Shaolin piłkarz

Piłkarze bijący swoich kolegów z drużyny to temat nienowy. Są jednak na świecie ludzie, którzy potrafią nawet w tak zgrane schematy tchnąć nieco świeżości.

Takim człowiekiem okazał się Jiao Zhe, (były) kapitan Shandong Luneng - mistrzów Chin sprzed dwóch lat. Zhe rzucił się z pięściami na młodego obrońcę Zhanga Chi w szatni po tym, jak ich druzyna pokonała w meczu ligowym Chongqing Lifan 2:1. Najwyraźniej musiało to być wyjątkowo nieprzyjemne zwycięstwo.

Zaczęło się od tego, że Zhe po meczu zrecenzował występ młodszego kolegi. Użył do tego całkiem solidnej porcji przekleństw, na które Zhang postanowił nie odpowiadać. Jego milczenie tylko rozwścieczyło Zhe, którego zdaniem była to oznaka braku szacunku. A za brak szacunku zdaniem Zhe odpłacać należy ''siłom i godnościom osobistom''. Szczególnie ''siłom''.

W sumie nikt nie powinien być zaskoczony, bo Zhe to przyjemniaczek jakich mało. Opaski kapitana drużyny został pozbawiony w zeszłym sezonie za obrażanie kibiców własnej drużyny. Oprócz tego na początku obecnego sezonu został na kilka meczów wyrzucony z drużyny za dyskusje z trenerem i próby brutalne kończące się kontuzjami faule na kolegach z drużyny podczas treningów.

Tym razem Zhe został ukarany grzywną w wysokości 4400 dolarów, zawieszeniem pensji, został też zesłany do rezerw. I wygląda na to, że trochę czasu tam spędzi. Jak mówi trener zespołu:

Nie chodzi po prostu o to, żeby go wywalić, a potem ściągnąć z powrotem. To ma być ostrzeżenie. Lekcja. Nie wiem, kiedy zakończy karę.

Może to i słuszne podejście, ale mam jedną obawę. Jeśli tak Zhe wściekł się na kolegę z pierwszego zespołu po wygranym meczu, to jak zareaguje na nieuniknione błędy kolegów z rezerw? Hm, jest szansa, że jeszcze o nim usłyszymy. Może nawet szybciej, niż nam się wydaje.

PM