Na straganie w dzień grudniowy - edycja polska

Polskie kluby nie czekają na otwarcie nowego roku kalendarzowego. Grudzień jest dla nich równie dobrym czasem na transferowe manewry co styczeń czy luty. A być może nawet lepszym. Polacy w okresie gwiazdki głównie wędrowali z oraz do dużych klubów. Mniejsze ekipy najedzą się jak zawsze okruchami ze stołu.

Piotr Giza do Cracovii

''Ej, ej, chłopaki... Ale na pewno nie ma tam nigdzie Stefana? Na bank? No to dobra, wracam''. I wraca. Po 3,5 roku pobytu w stolicy, który dziś już chyba można ocenić jako nieudany. Giza był w Warszawie poniewierany przez trenerów, obśmiewany przez kibiców i odsyłany do Młodej Ekstraklasy. Zdarzały mu się czasem lepsze chwile, ale generalnie cały okres jego gry przy Łazienkowskiej jest mocno pod kreską. Chłopak już pewnie zapomniał, że kiedyś w Krakowie robił tak:

Przy całej sympatii dla mundialowicza z 2006 roku stawiam dwie szklane kulki na to, że Giza już nic ciekawego w barwach Pasów nie pokaże.

Łukasz Nawotczyński do Cracovii

Nic nie mam do Łukasza Nawotczyńskiego, wprost przeciwnie, życzę mu jak najlepiej, bo - podobnie jak jego kolegom z kadry Globisza - zbyt wiele czasu już nie zostało. Jeżeli jednak Janusz Filipiak myśli, że uszczelnia defensywę, opierając ją na Nawotczyńskim i Polczaku, to powinien się zastanowić czy betonowe buty pomagają czy przeszkadzają w pływaniu.

Dariusz Pawlusiński do Niecieczy

Oto pan Łukasz Szczoczarz, pan Arkadiusz Baran, pan Łukasz Tupalski. Panowie, przedstawcie nowemu koledze zasady. ''Hej Darek, warunek jest taki, że musimy dojeżdżać z Krakowa jednym samochodem''.

Artur Wichniarek odchodzi z Lecha Poznań

Wymienić napastnika młodego, zdolnego, szybkiego i złaknionego sukcesów na napastnika leciwego, wypalonego, nieskorego do biegania i nad wyraz sytego - to brzmi jak biznes życia. Zamiany tej dokonać musiał jakiś gigant na rynku transferowym, pewnie jakaś drużynka, która nie bije się o nic i wzmacniać składu specjalnie nie musi. Nie, na pewno nie jakiś tam mistrz Polski, który bije się o Ligę Mistrzów i właśnie sprzedał najlepszego zawodnika ligi. Nie, to na pewno nie on. On worek pieniędzy zainwestowałby w taki sposób, żeby o Champions League w jego składzie bił się snajper przynajmniej świetny. Aha. Jednak chodzi o Lecha. Aha. I spławienie Wichniarka jeszcze przed zakończeniem rundy absolutnie nie jest przyznaniem się do błędu? Aha.

Bartosz Ślusarski do Lecha Poznań

Całe szczęście, że ten mistrz nie popełni drugi (kolejny) raz tego samego błędu co z Wichniarkiem. Nie ściągnie byłego gracza swojego klubu, który ostatnimi czasy nie radził sobie zbytnio na boisku. Przecież ktoś, kto strzela średnio trzy bramki na sezon, to nie może być ktoś, kto rzuci na kolana mistrzowską ekipę. Na pewno Kolejorz przeliczy też sobie, że blisko trzydziestoletni zawodnik nie zbawi drużyny. Że co? Lech zakontraktował Ślusarskiego? Aha. No tak, on grał przecież kiedyś w Lechu.

W takim razie ja czekam więc na transfer Golińskiego i powrót Dembińskiego.

Sławomir Peszko odchodzi z Lecha Poznań

No dobra, nawet jeżeli ''Kolejorz'' się solidnie nie wzmocni, to przynajmniej się nie osłabi. Nie będzie przecież chciał przed wiosennymi meczami Ligi Europejskiej pozbywać się połowy zespołu. Nie będzie wypożyczał za bezcen i sprzedawał na hejnał... Że co? Że Peszko odchodzi... Na pewno za grubą kasę. Aha. To na pewno do jakiegoś mocarza z ligi angielskiej czy hiszpańskiej. Aha.

Maciej Sadlok do Polonii Warszawa

To chyba pierwszy od dawna transfer podpisany z wyprzedzeniem, który nie zakończył się żadnymi zsyłkami, wyrokami, odśnieżaniem stadionu czy innymi represjami. Sadlok podpisał kontrakt latem, a przechodzi na Konwiktorską zimą. I - uwaga! - przez całe pół roku dzielące oba te wydarzenia grał w pierwszej drużynie. Szok? Dobry obyczaj? Atak bobrów w krawatach? Trudna sytuacja kadrowa Ruchu? Na te i na inne pytania odpowiedzi nie znajdziemy prawodpodobnie nigdy.

Krzysztof Pilarz do Korony Kielce

Pilarz to zawodnik ostentacyjnie nieefektowny. Cała jego kariera to spokojne, powolne parcie do przodu. Coraz większa liczba meczów na koncie, coraz regularniejsze występy, coraz lepsze interwencje. Nic nie na wariata, wszystko podparte rzetelną pracą. Tym bardziej, że zawodnik ten jest niezbyt wysoki jak na bramkarza, ale obdarzony dobrym refleksem i niezłą skocznością. Pewnie odbija piłki zmierzające w światło bramki, choć niekoniecznie czyni to w stylu godnym kaskadera. O ile w Pogoni i Odrze Wodzisław często zdarzały mu się jeszcze błędy...

...o tyle w Ruchu imponował solidnością. Na pewno będzie go na Cichej brakować.

Przy okazji - może Pilarzowi w Kielcach przypomni się, że kiedyś sam strzelał bramki .

Paweł Janas dyrektorem

Paweł Janas nie lubi specjalnie trenować. Woli być dyrektorem. Ta funkcja mu leży jak żadna inna.

Przesunięcie go z ławki szkoleniowej Polonii do gabinetowego zacisza na pewno jest dla niego potężnym ciosem. Nie wiadomo czy się po nim pozbiera.

Przemysław Nosal

Od redakcji: Na wszelkie pytania ''Hdzie są bracia Brożek?'' zamierzamy, przynajmniej do następnej części tego cyklu, odpowiadać niezmiennie ''Jeszcze w Wiśle''.