Brett Favre przechodzi na emeryturę po raz tysięczny i pierwszy

Ponad dwa lata temu napisaliśmy tekst odwiele mówiącym tytule ''Coś się skończyło, coś już nie wróci, coś odeszło na zawsze'', w którym ze łzami w oczach i na klawiaturach żegnaliśmy się z Brettem Favrem. Gdybyśmy takie dzieło płodzili za każdym razem, gdy legendarny quarterback kończy karierę, musielibyśmy zmienić nazwę na Inny Serwis Emerytalny. Bo Favre... hmm... znów postanowił zawiesić kask, ochraniacz na zęby i precyzyjny rzut na kołku.

Po tym jak w 2008 odszedł w glorii chwały, Favre powrócił z emerytury i to do New York Jets, a nie do Green Bay Packers, którego radosny kolorowy trykot nosił przez 16 sezonów. Początki w Nowym Jorku były dlań znakomite. Jetsi mieli w pewnym momencie bilans 8-3 i wydawało się, że do playoffs zmierzają pewnym rushem krokiem. Wtedy jednak Favre poszedł do kina na ''To nie jest kraj dla starych ludzi'', załamał się, w ostatnich pięciu meczach zaledwie dwa razy podał na touchdowny, osiem jego podań zostało przechwyconych, a ''Odrzutowcom'' skończyło się paliwo i wygrały tylko jeden z tych pięciu pojedynków, mówiąc grupowe ''bye, bye'' playoffs. Brett znów przeszedł na emeryturę...

...ale tylko na chwilę. Kończący rokrocznie od 1945 roku karierę rozgrywający, w sezonie 2009 odnalazł się. Odnalazł się w barwach Minnesota Vikings, a także nieco bardziej metaforycznie. W 16 spotkaniach sezonu zasadniczego 40-latek miał najwyższy odsetek celnych podań w karierze (68.4%), drugą w karierze łączną odległość, jaką przemierzyły rzucane przez niego piłki (4 202 jardy), najwyższą średnią jardów na podanie (7.9), najmniejszą liczbę zagrań przechwyconych (siedem) i pierwszy raz w życiu QB Rating powyżej 100. Czymkolwiek jest QB Rating - brzmi jak parametr z jednej z tych nowych, skomplikowanych gier RPG - nie chcemy nawet wiedzieć. W playoffs w każdym razie również było znakomicie... przynajmniej na początku. Bo gdy w meczu decydującym o udziale w 44. Superbowl cała Minnesota zaciskała te kciuki, które jeszcze pozostały jej mieszkańcom po wyrębie lasów, Favre podał w spotkaniu z New Orleans Saints na zaledwie jeden touchdown i miał dwie przechwycone piłki, w tym jedną kluczową. Tę będącą kluczem do drzwi z tabliczką ''Przedwczesne wakacje''.

Teraz Favre poinformował swój klub, że nie zamierza już grać w futbol amerykański, chyba że na konsoli. ESPN dodało także dwa niezwykle istotne fakty do tej informacji:

1. Vikings liczą na to, że ich quarterback zmieni jeszcze zdanie (jakby nie było to pewne).

2. Wysyła on sms-y swoim kolegom (wow, chociaż faktycznie w tym wieku opanowanie takiej technologii to spore osiągnięcie).

My czekamy z kolei na kolejny powrót Bretta i mamy dziwne wrażenie, że to wszystko skończy się mniej więcej tak:

A Wy jak sądzicie? Czy 41-letni Favre odejdzie na dobre, wróci jak zawsze czy koniec świata w 2012 zabije go na boisku?

ŁM