Tajemnicza wyprawa Owena Coyle'a

Jeśli sądzisz, że tylko afrykańskie drużyny stosują niedozwolony doping magiczny - jesteś w błędzie. Trener Boltonu robi to również. To, albo jest głęboko zakonspirowanym ogrodnikiem.

A było to tak. W niedzielę prowadzony przez Coyle'a Bolton podejmował u siebie Blackburn. W 56. minucie pomocnik Boltonu Mark Davies dostaje drugą żółtą kartkę i wylatuje z boiska. Pomimo tego dziewięć minut później Fabrice Muamba strzela pierwszą bramkę dla Boltonu.

W 87. minucie Mame Biram Diouf strzela wyrównującego gola dla Blackburn, ale 45 sekund później Bolton ponownie prowadzi po naprawdę ładnym golu Stuarta Holdena kończącym akcję rozpoczętą wznowieniem gry ze środka. Bolton wygrywa mecz.

Dzień później Sam Allardyce, menedżer Blackburn zostaje zwolniony. Nie został zwolniony dwa tygodnie wcześniej, kiedy jego zespół przegrał 1:7 z Manchesterem United, ale teraz.

Oczywiście, wszystko to zdarzyć się może, piłka nożna nie takie już kreśliła scenariusze. A jednak człowiek zaczyna się zastanawiać, kiedy dowiaduje się, co przed meczem robił menedżer Boltonu, Owen Coyle. Otóż, jak zarejestrowały kamery Sky Sports, Colye przed meczem zakopał coś w każdej z bramek Reebok Stadium. Nie wierzycie? Sami zobaczcie.

Co to było - nie wiadomo. Ale jeśli komuś w okolicy Bolton zniknęła ostatnio czarna kura, to mam poważne obawy, że już jej nie odnajdzie. Z innej beczki - czy nie powinna zainteresować się tym WADA? Podejrzewam, że niezidentyfikowanych przedmiotów niewiadomogo pochodzenia zakopywanych w bramkach boisk piłkarskich nie ma na liście zakazanych substancji. A może jednak być powinny? Boltonowi ewidentnie pomogły.

PM