Jong Tae-Se czyli znajdź nie pasujący element

O kadrze Korei Północnej nie wiemy za wiele - jest kadrą, jest z Korei Północnej i przegrała w pierwszym meczu mundialu z Brazylią 1:2. Relatywnie sporo wiemy za to o jednym z piłkarzy Kim Dzong Il Boys, Jongu Tae-Se. Głównie dlatego, że do swojej reprezentacji pasuje on niemal tak jak Sebastian Mila czyli nie bardzo.

Jong Tae-Se urodził się w japońskiej Nagoyi jako południowy Koreańczyk trzeciej generacji, syn drugiego pokolenia południowych Koreańczyków zamieszkujących w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jego rodzice mieli, jak na rzeczonych południowych Koreańczyków przystało, obywatelstwo południowej Korei i takie też przejął po nich młody piłkarz. W tym wszystkim był tylko jeden mały problem...

Matka Jonga uznała, że bliżej jej jednak do rządzonej przez reżim Korei Północnej i posłała swoją pociechę do szkoły prowadzonej przez organizację o nazwie Chongryon, co rozwija się jako Główne Stowarzyszenie Koreańskich Mieszkańców Japonii. Jako że kraj samurajów i kraj szarych mundurów nie utrzymują ze sobą kontaktów dyplomatycznych, Chongryon jest w zasadzie ambasadą Korei Północnej w ojczyźnie Nintendo. W szkole przez nią prowadzonej Jong Tae-Se uczył się historii Kim Kardashian Kim Ir Sena, Kim Dzong Ila i kim jest największy przywódca świata (niegdyś Kim Ir Sen, teraz Kim Dzong Il). Edukację kontynuował Tae-Se na Korea University, który sponsorowany jest, nie uwierzycie, przez północnokoreański rząd. Tam też zaczął grac w piłkę w uczelnianej drużynie.

Kiedy w 2005 roku w wieku 21 lat skończył uczelnię, sięgnął po niego znany zespół z J-League - Kawasaki Frontale. Po słabym początku w ekipie nazywającej się jak motocyklowa stłuczka na rondzie de Gaulle`a (zaledwie trzy gole w 22 meczach), koreański napastnik w latach kolejnych stał się ważną postacią Frontale i w ciągu kolejnych czterech sezonów trafił do siatki rywali 60 razy w 138 spotkaniach. Jako że Japończycy traktują piłkarzy jak ziemskie wcielenie Tzubasy, Jong Tae-Se korzystał i nadal korzysta z życia. Jeździ srebrnym Hummerem, obwiesza się złotem i słucha Tupaca. I tu też mamy tylko jeden mały problem...

Po kilku latach edukacji w placówkach północnokoreańskich, Jong Tae-Se uwierzył (albo stwierdził, że tam łatwiej przebije się do kadry...) w idee Wielkich Kimów. Przez kilka lat ubiegał się o możliwość zrzeczenia się obywatelstwa Korei Południowej i paszport jej sąsiada z północy. Weryfikowano go długo, a nawet bardzo długo. Całą sprawę musiała rozstrzygnąć wreszcie FIFA, aż udało się. Dziś Tae-Se, który już w pierwszych dwóch meczach reprezentacji wpakował osiem goli, jest już regularnym kadrowiczem Korei Północnej. I jak wieść gminna niesie co jakiś czas zapoznaje swoich nowych kolegów w szatni z różnymi nowinkami technicznymi - takimi jak Game Boy czy telefon komórkowy (dostęp do istniejącej od dwóch lat i zarządzanej przez egipską firmę Orascom sieci telefonii komórkowej ma w tym kraju zaledwie 53 000 obywateli i żaden z piłkarzy). Podobno inni reprezentanci nie zawsze mają pojęcie, co tak naprawdę im Tae-Se pokazuje.

Wszystko to mocno zastanawiające.

Łukasz Miszewski