Z 'team orders' będzie fajniej - lista dowodów

FIA ogłosiła, że martwy przepis zakazujący zespołom ustalania hierarchii wśród kierowców zostanie usunięty z katafalku i pochowany. Nareszcie. Wszystkim, którzy obawiają się, że Formułę 1 pozbawia się tym samym ducha sportowej rywalizacji, przedstawiam dowody, że będzie wręcz przeciwnie.

Nie: Przez team orders rywalizacja pomiędzy kierowcami z jednego zespołu przestanie istnieć, bo zespół zadecyduje o tym, który zawodnik walczy o mistrzostwo, a który ciuła punkciki do klasyfikacji konstruktorów.

Tak: Żaden zespół, nawet jeśli ma swojego ulubionego kierowcę, takiego będącego twarzą teamu i jego symbolem (jak Hamilton w McLarenie) nie zdecyduje o tym, że ten właśnie ma iść na mistrza, tylko dlatego, bo go bardziej lubi, promuje etc. O pozycji lidera zadecyduje zawsze forma reprezentowana już w trakcie sezonu - forma lepsza, niż forma partnera.

Nie: Polecenia zespołu sprawią, że obniży się poziom sportowy. Drudzy kierowcy będą sfrustrowani swoją rolą i mniej zdeterminowani, by osiągać dobre rezultaty.

Tak: Rola drugiego kierowcy będzie miała większe znaczenie, bo będzie oficjalna. Umiejętność odgrywania takiej roli będzie ceniona przez zespoły i oczekiwana, oficjalnie - czyli kierowcy będą się musieli liczyć ze zwolnieniem z pracy również za kiepskie kreacje drugoplanowe (być może dlatego właśnie Felipe Massa jest dla Ferrari taki cenny).

Nie: Stawka kierowców walczących o mistrzostwo będzie wąska, w związku z czym możemy spodziewać się nudnych rozstrzygnięć - na przykład Alonso i Hamilton wygrywają wszystkie wyścigi w sezonie.

Tak: Lider zespołu będzie wyłaniany na wysokości dwunastego wyścigu na dwadzieścia (około), dzięki czemu już w pierwszej części sezonu rozgorzeje walka na całego "o przywództwo w stadzie". Dzięki temu zaciętą rywalizację możemy oglądać przez cały rok bo dla niektórych perspektywa zdobycia tytułu skończy się w okolicach sierpnia i września.

Ps. Faktycznie, będzie ciężko o taką sytuację, jaka miała miejsce w ubiegłym sezonie, kiedy na trzy wyścigi przed końcem o mistrzostwo walczyło 5 zawodników.

Nie: Team orders sprawią, że wyścigi staną się o 50% nudniejsze, bo o zwycięstwo powalczy de facto połowa kierowców.

Tak: Wyścigi staną się przynajmniej o 50% ciekawsze, bo oprócz ekscytowania się rywalizacją kierowców, zobaczymy rozgrywki pomiędzy zespołami - taktyka odegra większą rolę i będzie mogła być dynamiczna, zmieniająca się w trakcie wyścigu. Na przykład: warunki na torze są zagadkowe, taktyka ustalona przed wyścigiem niekoniecznie tą dobrą - jako królika doświadczalnego eksperymentującego przy ustawieniach wybiera się drugiego kierowcę. Ten pierwszy dzięki temu może zyskać (a razem z nim team), jeśli nowe ustawienia okazują się bardziej konkurencyjne.

Nie: To nienaturalne, niesportowe, okrutne - odbierać szanse na zwycięstwo zawodnikowi, który w danym dniu jest najlepszy.

Tak: To zupełnie naturalne dla sportów zespołowych. Obrońcy mają mniejsze szanse zdobycia bramki niż napastnicy a nie wystawia się ich w ataku, gdy są w życiowej dyspozycji. Kolarze będący pomocnikami lidera, w dobrej formie również robią wszystko dla zespołu - szarpiąc peleton, spowalniając, ścigając przeciwnika, który próbuje peletonowi uciec.

Nowe ustalenia FIA to krok w kierunku normalności. Normalnością nazywam grzebanie martwych przepisów. Żeby było jasne - nie jestem orędownikiem team orders jako takiego. Absurdalnym jest jednak karanie za drużynowe działanie i jednocześnie nagradzanie drużyny za sukces. Sytuacja byłaby zupełnie inna, gdyby klasyfikacja konstruktorów i mistrzostwa świata konstruktorów w ogóle nie istniały. Tak jednak dzisiaj nie jest.

Spiro