Pocztówki z podróży Jacka Krzynówka

Oficjalna strona Hannoveru 96 sugeruje, że po cichu, po wielkiemu cichu Jacek Krzynówek zakończył piłkarską karierę. Szkoda.

34-letni Krzynówek od wielu miesięcy zmagał się z kontuzją kolana i najwyraźniej uznał, że nie ma sensu dalej próbować. W zasadzie można się było tego spodziewać - leczył się od dawna, nie wiadomo, kiedy mógłby wrócić i na jak długo. Oczywiście, nie było jeszcze oficjalnego oświadczenia, ale okazja jest okazja i sympatię okazać zawsze można.

Historia Jacka Krzynówka to jednocześnie historia najnowsza reprezentacji Polski, z którą skrzydłowy najpierw zaliczał lot wznoszący, a później wprost przeciwnie. To jednocześnie historia ostatniego polskiego piłkarza z pola, który w Lidze Mistrzów faktycznie grał, faktycznie znaczył i faktycznie obijał najlepszych.

Po radomszczańsko-częstochowsko-bełchatowską prehistorii Krzynówek pojawił się w reprezentacji Polski razem z Jerzym Engelem. Ok, debiut w kadrze zaliczył za Janusza Wójcika, ale trudno pięć minut w towarzyskim meczu ze Słowacją (wygraliśmy w Bratysławie 3:1, co najlepiej świadczy o tym, jak dawno to było) uznać za poważny początek czegokolwiek.

Pocztówka pierwsza - asysta do Raula i piłkarz ''Krzyżówek''

Zdarzyły się więc okoliczności przyrody bardziej spektakularne. W swoim debiucie na selekcjonerskim stolcu Engel grał w Kartagenie towarzysko z Hiszpanią. Hiszpanie nie okazali się jednak szczególnie towarzyscy i bez litości obili Polaków 3:0, a przy pierwszej bramce Raula prześliczną asystę zaliczył właśnie Krzynówek.

...jeżeli pan Engel uważa, że bardziej odpowiada mu piłkarz ''Krzyżówek'' - tak powołanie Krzynówka do kadry podsumował mistrz ciętej riposty, Marek Jóźwiak.

Pocztówka druga - mundial w Korei i Japonii

W eliminacjach było lepiej, zwłaszcza kadrze, która awansowała. Nieco gorzej niż kadrze (ale nadal lepiej, niż w meczu z Hiszpanią) było Krzynówkowi, który najczęściej zaczynał mecz na ławce rezerwowych, a na mundialu wskoczył do pierwszego składu z musu po kontuzji Karwana.

Jak było na mundialu - wiadomo z samych filmów, więc nie ma sensu nadmiernie tego przypominać. Z jednym wyjątkiem - warto przypomnieć przewagi Jacka Krzynówka, który okazał się bodaj jedynym piłkarzem, którego turniej nie przerósł. A na pewno okazał się najlepszym polskim piłkarzem tego turnieju, nawet jeśli rozpoczął go od dość solidnego kiksu.

Generalnie nie lubię chwalenia za mecze o nic, ale akurat tutaj warto wspomnieć, że w wygranym 3:1 meczu z USA sprawiedliwości dziejowej stało się zadość. Najpierw Krzynówek dośrodkował z rzutu rożnego, po którym obrońcy amerykańscy wyłożyli piłkę Olisadebe, a chwilę później asystował przy golu Kryszałowicza.

Pocztówka trzecia - Piłkarz Roku z oryginalnym uzasadnieniem

Po mundialu dla kadry nadszedł wiek miecza i topora, białego zimna i białego światła, czas szaleństwa i czas pogardy. Czyli selekcjonera Zbigniewa Bońka. A po nim czas wczesnego Pawła Janasa, który dokańczając nieudane eliminacje do Euro 2004 jednocześnie sprzątał po Bońku. Sprzątał z nim Krzynówek, który między innymi strzelił zwycięskiego gola w meczu z Włochami. Tak, wygraliśmy wtedy z Włochami 3:1.

Jakoś na tej wysokości Jacek Krzynówek wygrał tytuł Piłkarza Roku w plebiscycie ''Piłki Nożnej''. Uzasadnienie zawierało szereg słów raczej nieczęsto sąsiadujących z nazwiskami polskich piłkarzy, takich jak: solidność, sumienność, pracowitość. Krzynówek, który zaczął trenować piłkę późno, już po ukończeniu szkoły podstawowej, a swoją karierę klubową rozpoczynał od razu w drużynie seniorów Ruchu Chrzanowice, nie miał szans na zostanie cudownym dzieckiem, w związku z czym przez całą karierę musiał ciężko pracować. I może dlatego w reprezentacji zagrał blisko sto meczów - niemal dwa razy więcej, niż o rok raptem młodszy Kamil Kosowski.

Pocztówka czwarta - bicie potęg w Lidze Mistrzów

Zostawmy na chwilę reprezentację, bo w 2004 r. Krzynówek zaliczył swój najlepszy okres w karierze klubowej. 1. FC Nuernberg zamienił na grający w Lidze Mistrzów Bayer Leverkusen, z którym wziął się za obijanie Realu Madryt i Romy. Z grupy uzupełnionej jeszcze przez Dynamo Kijów Bayer wyszedł na pierwszym miejscu, wygrywając z Realem 3:0 i z Romą 3:1. W obu tych meczach Krzynówek strzelał bramki. Niekiedy wyjątkowo spektakularne:

Ligomistrzowa przygoda Krzynówka i Bayeru skończyła się w 1/8 finału, gdzie niemiecki zespół dwukrotnie przegrał 1:3 z późniejszym zwycięzcą - Liverpoolem. Zgadnijcie, kto strzelił ostatniego gola dla Bayeru w tej edycji Ligi Mistrzów? Tak, na dwie minuty przed końcem rewanżu na BayArea honorowego gola strzelił właśnie Krzynówek.

Pocztówka piąta - klapa na mundialu w Niemczech

Później były eliminacje do mundialu w Niemczech, w których Krzynówek między innymi strzelił zwycięskiego gola w wygranym 3:2 meczu z Walią. Po nich niestety był mundial, na który piłkarze Pawła Janasa awansowali, i w którym zaliczyli widowiskową klapę. Krzynówek miał być jednym z filarów reprezentacji... I poniekąd był. Jak grały filary - tak i cała reprezentacja, która teoretycznie miała obowiązek wyjść z grupy z Niemcami, Ekwadorem i Kostaryką. Nie wyszła.

Pocztówka szósta - wielki strzał małej stopy w Lizbonie

Po mundialu kadrę objął Leo Beenhakker, dla którego Krzynówek błyskawicznie stał się jednym z jej najważniejszych piłkarzy. W meczu z Azerbejdżanem nie szło? Krzynówkowi też nie szło? W końcu poszło - Krzynówek strzelił dwie bramki i z 1:1 zrobiło się 3:1.

A potem była Lizbona i mecz, który zadecydował (prawie) o historycznym awansie. Zaczęło się dobrze, potem było źle, a potem była coraz mniejsza nadzieja i krzyk kilku milionów kibiców przed telewizorami ''tylko nie strzelaj, idioto''! Strzelił.

Pocztówka siódma - klapa na Euro

Niestety, Euro skończyło się podobnie jak mundial dwa lata wcześniej. I ponownie Krzynówek, zamiast być jednym z liderów, wtopił się w tło. Źle wyglądające tło. Cóż, nie czas to na rozliczenia, a pocieszeń raczej się we wspominkach nie znajdzie, więc zakończmy je.

Pocztówka ósma - wyciemnienie

Niestety, po Euro nie było happy endu. Gasł Leo Beenhakker, gasła kadra, gasł i Krzynówek. Eliminacje do mundialu w RPA zakończyły się klapą, a ostatni mecz Krzynówka w reprezentacji okazał się jednocześnie ostatnim meczem Leo Beenhakkera i meczem, w którym reprezentacja ostatecznie straciła szanse awansu. Nie zamierzam wklejać tu filmów z mariborskiej klęski - kto masochista, niech szuka na własną rękę.

Krzynówek pewnie do kadry już by nie wrócił, ale nawet nie dostał szansy rozsądnego pożegnania. Doznał kontuzji kolana i na wiosnę w Hannoverze nie zagrał ani minuty. W końcu po cichu podjął decyzję o zakończeniu kariery. Szkoda - kto jak kto, ale on zasłużył na uczciwe pożegnanie z kibicami.

Cóż, dziękuję za cały ten czas, za krótkie chwile nadziei w Korei i Japonii, za obijanie Realu i wielki strzał małej stopy w Lizbonie. Nieprędko chyba znajdzie się w polskiej piłce ktoś, kto te osiągnięcia przebije.

Piotr Mikołajczyk