Pięć powodów, dla których Barcelona może być lepsza niż rok czy dwa lata temu

Dwa lata temu wydawało się, że ekipa Pepa Guardioli jest już dziełem skończonym, w której zmiana choćby i jednego elementu może tylko popsuć efekt końcowy, bo i już lepiej być nie może. Przyznawali to nawet, zwieszając smętnie głowy, kibice Realu Madryt. Tymczasem okazuje się, że jednak może być lepiej. Przyznają to liczby, a te nigdy nie kłamią. No, poza krajową średnią zarobków. I budżetem PZPN - bo pod jakim kątem byśmy nie patrzyli, nigdzie tych wpływów do niego nie widać.

1. Równo tydzień temu blaugrana wygrała w Lidze Mistrzów z Rubinem Kazań 2:0, co zapisało się w annałach futbolu. Dlatego, że Katalończykom z Rosjanami ostatnio nie do końca szło, a jak szło to i tak pod oblodzoną górkę. Ale też dlatego, że Barcelona wymieniła w tym spotkaniu między sobą 971 podań, co jest absolutnym rekordem LM, od kiedy tylko prowadzi się tego typu statystyki. Niby nic takiego, bo w półfinale zeszłorocznej edycji Champions League podopieczni Guardioli też wymieniali między sobą futbolówkę do znudzenia, a to Inter grał w piłkę, ale...

2. ...już pięć dni później nie dość, że piłkarze Barcelony roznieśli w lidze Real Sociedad San Sebastian 5:0, to jeszcze ustanowili absolutny rekord Primera Division, podając do siebie celnie 938 razy. Poprzedni najwyższy wynik (należący oczywiście do Motomyszy z Marsa Barcelony) był niższy o 108 podań. Sam Xavi przekazał piłkę kolegom równe 120 razy i został bezdyskusyjnym liderem tej kategorii w La Liga. Zaznaczmy tylko, że grał w tym spotkaniu zaledwie 67 minut...

3. Wiadomo, że jaki Messi, takie ich młodzieży chowanie , taka Barcelona. Kiedy Argentyńczyk błyszczy, błyszczy cały zespół. Kiedy Leo kryty jest szczelniej niż czekający na przystanku autobusowym Eskimos śniegiem, ''Duma Katalonii'' nie istnieje. W tym sezonie ''Atomowa pchła'' przechodzi jednak samego siebie. 13 spotkań w Primera Division - 17 goli i 9 asyst. Trzy mecze w Copa del Rey - cztery trafienia i asysta. W sześciu ligomistrzowych starciach sześć goli i dwa kluczowe podania. Łączny wynik - 27 bramek i 12 asyst w 22 meczach - przyprawia o zawrót głowy. Tak dobrego sezonu jeśli chodzi o piłkę klubową Argentyńczyk jeszcze nie miał. Co wróży jego zespołowi... Ogólnie ujmijmy to tak: nie najgorzej.

4. Już dawno nie było też tak dobrego, na korzyść Barcelony, wyniku w Gran Derbi - mowa tu oczywiście o niedawnym 5:0. I to w pojedynku z najmocniejszym Realem ostatnich lat, prowadzonym przez jednego z najwybitniejszych trenerów ostatnich lat. Robi wrażenie? Robi.

5. Jeszcze dwa słowa. David. Villa. Cytując jednego z naszych redakcyjnych kolegów, który parafrazuje z kolei reklamę Carlsberga: ''David Villa? Prawdopodobnie najlepszy napastnik na świecie''. Tylko że mówi to bez słowa ''prawdopodobnie''. Jasne, Samuel Eto`o może i strzelał dla blaugrany więcej, Ibrahimović jest bardziej widowiskowy, ale Villa to wciąż najlepszy napastnik na naszym globie. Najlepszy. Napastnik. Na. Naszym. Globie. Bez cienia gwiazdorskich grymasów, idealnie pasujący do stylu Barcelony i wciąż skuteczny.

Oczywiście nie znaczy to wcale, że Guardiola i jego chłopcy wygrają w tym sezonie Ligę Mistrzów - wciąż są równie bliscy tego osiągnięcia co piłkarze FC Kopenhaga, którzy również awansowali do 1/8 finału. Świadczy to jedynie o tym, że, cholera, czego sobie ludzie nie myśleli, jednak można było piekielną maszynę Barcelony udoskonalić. I pewnie wciąż jeszcze można. Albo tez o tym, że Katalończycy wciąż mają manię bezustannego podawania sobie piłki, choćby i miało z tego niewiele wynikać. Zobaczymy jednak co zaprezentują z drużyną, która ograniczy im miejsce na boisku i od podań ich odetnie. Ale to dopiero w wiosennych spotkaniach fazy pucharowej Ligi Mistrzów.

ŁM