Dobry pomysł, zły pomysł: Spacer po polu minowym

Wynik jest naprawdę zły, a szanse na to, że za tydzień skończy się przygoda mistrza polski z Ligą Mistrzów - niemałe. Z drugiej strony - naprawdę wszystko w rękach (a właściwie nogach) piłkarzy Lecha. Sparta pokazała, że nie ma się czego bać.

Dobry pomysł: Poprawiać się. Jedno trzeba powiedzieć wprost - różnica między Lechem z meczu z Interem, a Lechem z meczu ze Spartą była ogromna. Okazało się, że Lech potrafi jednak wymienić kilka podań z rzędu, że jego stoperzy potrafią naprawdę dominować w powietrzu, że da się w kadrze Lecha znaleźć duet pomocników, którzy potrafią przerywać akcje rywali. Gdyby Lech dalej poprawiał się w takim tempie...

Zły pomysł: Nie liczyć. Jedno trzeba sobie powiedzieć - wynik jest parszywy. Oczywiście - da się go odrobić, ale jeden jedyny, nawet przypadkowo i faktycznie pechowo stracony gol sprawi, że sytuacja mistrzów Polski zrobi się fatalna.

Dobry pomysł: Wierzyć. Lech nie jest bez szans. Sparta nie pokazała we wtorek nic wielkiego - ok, zobaczyliśmy kilka składnych akcji, trochę groźnych strzałów, sporo przemyślanej brutalności i jeden kicz. Sionko rzeczywiście jest niebezpieczny, Kadlec utalentowany, a Repką można straszyć dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że długimi chwilami to Lech wyglądał lepiej. Akcje miał płynniejsze, ciekawsze, po niektórych obrońcy rywali wyglądali na zdezorientowanych. Jeśli ktoś się przed tym meczem bał, to naprawdę, dziś już wiemy, że nie ma czego.

Zły pomysł: Nie widzieć. Trzeba też jednak powiedzieć głośno - Lech nie przegrał pechowo. Przegrał przez własny błąd. Że miał pecha przy strzale Arboledy? Owszem, ale i miał szczęście przy strzale Sionki w końcówce. Że niewiele brakowało, a Stilić by strzelił? Ale też niewiele brakowało, a strzeliłby Kucka. Tych wszystkich błędów w rewanżu być nie może. Bo wystarczy jeden błąd, jeden gol i marzenia się skończą. Sytuacja nieco saperska, ale Lech sam ją na siebie sprowadził.

Dobry pomysł: Mieć odwagę. Lech Jacka Zielińskiego gra ostrożniej, niż grał Lech Franciszka Smudy. Można dyskutować o tym, który gra lepiej, ale w rewanżu Zieliński musi bezdyskusyjnie wziąć od swojego poprzednika jedno - odwagę. Bronić naprawdę już nie ma czego. Czekanie na błąd rywali może okazać się strategią samobójczą. Lech musi Spartę do błędu zmusić. Trudno mu będzie to zrobić zza podwójnej gardy.

Zły pomysł: Nie mieć sił. Naprawde niepokojące w meczu w Pradze było jedno - im dłużej trwał mecz, tym bardziej Lech wyglądał, jakby zamiast grać chciał przetrwać. Piłkarze Sparty z każdą minutą przyspieszali, a Lech z każdą minutą zwalniał. W Poznaniu Lech musi być gotowy na dwie godziny batalii na śmierć i życie. Ligomistrzowa śmierć naprawdę zagląda mu w oczy i każda minuta bez wypruwania z siebie flaków można być jedną z ostatnich minut Lecha w Lidze Mistrzów. Kropka.

Piotr Mikołajczyk

Dobry pomysł, zły pomysł: Spacer po polu minowym

Wynik jest naprawdę zły, a szanse na to, że za tydzień skończy się

przygoda mistrza polski z Ligą Mistrzów - niemałe. Z drugiej strony -

naprawdę wszystko w rękach (a właściwie nogach) piłkarzy Lecha. Sparta

pokazała, że nie ma się czego bać.

Dobry pomysł: Poprawiać się. Jedno trzeba powiedzieć wprost - różnica

między Lechem z meczu z Interem, a Lechem z meczu ze Spartą była

ogromna. Okazało się, że Lech potrafi jednak wymienić kilka podań z

rzędu, że jego stoperzy potrafią naprawdę dominować w powietrzu, że da

się w kadrze Lecha znaleźć duet pomocników, którzy potrafią przerywać

akcje rywali. Gdyby Lech dalej poprawiał się w takim tempie...

Zły pomysł: Nie liczyć. Jedno trzeba sobie powiedzieć - wynik jest

parszywy. Oczywiście - da się go odrobić, ale jeden jedyny, nawet

przypadkowo i faktycznie pechowo stracony gol sprawi, że sytuacja

mistrzów Polski zrobi się fatalna.

Dobry pomysł: Wierzyć. Lech nie jest bez szans. Sparta nie pokazała we

wtorek nic wielkiego - ok, zobaczyliśmy kilka składnych akcji, trochę

groźnych strzałów, sporo przemyślanej brutalności i jeden kicz. Sionko

rzeczywiście jest niebezpieczny, Kadlec utalentowany, a Repką można

straszyć dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że długimi chwilami to

Lech wyglądał lepiej. Akcje miał płynniejsze, ciekawsze, po niektórych

obrońcy rywali wyglądali na zdezorientowanych. Jeśli ktoś się przed tym

meczem bał, to naprawdę, dziś już wiemy, że nie ma czego.

Zły pomysł: Nie widzieć. Trzeba też jednak powiedzieć głośno - Lech nie

przegrał pechowo. Przegrał przez własny błąd. Że miał pecha przy strzale

Arboledy? Owszem, ale i miał szczęście przy strzale Sionki w końcówce.

Że niewiele brakowało, a Stilić by strzelił? Ale też niewiele brakowało,

a strzeliłby Kucka. Tych wszystkich błędów w rewanżu być nie może. Bo

wystarczy jeden błąd, jeden gol i marzenia się skończą. Sytuacja nieco saperska, ale cóż, Lech sam ją na siebie sprowadził.

Dobry pomysł: Mieć odwagę. Lech Jacka Zielińskiego gra ostrożniej, niż

grał Lech Franciszka Smudy. Można dyskutować o tym, który gra lepiej,

ale w rewanżu Zieliński musi bezdyskusyjnie wziąć od swojego poprzednika

jedno - odwagę. Bronić naprawdę już nie ma czego. Czekanie na błąd

rywali może okazać się strategią samobójczą. Lech musi Spartę do błędu

zmusić. Trudno mu będzie to zrobić zza podwójnej gardy.

Zły pomysł: Nie mieć sił. Naprawde niepokojące w meczu w Pradze było

jedno - im dłużej trwał mecz, tym bardziej Lech wyglądał, jakby zamiast

grać chciał przetrwać. Piłkarze Sparty z każdą minutą przyspieszali, a Lech z każdą minutą zwalniał. W Poznaniu Lech musi być gotowy na dwie godziny batalii na śmierć i życie. Ligomistrzowa śmierć naprawdę zagląda mu w oczy i każda minuta bez wypruwania z siebie flaków można być jedną z ostatnich minut Lecha w Lidze Mistrzów. Kropka.

Piotr Mikołajczyk