Gdyby piłkarze byli bohaterami filmów

W najmniej zaskakującej informacji dnia roku dekady Adriano spóźnił się z powrotem z wakacji w Brazylii. Można się z tego śmiać, można uronić łzę nad smutną historią człowieka, który ma wszystko, z wyjątkiem szczęścia, można też zastanowić się nad przyczynami. I poszukać miejsca, w którym (poza Brazylią) piłkarz wreszcie poczuje się u siebie. Niekoniecznie na boisku piłkarskim.

Adriano - ''Memento''

Mając takie problemy z pamięcią Adriano świetnie nadawałby się do roli Leonarda Shelby'ego - głównego bohatera filmu ''Memento''. Shelby problemy z pamięcią miał podobne do Adriano... No, może trochę większe - zapominał nie tylko wrócić z wakacji, ale nawet na nie wyjechać. Generalnie zapominał o wszystkim po zaledwie kilku minutach, co znacząco utrudniało mu poszukiwania mordercy żony, tak, jak Adriano zapominanie o tym, że z wakacji należy wracać, znacząco utrudnia znalezienie trenera, z którym nie popadłby w konflikt. Adriano idealnie by się więc w roli Shelby'ego sprawdził, szczególnie gdyby akcję filmu przenieść do Brazylii, która wyjątkowo źle działa na pamięć napastnika Romy.

Filippo Inzaghi - ''Jaś Fasola: Nadciąga totalny kataklizm''

Nieważne jak, nieważne czym - liczy się ostateczny rezultat. To brzmi jak motto Jasia Fasoli - człowieka, który pomalował mieszkanie przy użyciu petardy oraz prowadził zagracony samochód siedząc na umieszczonym na dachu fotelu. Człowieka, który za nic ma reguły stojące mu na drodze i który każdą, nawet najprostszą sytuację, potrafi skomplikować. Komizm postaci kreowanej przez Rowana Atkinsona może wydawać się niekiedy nieco, hm, błazeński, aktorstwo nieco przeszarżowane z pewnym posmakiem nieporadności, ale mimo wszystko, potrafi ubawić. Czyż nie brzmi to przy okazji jak idealne odwzorowanie Filippo Inzaghiego? Zawodnika, któremu nigdy nie zależało na walorach artystycznych, który również lekce sobie ważył przepisy (szczególnie te dotyczące spalonego), który bywał na pozór nieporadny i błazeński, a jednak zawsze potrafił osiągnąć cel. I choć korzystał najprzedziwniejszych metod - rezultat był jeden. Bramki.

Zlatan Ibrahimović - Amadeusz

'Amadeusza' - wielkie dzieło Milosa Formana można obejrzeć w piątek"Amadeusza" - wielkie dzieło Milosa Formana można obejrzeć w piątek 

Postać wybitna, w swej sztuce nie potrafiąca zniżyć się do niczego poniżej poczynań genialnych. Kreśląca figury tak misterne, że kto inny przy ich wymyślaniu połamałby sobie mózg, a przy odtwarzaniu kończyny. Jednocześnie rozkapryszona primadonna, nieznośny egocentryk, którego nikt nie rozumie i który zrozumiany wcale być nie chce, który zrozumieniem (a może po prostu resztą świata) pogardza. Człowiek jednocześnie podziwiany i znienawidzony, pożądany i przepędzany, zupełnie niczym gwiazda, bohater i zbawienie Ajaxu, Juventusu, Interu, Barcelony i teraz Milanu. Wiecznie wybitny, wiecznie zachwycający i wiecznie niezrozumiany przez świat, wiecznie ze światem się kłócący albo po prostu lekceważący jego zasady, te bowiem stosować się mogą do jednostek mniejszego kalibru, a nie do artystów takiego formatu, jak on. I, podobnie jak na bohatera filmu Milosa Formana, dybią na niego ludzie nie obdarzeni takim talentem jak on.

Javier Zanetti - Dzień świstaka

Powtarzalność, która dla przeciętnego zgorzkniałego telewizyjnego prezentera pogody może wydawać się koszmarem jest jednocześnie idealnym trybem życia dla sportowca, który chce wytrwać w formie jak najdłużej. Doprowadzona do skrajności, może w skrajność (pozytywną) zostać przekuta, dzięki czemu możemy podziwiać 37-latka szukującego wydolnością nawet nie jak na swój wiek, ale jak na dowolny. Może dzięki temu, że jego dzień zapewne wygląda tak: wstaję, biorę prysznic, jem (zdrowe) śniadanie, jadę na trening, trenuję z poświęceniem, jem (zdrowy) obiad, odpoczywam, trenuję z poświęceniem, biorę prysznic, wracam do domu, odpoczywam, jem (zdrową) kolację, wcześnie idę spać, żeby następnego dnia być wypoczętym i gotowym do ciężkiej pracy. Ewentualnie: wstaję, biorę prysznic, jem (zdrowe) śniadanie, jadę do klubu, jem (zdrowy) obiad, jadę z kolegami na mecz, gram znakomicie, biorę prysznic, wracam do domu, odpoczywam, jem (zdrową) kolację, wcześnie idę spać, żeby następnego dnia być wypoczętym i gotowym do ciężkiej pracy. Tak wygląda zapewne 99,9 proc. dni Javiera Zanettiego - profesjonalisty tak idealnego, że trudno napisać o nim cokolwiek ponad to, że jest profesjonalistą tak idealnym, że trudno napisać o nim cokolwiek. I w przypadku którego trudno uwierzyć, że kiedyś ta epopeja może się kiedykolwiek zakończyć.

Owen Hargreaves - Monty Python i Święty Graal

Wszyscy, którzy pomyśleli o postaci Czarnego Rycerza nie mają racji, nawet jeśli Hargreaves również nie może dojść do ładu ze swoimi kończynami. Nie, dla notorycznie kontuzjowanego pomocnika znalazłem dużo lepszą rolę, w zasadzie identyczną jak ta, którą odgrywa w swoim klubie. Otóż Hargreaves zagrałby w filmie rolę rycerza ''sir nie występującego w tym filmie''. Miałby dzięki temu czas, żeby grać w klubie... Hm...

Piotr Mikołajczyk

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.