Co straci liga wraz z odejściem Brożków?

Odejście podwawelskich bliźniaków do Turcji oznacza koniec pewnej epoki w polskiej lidze - epoki Białej Gwiazdy, epoki dojrzewania pokolenia piłkarzy, no, po prostu, epoki Brożków w Wiśle. Jedno jest pewne - coś się zmieni.

Transfer braci Bro do Trabzonsporu sam w sobie wymaga analizy - dlaczego właśnie tam, dlaczego właśnie teraz i dlaczego żarówka świeci się, ale nie płonie. W związku z tym ruchem polska ekstraklasa niewątpliwie coś straci. Co konkretnie?

* Niezwykle utytułowanych graczy Brożkowie byli przede wszystkim jednymi z bardziej utytułowanych w polskiej lidze zawodników. Paweł rozegrał w niej 198 meczów, a Piotr 178. Paweł ma na koncie sześć tytułów mistrzowskich (2001, 2003, 2004, 2005, 2008, 2009), dwa Puchary Polski (2002, 2003) oraz dwie korony króla strzelców (2008, 2009). Gdy Biała Gwiazda zdobywała bramkę, to z dużym prawdopodobieństwem można było typować, że zdobył ją właśnie bardziej ofensywny bliźniak. W sumie uzbierał on 86 trafień (co ciekawe, zaliczył tylko dwa hat-tricki: z Lechem w 2005 roku i Legią w 2010) i miał ambicje dogonić swego starszego kolegę Tomasza Frankowskiego. Kibice przy Reymonta uwielbiali go, tak jak uwielbia się wybitnych snajperów.

Gablotka Piotra jest nieco mniej rozbudowana, bo zmieścić muszą się w niej "jedynie" upominki za cztery mistrzostwa (2003, 2004, 2008, 2009) i dwa Puchary (2002, 2003). Choć pozostawał zwykle w cieniu swego brata, to nierozłącznie towarzyszył mu w pierwszym składzie najsilniejszej drużyny pierwszej dekady XXI wieku. Problemem Piotra było (a w zasadzie jest) przede wszystkim niemożność znalezienia mu optymalnej pozycji na boisku. Zaczynał w ataku, potem przesunięty został na lewą pomoc, by wreszcie trafić na lewą obronę. A może trzeba było zostać w napadzie?

* Kawał historii krakowskiej piłki...

Odejście Brożków to zarazem odejście świadków wszystkich wzlotów i upadków Białej Gwiazdy w XXI wieku. Bracia mają w pamięci nie tylko kolejne tytuły mistrzowskie, ale również boje w europejskich pucharach - czasem radosne, zazwyczaj bolesne. Mogą oni opowiedzieć o zwycięstwach nad NEC Nijmegen, Basel, Beitarem czy samą Barceloną...

Fot. Michal Lepecki / Agencja Wyborcza.pl

jak również snuć gawędę o dramatycznym boju z Panathinaikosem...

Fot. Pawel Ulatowski/ Agencja Wyborcza.pl

...porażkach w fazie grupowej Pucharu UEFA z Blackburn, Nancy i Feyenoordem, czy kompromitacjach z Valarengą Oslo, Vitorią Guimaraes, azerskim Karabachem czy estońską Levadią Tallin.

* ... i kawałeczek śląskiej

Dzisiaj te epizody giną w morzu występów z białą gwiazdą na koszulce, ale należy pamiętać, że obaj zawodnicy w ekstraklasie wystąpili również w barwach. innych klubów. W 2004 roku bracia PB zostali bowiem powypożyczani. Paweł w GKS Katowice zabawił przez cały ten rok (czyli rundę wiosenną sezonu 2003-2004 oraz jesienną 2004-2005). Najpierw pomógł utrzymać się drużynie w ekstraklasie (10. miejsce), ale kolejny sezon oznaczał dla Gieksy już spadek (14. miejsce).

Piotr natomiast spędził cały sezon 2004-2005 w barwach Górnika Zabrze (11. miejsce i fartowne utrzymanie).

Obaj byli wówczas najlepszymi zawodnikami swoich drużyn.

* Niespełnionych kadrowiczów

O ile do ich karier klubowych nie sposób się przyczepić (zakładając oczywiście, że gra w Wiśle a nie np. w lidze francuskiej jest OK), o tyle występy bliźniaków w reprezentacji Polski pozostawiają niedosyt. Obaj zagrali miliardy milionów meczów w młodzieżowych kadrach i wydawało się, że naturalną koleją rzeczy będzie zawojowanie dorosłej kadry. Życie jednak pokazało, że nie jest to takie proste.

Szczególnie boleśnie odczuwalne jest to w przypadku Pawła. Już w debiutanckim meczu z Meksykiem (2005) zdobył on bramkę.

Potem Paweł Janas zabrał go na MŚ 2006 kosztem Frankowskiego. Młodzian zagrał tam we wszystkich meczach i pozostawił po sobie dobre wrażenie (w meczu z Ekwadorem trafił nawet w słupek). Wydawało się, że będzie zawodnikiem, który pociągnie kadrę przez dobrych kilka lat. Niestety potem Brożinho grał raz lepiej, raz gorzej. Gdy wyszedł na prostą, to zaufaniem nie darzył go zbytnio Leo Beenhakker. Holender twierdził, że wiślak nie osiągnął jeszcze international level, wystawiał go tylko w czwartorzędnych sparingach i koniec końców nie wziął na EURO 2008. Po nieudanym turnieju Brożek jednak do kadry powrócił. Początek miał wymarzony, bo zdobył piękną bramkę w meczu z Czechami.

Potem jednak było już tak jak zwykle, czyli niemrawo. Paweł nie potrafił pokazać w reprezentacji tych walorów, z których znany był w Krakowie - dochodzenia do sytuacji strzeleckich, sytuacyjnego uderzenia, dryblingu, skuteczności. Tonął w przeciętności u Beenhakkera, a proces ten kontynuował za Smudy. I gdy wydawało się, że to już jego koniec w reprezentacji, w ostatnim tegorocznym meczu z Bośnią i Hercegowiną (2:2) zdobył obie bramki. Jaki będzie ciąg dalszy?

Podobnie, choć jednak inaczej ma się sprawa z Piotrem. Długo mówiło się, że należy dać mu szansę w biało-czerwonych barwach, ale jakoś Beenhakker niespecjalnie się ku temu garnął. Pozwolił mu on co prawda zadebiutować (Polska - Finlandia 1:0 2007), ale przy kolejnych powołaniach Piotr wyłącznie ugniatał ławkę. Drzwi do kadry szerzej otworzyły się dla niego dopiero wraz z przybyciem Franciszka Smudy. U niego zagrał z Rumunią i Kanadą oraz podczas tajskiego turnieju (zdobył tam nawet bramkę w meczu z Singapurem).

Z czasem jednak forma uleciała, Piotr nie tylko stracił miejsce w reprezentacji, ale również w Wiśle. Jego kiepska forma boli szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Polsce łatwiej znaleźć psa z trzema ogonami niż dobrego lewego obrońcę.

* Zawiedzione nadzieje

Bracia Brożkowie są przedstawicielami modelu ''polski talent robi polską karierę''. Cudowne dzieci, które w młodzieżowych reprezentacjach dryblują między Lampardem a Iniestą i wrzucają piłkę za kołnierz Buffonowi. Wiadomo, standard. Potem przechodzą one z juniorów do seniorów i coś zaczyna się zacierać. Nie jest już tak miło, nieraz ktoś zabierze piłkę, czasem ktoś okrzyczy. Spora grupa zawodników zatrzymuje się już na tym poziomie. Ale część idzie dalej. Krok po kroczku stają się ważnymi postaciami ligi polskiej - strzelają bramki, asystują, dostają nagrody. W polskiej lidze nie zostaje już wiele do zrobienia. Zostać czy się przenieść za granicę? Większość wyjeżdża. I potem wraca z podkulonym ogonem. Nie chce mi się tracić teraz godziny, więc powiem tylko jedno słowo. Madej. I wszystko jasne. Brożkowie zostali. Bo bali się, że sobie nie poradzą na Zachodzie - nie dadzą rady w Nancy czy innych klubach pokroju Malagi, West Bromwich Albion czy Kaiserslautern. Siedzieli w Polsce, przeczekiwali, strzelali bramki, ale na pewno się już nie rozwijali. Teraz dochodzą do wniosku, że jednak trzeba wyjechać. Tylko że obaj panowie mają już po 28 lat. Pierwszy sezon będzie niezły, drugi nie najgorszy. Potem przychodzi pora na przeprowadzkę do jakiegoś cypryjskiego słabeusza albo powrót do ojczyzny. Obym się mylił.

* Bracia

Po ich odejściu do Turcji stopniała również liczba rodzeństw w ekstraklasie - ostali się w niej już tylko bracia Burkhardtowie, Garncarczykowie i Gikiewiczowie.

* Charyzmatyczne postacie

Poza tym wszystkim PB byli niezwykle charyzmatycznymi postaciami. Trochę gwiazdorskimi, trochę napuszonymi, bardzo ekspresyjnymi, ale na pewno charakternymi i obdarzonymi nieprzeciętnymi umiejętnościami.

* Brożkowie

Brożkowie, a nie Brożki. A już na pewno nie brioszki.

Będzie ich brakowało. Powodzenia. Iyi sanslar!

Przemysław Nosal

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.