9. Argentyna w 1994 - Kiedy na mundialu w USA Argentyna trafiła do grupy z Grecją, Bułgarią i Nigerią wszyscy wróżyli jej, że łatwo awansuje. I w idealnym świecie pewnie by tak było, jednak świat, w którym wszystkie ziomki jedzą tylko lody Koral nie jest idealny i mimo zwycięstw nad Helladą i Super Orłami oraz porażki z ekipą Christo Stoiczkowa Argentyńczycy zajęli dopiero trzecie miejsce w grupie. Na szczęście dla Albicelestes, gdy na mistrzostwach grały 24 drużyny awansowały także cztery reprezentacje z przedostatnich miejsc. To pozwoliło im wyjść z grupy, ale tylko po to, by od razu odpaść z tryumfatorami grupy A - Rumunami i trafić tam, gdzie Diego Maradona został wysłany już po dwóch meczach i testach antydopingowych, czyli do domu.
8. Czechy w 2006 - Na niemieckich boiskach obyło się bez większych niespodzianek - przynajmniej w fazie grupowej i do 1/8 awansowali zasadniczo ci, co mieli. Jednak i tam można znaleźć największych przegranych, czyli Czechów, którzy jak zwykle mieli mocarstwowe oczekiwania i po pierwszym meczu wydawało się, że są na świetnej drodze do ich realizacji. Mundial zaczęli rewelacyjnie - od tryumfu 3:0 nad USA. Drużyny poznaje się jednak nie po tym, jak zaczynają, a jak kończą, a Czesi skończyli fatalnie. Gol Tomasa Riscky'ego w 76. minucie meczu z Amerykanami był bowiem ostatnim, jakiego zdobyli na mistrzostwach w Niemczech. Po świetnym początku zaliczyli porażki po 2:0 z Włochami i Ghaną, dzięki czemu zamiast to fazy pucharowej trafili do samolotu z Polakami. Nie było zbyt wiele radości.
7. ZSRR w 1990 - Do Włoch Rosjanie jechali jako wicemistrzowie Europy i nikt nie spodziewał się, że w gronie najlepszych zespołów globu będą robić tylko za statystów. Okazało się jednak, że nikt po raz kolejny w historii świata miał rację, podczas gdy przysłowiowi wszyscy srogo się mylili. Rosjanie bowiem zrobili coś, co 12 lat później miało być znane jako Polska Szkoła Mundiali. To znaczy zagrali mecz otwarcia i przegrali (2:0 z Rumunią), potem mecz o wszystko i też przegrali (2:0 z Argentyną). Na koniec w meczu o honor roznieśli 4:0 pewny już awansu i grający bez specjalnego ciśnienia Kamerun, co jednak nie pozwoliło im opuścić ostatniego miejsca w grupie i tak, jak w przypadku Polaków, tak i Rosjan po meczu o honor czekało już tylko wyzwanie w postaci rozdawania autografów na czas. Co ciekawe, Argentyna zajęła w tamtej grupie dopiero trzecie miejsce, ale mimo to awansowała i zabrnęła aż do finału.
6. Francja w 2010 - Jako się rzekło, a w zasadzie napisało - Francja w RPA przywaliła o dno tak, że tylko cud sprawił, iż nie spowodowała trzęsienia ziemi. Wprawdzie od początku można było się spodziewać, że turnieju nie podbije, bo już przed mundialem trapiły ją afery. Na mistrzostwach okazało się jednak, że jest jeszcze gorzej niż myślano - wszystkie problemy zjednoczyły się, a z połączenia ich mocy powstał Kapitan Tandeta, który pozwolił na zdobycie tylko jednego punktu za 0:0 z Urugwajem. Potem przyszły porażki z Meksykiem oraz RPA i Francuzi mogli szybko gonić Nicolasa Anelkę, żeby oddać mu rzeczy, których zapomniał spakować po tym, jak wyrzucono go z reprezentacji za obrażenie trenera.
5. Portugalia w 2002 - Przed mundialem w Korei i Japonii nad Wisłą nikt nie miał wątpliwości, że z grupy D (Polska, Portugalia, Korea Pd, USA) awansują dwie pierwsze drużyny. I rzeczywiście Polska i Portugalia zagrały jak z nut - niestety były to nuty hymnu sprzed pierwszego meczu biało-czerwonych. O ile jednak klęska Engelsów nie była dla świata zaskoczeniem, to szybki koniec przygody z mistrzostwami Portugalczyków już tak. Wprawdzie bezpośredni mecz o awans przegrali 0:1 z gospodarzami, którym w Korei pomagały ściany i gwizdki, ale żadnego usprawiedliwienia Luis Figo i spółka nie mogą znaleźć za mecz z USA, który sensacyjnie przegrali 3:2, co w efekcie zamknęło im drogę do 1/8. Po tamtej klęsce Portugalię wciąż nazywano Brazylią Europy, co w zestawieniu z tym, że Brazylia Ameryki Południowej zdobyła wtedy mistrzostwo świata, jawi się jako dość abstrakcyjny dowcip.
4. Argentyna w 2002 - Argentyńczykom w 2002 roku zależało chyba bardziej niż zwykle. A zwykle zależy im najbardziej. Zawodnicy chcieli wtedy podnieść na duchu pogrążonych w kryzysie rodaków . Zrezygnowali nawet z premii finansowych, ale przede wszystkim ich celem było poprawienie krajanom humorów swą świetną grą. Jeśli pojawiają się w tym tekście, to pewnie już wiecie, że poszło im gorzej niż Polakom na Eurowizji. Wprawdzie zwyciężyli 1:0 Nigerię, ale potem w takim samym stosunku przegrali z Anglią. W decydującym spotkaniu zmierzyli się ze Szwecją i tam też skończyły się wielkie plany Albicelestes, którzy dopiero na dwie minuty przed końcem zdołali wyrównać na 1:1, co jednak dało im tylko trzecie miejsce w grupie, a to od 1998 oznacza potrzebę przyspieszonego zgłębienia trudnej sztuki pakowania walizek.
3. Hiszpania w 1998 - Po Hiszpanach zawsze wiele się oczekuje, ale La Seleccion ma tradycję, żeby oczekiwania te zawodzić. Zazwyczaj czeka jednak z tym na fazę pucharową. We Francji Hiszpanie do dzieła wzięli się jednak od razu i na otwarcie przegrali 2:3 z Nigerią, a mecz ten stał się dla Andoniego Zubizarrety tym, czym finał mundialu '94 dla Roberto Baggio. Długo pamiętano mu bowiem tę interwencję
W meczu o wszystko podopieczni Javiera Clemente zaledwie zremisowali bezbramkowo z Paragwajem, co w konsekwencji zapewniło im możliwość śledzenia kolejnych faz turnieju w telewizji. Na koniec mistrzów wprawdzie zlali 6:1 Bułgarów, ale dało im to zaledwie trzecie miejsce w grupie, a to było zbyt mało nawet, żeby Mariusz Czerkawski powiedział ''wow''.
2. Włochy w 2010 - Po remisie z Paragwajem mówiono ''wypadek przy pracy'', po remisie z Nową Zelandią mówiono ''wypadek przy pracy'', po porażce ze Słowacją można powiedzieć tylko to
Jeśli ktoś postawił przed mistrzostwami na to, że Italia w grupie będzie za All Whites to zapewne właśnie przymierza się do wykupienia pakietu kontrolnego Microsoftu. Na naszych oczach bowiem dokonała się historia i po raz czwarty obrońca tytułu nie zdołał wyjść z grupy. Chyba większy zawód swoim kibicom sprawiła tylko...
1. Francja w 2002 - Obrońcy tytułu sensację sprawili już na dzień dobry, gdy przegrali 0:1 z Senegalem. Nadzieje Trójkolorowych odżyły po remisie 0:0 z Urugwajem, ale tak jak w RPA, tak i w Azji bezbramkowy wynik z tą drużyną okazał się jedynymi zdobytymi przez Francuzów punktami. W meczu o wszystko ulegli bowiem Danii 0:2 i niczym Teletubisie, powiedzieli mundialowi ''pa pa''. Zajęli wtedy ostatnie miejsce w grupie, zdobyli jeden punkt i strzelili jedną bramkę zero goli tracąc trzy, czyli zagrali jeszcze gorzej niż osiem lat później chociaż bez podobnych ekscesów. Nawet, gdyby wiedzieli, co ich następcy będą wyczyniali w RPA pewnie nie poprawiłoby im to humorów. W końcu zostali trzecim w historii, a pierwszym od 1966 roku obrońcą tytułu, który nie zdołał wyjść z grupy. Jak już wiemy na drużynę, która powtórzyła ten wyczyn nie trzeba było długo czekać.
Andrzej Bazylczuk