Bohaterowie naszej młodości: Peter Schmeichel

Był już Sir Alex Ferguson, był Eric Cantona, był też element brakujący w układance pod tytułem ''Manchester United 1990-''. Oto i on, przez co przestaje być elementem brakującym.

Kto choćby i przez fragment dzieciństwa nie rozważał kariery piłkarskiej, ten na Z Czuba musiał trafić przypadkiem. Kto choćby i przez fragment dzieciństwa nie chciał być bramkarzem, ten filigranowym Aaronem Lennonem (165 cm wzrostu). Kogo nie zainspirowała do tego droga życiowa Petera Schmeichela i to, co ''The Great Dane'' wyczyniał w bramce Manchesteru United i reprezentacji Danii, ten dziwadłem jest.

Schmeichel to dowód na to, że Bóg istnieje i jest Duńczykiem. Jak już pisałem przy tej okazji i nie ma sensu powtarzać tego po raz drugi w inny sposób: ''Urodził się 18 listopada 1963 roku w duńskim mieście Gladsaxe, co jest z kolei ostatecznym dowodem dla wszystkich niedowiarków, że to naprawdę nie marka piwa, a realnie istniejące miejsce. Na drugie imię ma Bolesław z paru powodów, choć możliwość zrymowania tego ze słowami takimi jak ''przestaw'', ''krzesła'' i ''nachos'' jest jednym z mniej istotnych. Głównym jest zaś to, że ojciec małego Schmeichelątka - Antoni - był Polakiem, a imię to miało honorować pradziadka Petera. Mało kto o tym wie, ale do roku 1970 przyszły bramkarz MU miał wyłącznie obywatelstwo biało-czerwone, choć ósmą dekadę XX wieku rozpoczął już z duńskim'' .

W dzieciństwie Schmeichel zajmował się wieloma rzeczami - wpędzaniem nieletnich napastników rywali w kliniczną depresję, graniem dla lokalnego Gladsaxe-Hero, a także wieloma ciekawymi pracami, byle tylko związać jakoś koniec z końcem, co zasadniczo było niemożliwe, jako że koniec jest tylko jeden - bliski. Schmeichel, grając jeszcze amatorsko, był jednak między innymi podmywaczem w domu spokojnej starości, pracownikiem biurowym fundacji WWF, Rudolfem Czerwonosym Reniferem i stojakiem na piłkarską koszulkę. W ciągu siedmiu lat zawodowego już kopania piłki, a raczej jej łapania w lidze duńskiej - trzech w barwach Hvidovre i czterech w Brondby Kopenhaga, zdobył równo cztery tytuły z tymi drugimi, wystąpił łącznie w 207 spotkaniach, a nawet strzelił sześć goli. Co prawda nikt ich nigdy nie widział, ale też ten sam ''nikt'' nie był w stanie powiedzieć tego w twarz mierzącemu ponad 190 centymetrów bramkarzowi.

Dodatkowo Peter debiutował też w międzyczasie w kadrze Danii, zajmując jedno z ważniejszych miejsc w reprezentacyjnym drakkarze - to przy największym wiośle. W roku 1991 Manchester postanowił pozyskać 28-latka, za którego zapłacił 530 000 funtów czyli kwotę tak naprawdę śmieszną. Po latach Sir Alex Ferguson nazwał to nawet ''wymianą stulecia'', na co obraziła się noc z 31 grudnia 1999 na 1 stycznia 2000 roku. Przez osiem lat w barwach United Schmeichela nic nie ruszało. Nie ruszało głównie z bramki ''Czerwonych Diabłów''.

Duńczyk bronił diabelsko dobrze i między innymi dzięki niemu rozwiązał się wreszcie worek trofeów dla zespołu Fergusona. Nic dziwnego - w końcu ci, którzy analizowali grę MU mówili, że tylko dzięki swojemu bramkarzowi zdobywa ono każdego sezonu dodatkowo 12 punktów. Ze swoimi padawanami Nevillami i całą resztą wywalczył Peter pięć mistrzostw i trzy Puchary Anglii, Puchar Ligi Angielskiej, cztery Tarcze Dobroczynności i jedno trofeum Ligi Mistrzów w roku 1999 po pamiętnym finale z Bayernem Monachium. Cytując podekscytowanych komentatorów Manchester United wtedy ''has reached the promised land'', a 36-latek Duńczyk mógł uznać wreszcie, że daleko zaszedł. To fakt - głównie dlatego, że dalej zajść już nie mógł, przynajmniej nie na zachód. W następnym sezonie oglądaliśmy go już bowiem w Sportingu Lizbona, gdzie bronił przez dwa sezony, po czym zaskoczył wszystkich po raz kolejny, wracając na Wyspy.

Tam zaliczył po jednym sezonie w roli golkipera Aston Villi i Tego Drugiego Manchesteru. W kadrze zagrał 129 spotkań, strzelając jednego gola z karnego w towarzyskim meczu z Belgami i osiągając drugi w historii największy sukces w historii duńskiego futbolu - Mistrzostwo Europy w roku 1992. Pierwszym było zaprzestanie zakładania rogatych hełmów na reprezentacyjne pojedynki. Schmeichel słynął w czasie swojej kariery nie tylko ze znakomitych interwencji, refleksu pozwalającego mu obronić strzał zanim jeszcze napastnik zdążył nawet pomyśleć o jego oddaniu...

...ale i z ciągłego porykiwania na swoich obrońców oraz sunięcia niczym czołg P193 pod bramkę przeciwnika w końcówkach meczów, jeśli trzeba było koniecznie trafić do siatki.

Nie tylko my oklaskiwaliśmy wyczyny Schmeichela, emocjonując się tym, jak grał w kadrze Danii (Euro 92, jeśli ktoś jeszcze pamięta, FTW!) i w Manchesterze. Oklaskiwali go też rywale. Nawet jeśli byli tak utytułowani jak legendarny golkiper Liverpoolu Bruce Grobbelaar.

Do dziś Peter Bolesław regularnie wygrywa plebiscyty na najlepszego bramkarza w dziejach futbolu, Premier League, Manchesteru United, interwencję dekady oraz największego z Duńczyków. Do dziś też wszyscy fani ''Czerwonych Diabłów'' z bólem serca, prostaty, wątroby i śledziony wspominają, że w składzie ekipy Aleksa Fergusona zastąpił go Fabien Barthez. Z bramkarskich ciekawostek - ''The Great Dane'' ma syna Kaspera, z którym łączy go zawód. Młody golkiper Leeds United też jest Schmeichelem. Miał być nie byle jakim międzysłupkowym talentem, dziś już jednak jest 24-latkiem, który raczej sławie ojca nigdy nie dorówna. O to zresztą byłoby niebywale ciężko.

Łukasz Miszewski

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.