzaju mitów, które fajnie opowiada się dzieciom, a nie w imię których można wymordować jakiś naród. Oba zwalczające się kościoły Rasiaka przeistaczają się więc w sklepy z pamiątkami. Od tego czasu nikt nie widział Jana Rasiaka. Przynajmniej nie na pewno, bo twierdzący, że ukrywa się gdzieś pośród drzew albo że z Wielką Stopą i Elvisem rżnie w pokera, są ciągle. Rok później w Grecji pojawia się zawodnik podobny do Niego, ale kopie jakoś tak koślawo, a w dwóch meczach zdobywa mniej niż osiem goli, więc to nie może być on. Ktoś jednak utrzymuje, że widział jak ten sam osobnik próbował płacić w spożywczym talentami. Więc może jednak... Andrzej Bazylczuk & Łukasz Miszewski

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.