Gdybym był trenerem reprezentacji Algierii...

...to moja drużyna nie przegrałaby meczu ze Słowenią. Nie stałoby się tak, ponieważ prędzej w bramce ustawiłbym zabytkowy sekretarzyk z XIX wieku niż Fawziego Chaouchiego.

Nie chciałbym, żeby to wyglądało jak paranoja - że mam kompleksy, bo jestem niski/ mam nudne włosy/ nie gram w reprezentacji Algierii i dlatego wyżywam się na afrykańskim bramkarzu (np. tu , tu i tu ). Nic z tych rzeczy. Po prostu uważam, że wystawianie w jakiejkolwiek bramce Fawziego Chaouchiego jest najzwyklejszym sabotażem. Istnieje prawdopodobieństwo, że algierski golkiper byłby w stanie nawet zepsuć tę bramkę.

Po udziale Algierczyka w "Idź na całość" Zygmunt Chajzer zostałby akwizytorem płynów do płukania delikatnych tkanin a Zonk z bramki szybko by się rozpił i zamiast być gwiazdą teleturniejów dręczyłby dzieci na miejskim deptaku. Tak więc "Chaouchi" i "bramka" odpycha się mniej więcej tak jak "Polska" i "ofensywny lewy obrońca".

No, ale selekcjoner Rabah Saadane konsekwentnie na niego stawia, więc Chaouchi konsekwentnie odpłaca mu pięknym za nadobne. Tak jak tylko on potrafi. Na tegorocznym Pucharze Narodów Afryki już w pierwszym meczu z Malawi pokazał kilka cyrkowych sztuczek. Dwie z nich przyniosły bramki dla Płomieni .

Algieria jednak wyszła z grupy i w ćwierćfinale trafiła na Wybrzeże Kości Słoniowej (3-2). Chaouchi podczas tego spotkania nadał nowy sens stwierdzeniu "gra na czas". Bramkarz padał na ziemie po każdym agresywnym spojrzeniu Słoni , leżał na nim bez ducha przez pięć minut i gdy miejscowy stolarz zabierał się już za przygotowywanie trumny, Chaouchi wstawał, otrzepywał się i gra toczyła się dalej. Numer ten jednak nie przeszedł w półfinałowym meczu z Egiptem. Egipt od początku bowiem kontrolował grę. A Chaouchi świrował. Po tym jak sędzia uznał bramkę z karnego wykonywanego "na dwa tempa" (co zabawne, Algierczyk kilka miesięcy wcześniej sam strzelił taką bramkę ), ten postanowił wbić mu do głowy błędność tej decyzji. Postanowił wbić mu ją swoją własną głową.

Wątek szybko podchwycono i Chaouchi stał się gwiazdą gry komputerowej. Gry, w szczególny sposób, strategicznej.

Zresztą Chaouchi końca meczu z Egiptem nie dotrwał, bo wkrótce sam dostał czerwoną kartkę za kopnięcie rywala.

Sytuację z wczoraj wszyscy pamiętają. Jaki z tych rozważań płynie wniosek? Nic nie sugeruję, ale jeden telefon od Saadane i sekretarzyk jest jego.

Przemysław Nosal