Poligon: "Facet tu, facet tam, czasem dwóch..." czyli jesień stoperów

Stoper. Wszyscy wiedzą. Takie okrągłe z przyciskiem. Się przyciska, się biegnie, się mierzy i się rozwiewają marzenia o karierze Carla Lewisa i Usaina Bolta. Ze stoperami piłkarskimi jest prawie tak samo. Się biegnie i się marzy, a tu nagle pojawia się stoper, mierzy nas wzrokiem, przyciska i rozwiewają się marzenia o strzeleniu bramki. Oczywiście, zdarzają się przypadki, że wzrok mamy tak plugawy i suknię tak dziką, że stoperzy rozwiewają się sami, ale to raczej rzadkie przypadki.

Reguła jest prosta: dwa duże chłopy strzegą dostępu do bramki: mają chronić bramkarza, odstraszać przeciwników, wygrywać górne piłki i wykopywać je dokądś. Dobrze byłoby, gdyby wykopywali je w przód, ale w razie czego mogą także w bok. Ba! czasem mogą także do tyłu. Znaczy, do przodu. Znaczy, do swojego przodu, ale obiektywnie do tyłu... tego... I dobrze byłoby, gdyby nie faulowali. Kategorycznego zakazu nie ma, ale OK - dobrze byłoby, gdyby nie faulowali brutalnie i w polu karnym.

- Własnym. - Pardąsik? - We własnym polu karnym. W cudzym można, zwłaszcza jeśli sędziuje pan Lyczmański.

No to pryncypia mamy obgadane.

Tyle że ze stoperami jest trochę trudniej niż z bramkarzami. Bramkarz jest łatwo rozpoznawalny, bo ma fikuśnie kolorową bluzę, przez cały mecz stoi w bramce i może łapać piłkę rękami. Stoper natomiast... Strojem się nie wyróżnia, fryzurą także, boczni obrońcy dorównują mu wzrostem. A że gra na środku obrony... Dziś gra, jutro nie gra, a pojutrze trener wystawi go na boku pomocy, bo kontuzje nie wybierają i fleksybilność byłaby mile widziana.

Jak policzyć stoperów, jak wyliczyć ich dokonania, skoro na środku obrony w tym sezonie grywali boczni obrońcy (Amir Spahić, Jakub Wawrzyniak) i pomocnicy (Arkadiusz Radomski, Adam Danch). Stoperów ''dyżurnych i etatowych'' można jakoś zamienić na cyferki, ale jak potraktować Grzegorza Wojtkowiaka, Macieja Sadloka czy Marcina Komorowskiego? Tak, wiem, Marcina Komorowskiego można potraktować żółtą kartką, bo na pewno zasłużył. Ale reszta? Podliczymy takiego jako stopera, a on jutro stanie u naszych drzwi i wytłumaczy pomyłkę przy pomocy ręcznego łomotu połączonego z wyrażeniami genealogicznymi.

Umówmy się więc, że zestawienie jest umowne, mogli się w nim znaleźć ci, którzy teoretycznie nie mogliby i być może nie ma w nim tych, którzy być powinni.

Rekordy na pozycji stopera ustanawiała Legia Warszawa. Brzmi to dziwnie, gdy się weźmie pod uwagę, że para Astiz-Choto to ścisły ligowy top. Nie, nie top model - Dickson Choto przekroczył wszelkie normy BMI dla modelek... łyp na modelki... łyp na Dicksona Choto... sześćdziesięciotrzykrotnie. Ale trzeci stoper w Legii to było dotąd wydarzenie na miarę i w skali. A tu proszę: w rundzie jesiennej Legia wystawiała na środku obrony aż sześciu zawodników: wspomnianych Astiza i Choto, Artura Jędrzejczyka Jakuba Wawrzyniaka, Marcina Komorowskiego i Srdę Kneżevica. Gdzieś w okolicy lewego ucha plącze mi się wspomnienie o Tomaszu Kiełbowiczu, ale tego akurat nie jestem pewien. Sześciu (lub siedmiu stoperów) - to się nazywa eksperyment!

Najlepszym strzelcem wśród stoperów okazał się Piotr Celeban - trzy bramki i wszystkie z gry, drugie miejsce zajął duet Pavol Stano i Andrius Skerla - po dwie bramki, a jednego gola zdobyło dziesięcioosobowe stado stoperów (Bąk, Drzymont, Hanek, Lacić, Komorowski, Pietrasiak, Polczak, Sadlok, Szmatiuk, Wołąkiewicz), przy czym za najefektowniejszą bramkę uznałbym autorytarnie gola strzelonego przez Michała Hanka Polonii Warszawa. Rzadko się zdarza, żeby gol strzelony ręką był absolutnie i niepodważalnie prawidłowy.

Pięciokrotnie stoperzy wstydzili się strzelonych goli, trafiali albowiem do własnej bramki. Byli to Jarosław Fojut, Marian Jarabica, Dariusz Pietrasiak, Andrius Skerla i Zlatko Tanevski, który zazwyczaj grywał z boku, ale jak już trafił na środek, to i w środek też trafił. Albo nie trafił - jak w meczu z Cracovią - ale skutek był taki sam.

O tytuł ''Rzeźnika Jesieni'' walczyło paru piłkarzy. Adam Banaś skończył rundę z pięcioma żółtymi kartkami i parunastoma szwami na dwukrotnie cerowanym łuku brwiowym, sześć żółtych kartek zobaczył Cleber, którego ostatecznie też pokarało, ale nie na łuku, tylko na kręgach, cztery żółte i jedna czerwona to dorobek Manuela Arboledy (litościwie przemilczymy kartki wlepiane rywalom po teatralnych upadkach lechity i skargach z usta bolesnego do sędziów płynących). Tytuł jednogłośnie przyznaję Piotrowi Polczakowi, który zebrał pięć żółtych kartek i jedną czerwoną, a powinien lekko licząc drugie tyle. Słucham? Ależ oczywiście, ma Szanowna Wycieczka rację - oraz dlatego, że go po prostu nie lubię. Ale też lubić to on się po prostu nie daje.

1350 minut czyli 15 razy 90 minut - wszystkie spotkania od początku do końca rozegrało niewielu ligowych zawodników. Wśród stoperów byli to Krzysztof Bąk (Lechia Gdańsk), Michal Hanek (Polonia Bytom), Dariusz Pietrasiak (Polonia Warszawa), Andrius Skerla (Jagiellonia Białystok), Pavol Stano (Korona Kielce). Po czternaście meczów rozegrali Piotr Polczak (Cracovia), Zlatko Tanevski (GKS Bełchatów), Maciej Sadlok (Ruch Chorzów) i Jarosław Fojut (Śląsk Wrocław). Za to najkrócej na boisku przebywali Piotr Dziewicki (Polonia Warszawa) - 238 minut, Lukas Killar - 104 minuty oraz zawodnicy, którzy zagrali tylko jeden mecz: Sebastian Madera z Widzewa Łódź i Rafał Janicki z Lechii Gdańsk. Granit

Wielu chciało jesienią zdobyć białostocką twierdzę i wszyscy odbijali się od jej murów z jękiem, szczętem i paroma innymi takimi. Wielka w tym zasługa pary Andrius Skerla - Thiago Rangel Cionek . Obaj dzielni rycerze bronili dostępu do bramki, a od czasu do czasu chwytali szable w dłoń, a łuki w juki i ruszali z wycieczką, z której wracając pod burką wielkiego coś chowali - Andrius Skerla strzelił dwie bramki i zaliczył jedną asystę, a Thiago Cionek grał tak czysto i bezpiecznie, że kibice przecierali oczy ze zdziwienia i tylko Andrzej Niedzielan mruczał gniewnie pod nosem, że on swoje wie. Czasem na środku obrony grał także Tadas Labukas - był podobnie ''nieprzechadzalny'' i podobnie jak Skerla potrafił najpierw odebrać napastnikowi rywali piłkę i ochotę do gry, a potem pokazać mu, że bramki, kochany, to się strzela, o... o, tak.

Równie imponująco grali stoperzy Lecha - o ile do reszty drużyny można było mieć pretensje, że czasem sprawiała wrażenie, jakby chciało jej się mniej, to stoperzy zawsze byli tam, gdzie powinni być. Bartosz Bosacki po zderzeniu z Ugochukwu Ukahem szybko wrócił do formy i na boisko, więc miał kto pilnować Manuela Arboledy , który momentami sprawiał wrażenie, że pilnowany być powinien, a grający czasem na środku obrony Grzegorz Wojtkowiak czy Ivan Djurdjević poziomu nie obniżali.

Do ''granitów'' zaliczyłbym także Pavola Stano (i chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, czemu), Piotra Celebana (podobnie) i, mimo wszystko, Inakiego Astiza , który zaczął słabo (a kto w Legii dobrze zaczął?), za to z meczu na mecz się rozkręcał i wygląda, że mamy tu do czynienia z jakąś odmianą mitu o Samsonie, z tym, że Astizowi sił dodaje broda. Im dłuższa, tym lepiej gra. Zaskoczony byłem... ale to moje zaskoczenie i tak będzie niczym w porównaniu ze zdziwieniem Szanownej Wycieczki, kiedy przeczyta, że... postawą stoperów z Bytomia Mateusza Żytko i Michala Hanka . Grali ze sobą pierwszą rundę, grali z konieczności, bo ze składu wypadł Lukas Killar i proszę uprzejmie: tylko 16 bramek straconych, a w ataku obaj bywali czasem groźniejsi niż napastnicy. Ja tam się nie znam, ale kiedy sprawdziłem, ile kosztowali stoperzy bytomscy, a ile warszawscy, to zrobiło mi się nagle dziwnie wesoło. Marmur

Twardy, pod ręką dobrego rzeźbia... trenera będący materiałem na piękny pomnik, ale czasem ujawniający jakąś skazę, która wywoływała w kibicach chęć pójścia w ślady Michała Anioła, chwycenia za młot i rozbicia wszystkiego w drzazgi. Znaczy, w te... W co się rozbija marmur? W odłamki i okruchy. Na ogół wysoki poziom, ale czasem albo jakiś solidny klops, albo senność jakaś dziwna, wzrok rozmarzony i dokąd leeecisz, słoju?... Do tej kategorii zaliczam subiektywnie Macieja Sadloka i Piotra Stawarczyka z Ruchu Chorzów, Krzysztofa Bąka i Huberta Wołąkiewicza z Lechii Gdańsk, Jarosława Fojuta ze Śląska Wrocław, Wojciecha Szymanka z Widzewa Łódź i mimo wszystko Dariusza Pietrasiaka z Polonii Warszawa. Tu mogłaby Szanowna Wycieczka zapytać ''a czemuż?'', ale bardzo proszę o niepytanie, bo w miarę spójna odpowiedź na to pytanie zajęłaby mi czas mniej więcej do Trzech Króli, po czym i tak fala protestów rozlałaby się po kraju. Wapień

Stosowany jako materiał konstrukcyjny i budowlany oraz jako spoiwo budowlane. W roli spoiwa sprawdzali się zastępcy w Poznaniu (Djurdjević i Wojtkowiak ), Warszawie (Warzyniak i Komorowski ) czy zmagający się z kontuzjami Tomasz Jodłowiec , Piotr Dziewicki i Jarosław Bieniuk . A jako materiał budowlany... Długi czas imponowali skutecznością stoperzy Arki: Michał Płotka , Maciej Szmatiuk i Ante Rozić . Co prawda w pracy pomagał im cały zespół i niejeden raz ich poczynania asekurował nawet Tadas Labukas, ale kiedy gra się tuż przed Norbertem Witkowskim, to zawsze można liczyć na życzliwą pomoc kolegów. Bardzo solidnie dobra, przesadziłem - powiedzmy, że solidniej niż się spodziewałem zagrała para stoperów z Bełchatowa: Mate Lacić i Marcin Drzymont . Skoro już jesteśmy przy solidności i wszechstronności, to dopiszmy jeszcze parę stoperów Zagłębie Lubin: Csaba Horvath i Sergio Reina zaskoczyli mnie chyba nawet bardziej niż Lacić i Drzymont, bo tamtych znałem od lat, a o Reinie i Horvathcie wiedziałem tyle, że pierwszy nie ma na imię Pepe, a drugi nie jest Chorwatem, a Honwedem chyba tylko w części.

Piaskowiec

Niby skała, ale jeśli ma się odpowiednio dużo cierpliwości i twardy patyk, to można coś zetrzeć, wydłubać albo nawet obtłuc. Zupełnie jak w przypadku obrony Wisły Kraków: wystarczyło pobiegać odpowiednio długo dookoła Clebera , żeby doczekać się faulu z jego strony, wystarczyło poskakać obok Osmana Chaveza , żeby stoper Wisły w końcu pogubił się przy kozłującej piłce (biegania dookoła Chaveza nie polecamy, bo Honduranin się irytuje i próbuje deptać trawniki tudzież przeciwników). Przy Gordanie Bunozie nic nie trzeba było robić, wystarczyło po prostu być i czekać, a błędy pojawiały się same, kłaniały nóżką, a potem kopały się w drugą nóżkę i pozostawało tylko celnie strzelić. Co prawda z biegiem dni, z biegiem lata wiślakom podobne zachowania przechodziły, ale początki były naprawdę ucieszne. W tej kategorii powinien chyba znaleźć się Rafał Grodzicki , startujący w nieustającym konkursie ''jak złapać możliwie najgłupszą czerwoną kartkę'' i Hernani , o którego podobno biją się Wisła Kraków i Legia Warszawa i może by tak powiedzieć trenerowi Smudzie, że kielecki stoper też stara się o obywatelstwo? Czemu Hernani? Bo tak. A poważniej - bo w tym sezonie gra w potężną kratkę, czarno-świetne mecze przeplata z biało-fatalnymi i czasem to aż się ma ochotę sięgnąć po warcaby.

Cegła dziurawka

Fachowcy chwalili waleczność Adama Banasia , ale cóż po waleczności w czasie marnym? Co z tego, że szwy, że krew przelana, ze trzaska koszula, tu szwabska kula, tu - popatrz - blizna, skoro na bliznę gapili się głownie koledzy z obrony, a przeciwnik wykorzystywał to i strzelał kolejne bramki. Centrum obrony w składzie Banaś, Jop , Pazdan , Danch to powinien być Zbaraż razy Westerplatte, a tymczasem był to tylko Rzym, miasto otwarte. Choć, oczywiście, docenić trzeba, że Mariusz Jop tym razem nie trafił do własnej bramki. Na razie. Plastelina

''Hej, Pasy gooool!'' słychać czasem przy ulicy Kałuży. W tym sezonie (w tym także) brzmi to bardzo samokrytycznie - goli nałapała pasiasta defensywa aż 31 i tym razem nie da się tego zwalić na Marcina Cabaja, za to na obronę - i owszem. Przeciwnicy wchodzili w pole karne Cracovii jak w masło, biegali nie niepokojeni przez nikogo, kiedy chcieli strzelali, kiedy chcieli - robili sobie piknik połączony z tradycyjnym pieczeniem barana, a kiedy chcieli zaspokoić niskie instynkty - podawali piłkę do Mariana Jarabicy i pokładali się ze śmiechu, gdy biedaczek usiłował się jej pozbyć na sto różnych sposób, z których działały jedynie dwa: 1. kopnąć w stronę bramki i niech się Cabaj martwi, 2. zachować się jak były regent cerkiewny, szepnąć ''Ja tylko na minutkę'' i dać w tak zwaną długą przeciwpołożną. Piotr Polczak stresy własnego pola karnego odreagowywał przy pomocy łokci, a Marek Wasiluk tłumaczył cierpliwie, że o ''parze najlepszych stoperów w Polsce'' mówił nie on, tylko profesor Filipiak, ale niewiele to pomagało, bo skoro nawet kibice Cracovii chichoczą na to wspomnienie, to reszta kraju tym bardziej może.

Słucham? Ukah chyba raczej między piaskowcem a cegłą dziurawką - choć Bartosz Bosacki, trzymając się za głowę, zaliczyłby zapewne Nigeryjczyka do bazaltów. Łukasz Skrzyński i Sergiej Kożans gdzieś między piaskowcem a wapieniem, Milos Kosanović na tle kolegów wyróżniał się bardzo, ale na tym tle nawet Niania McPhee wyglądałaby jak Elle Macpherson, a Srda Kneżević... Pewnie nawet koledzy z drużyny nie pamiętają, że gra w Legii, więc ja tym bardziej nie muszę. Zwłaszcza, że naprawdę nie pamiętam, kiedy i jak grał.

POLIGONOWE PODIUM SUBIEKTYWNE (BARDZO)

Miejsce trzecie: Piotr Celeban

Runda życia? Mam nadzieję, że nie i że teraz będzie jeszcze lepiej. Równa, wysoka forma bez względu na to, czy grał w masce czy z tamponem w nosie, trzy bramki strzelone w końcówce rundy i kto pierwszy dzwoni do trenera Smudy?

Miejsce drugie: Manuel Arboleda

W pucharach pokazuje klasę, w lidze pokazuje solidność, a ostatnio błysnął umiejętnościami negocjacyjno-piarowymi i podpisał kontrakt, który zmroził uśmiechy na twarzach oszczędnego bardzo zarządu Lecha. Uaziam, że zasłużył kwotę, na podium i mam nadzieję, że to nie jest jego ostatnie słowo. Miejsce pierwsze: Andrius Skerla / Thiago Cionek

W tym przypadku powiedzenie, że stoperzy są jak papużki i skrzeczą... przepraszam... i występują parami jest jak najbardziej na miejscu. Wydawało się, że Jagiellonia straci na odejściu Pavola Stano - nie straciła, a wręcz przeciwnie. Wydawało się, że Thiago Rangel Cionek pójdzie w ślady Wojciecha Szali i będzie bił się z Piotrem Polczakiem o Sinego Łokcia - a tymczasem niepostrzeżenie wyrósł nam solidny stoper i serdeczne wyrazy współczucia dla napastników, którzy muszą się z nim i z Andriusem Skerlą przepychać. Trzynaście bramek straconych przez Jagiellonię i aż siedem spotkań na ''zero z tyłu''. Robi wrażenie.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.