MŚ 2010. Grupa A: Meksyk, czyli eliminacje jak rzadko, mistrzostwa jak nigdy?

Meksyk zwykle w eliminacjach łupił srodze wszystkich okolicznych piratów z Karaibów i bilet na mistrzostwa miał zaklepany już w czasie, gdy w Europie startowała runda rewanżowa. Potem jednak Aztekowie na mundialu nie pokazywali nic szczególnego. Tym razem piłkarze męczyli się okrutnie w kwalifikacjach. Czy powetują to sobie w RPA?

Szeroka kadra:

Bramkarze: Oscar Perez (Chiapas), Guillermo Ochoa (America), Luis Ernesto Michel (Guadalajara);

Obrońcy: Rafael Marquez (Barcelona), Ricardo Osorio (Stuttgart), Francisco Rodriguez, Carlos Salcido (obaj PSV Eindhoven), Hector Moreno, Paul Aguilar (Pachuca), Efrain Juarez (Pumas UNAM), Jonny Magallon (Guadalajara), Juan Carlos Valenzuela (America), Jorge Torres Nilo (Atlas), Adrian Aldrete (Morelia);

Pomocnicy: Andres Guardado (Deportivo La Coruna), Jonathan dos Santos (Barcelona), Gerardo Torrado (Cruz Azul), Israel Castro (Pumas UNAM), Giovani dos Santos (Galatasaray, na wypożyczeniu z Tottenhamu);

Napastnicy: Pablo Barrera (Pumas UNAM), Adolfo Bautista, Alberto Medina (obaj Guadalajara), Cuauhtemoc Blanco (Veracruz), Carlos Vela (Arsenal), Javier Hernandez (Manchester United), Guillermo Franco (West Ham).

Trzej przyjaciele z boiska:

W zasadzie można z ekipy Meksyku wydzielić dwie kadry - dorosłych i dzieci. O tym, że ci pierwsi wciąż sporo znaczą w reprezentacji świadczą powołania dla Rafaela Marqueza (1979), Gerardo Torrado (1979), Guillermo Franco (1976) a nawet bramkarza Oscara Pereza (1973) i Cuauhtemoca Blanco (1973). Szczególnie Torrado ma w kadrze mocną pozycję. To taki rodzaj buldoga, który biega za listonoszem przeciwnikiem, szarpie go, warczy, byle tylko ten nie wypracował sobie dobrej sytuacji. Jednocześnie zawodnik Cruz Azul ma ciężkie kopyto i potrafi przyłożyć z dystansu.

Z drugiej strony mamy zastęp zdolnym młodych graczy. Niezwykle ważnym ogniwem zespołu jest odkryty przez Leo Beenhakera bramkarz Guillermo Ochoa (1985). W polu natomiast pierwsze skrzypce gra Andres Guardado (1986). Występujący w Deportivo La Coruna pomocnik to oczy, uszy, serce, piszczele i mózg reprezentacji Meksyku. Mimo młodego wieku to już jego drugi mundial, ale dopiero teraz to on będzie rozdawał karty. Jest szybki, dobrze wyszkolony technicznie i ma dynamit w lewej nodze . Co jeszcze potrafi? Potrafi sprzątać.

Generalnie młodociani koledzy Guardado również sroce spod ogona nie wypadli. Carlos Vela (1989) pojawia się co jakiś czas w jedenastce Arsenalu. Bracia Jonathan (1990) i Giovani dos Santos (1989) zakładali koszulkę Barcelony. Ten pierwszy robi to nadal, ten drugi postawił na okołofutbolowe rozrywki ( taniec i zasypianie będąc pijanym ), w związku z czym tuła się po różnych klubach (Barcelona -> Tottenham -> wypożyczenie do Ipswich -> Tottenham -> wypożyczenie do Galatasaray Stambuł). Najnowszą jednak gwiazdeczką jest Javier Hernandez (1988). Filigranowy napastnik właśnie przeszedł z Deportivo Guadalajara do Manchesteru United. To prawdziwy techniczny brylant. Być może Czerwone Diabły znalazły właśnie następcę Kryśki R.

Chwila chwały z eliminacji:

Podobnie jak Francuzi, Meksykanie raczej wolą zapomnieć o eliminacjach do MŚ. Kierujący reprezentacją do połowy kwalifikacji Sven Goran Eriksson uformował twór, który z czasem przypominał gitarzystę z piosenki " Lubelski Ful " - niby pokazuje się on w teledysku, tylko tej jego gry na gitarze nie słychać. Podobnie było z podopiecznymi Szweda - niby byli na boisku, ale jakoś na nim nie grali. W konsekwencji kompromitowali się na każdym kroku. W pierwszej fazie kwalifikacji zespół już się pocił - uplasował się w tabeli za Hondurasem a przed Jamajką tylko dzięki korzystniejszemu bilansowi bramek. W drugie fazie grupowej był już jednak  dramat. W trzech pierwszych spotkaniach drużyna przegrała dwa razy - 0-2 z USA i 1-3 z Hondurasem (plus wygrana 2-0 z Kostaryką). Po tym drugim meczu zwolniono Erikssona i zatrudniono Javiera Aguirre. Ten poukładał jakoś wszystkie klocki i choć w debiucie przegrał z Salwadorem (1-2) to potem zanotował passę pięciu kolejnych zwycięstw i remisu z Trynidadem i Tobago. Szczególny smak miało pokonanie 2-1 odwiecznego rywala z północy.

Fajny mecz kiedyś panowie zagraliście:

Scenariusz funkcjonowania Meksykanów na światowym czempionacie zwykle jest podobny. Wyjście z grupy i potem tradycyjne "sajonara" w 1/8 finału. Tak działo się na czterech ostatnich mundialach. Dlatego tak tęsknie fani Azteków spoglądają na MŚ 1986, kiedy to piłkarze ze strefy CONCACAF na własnych boiskach przebili się do czołowej ósemki globu (uczynili to co prawda także w 1970 roku, także na własnych boiskach, ale wtedy to było łatwiejsze - z grupy przechodziło się od razu do 1/4 finału). W fazie pucharowej pokonali oni 2-0 Bułgarię a Manuel Negrete zrobił coś, co większość dzieci urodzonych na początku lat osiemdziesiątych nazwała "cuda pta-ptak".

Potem walecznych Meksykanów ustrzelili po karnych Niemcy, ale nie zmienia to faktu, że dzięki tej imprezie wiele osób do dziś trzyma za nich kciuki .

Z Czuba typuje mętnie:

Trudno ocenić szansę Meksykanów w RPA. Podeprę się więc obserwacją systemową. Zwykle wychodzą oni z grupy. Tak też będzie i tym razem - zremisują na inaugurację z RPA, wygrają niespodziewanie (?) z nieruchawymi Francuzami i podzielą się punktami z Urugwajem. I teraz wszystko zależy od tego, czy taka liczba punktów wystarczy do zajęcia pierwszego miejsca. Jeśli tak, to w 1/8 finału Meksykanie trafią na drugi zespół z grupy B (najpewniej ktoś z trójki Nigeria, Korea Płd. i Grecja) - przejdą go i będą walczyć dalej. Jeśli nie, to przeciwnikiem najprawdopodobniej będzie Argentyna (lider grupy B) i podopieczni Agiurre zaliczą w 1/8 finału tradycyjne... "sajonara".

Nikomu niepotrzebna ciekawostka:

Mylą się wszyscy ci, którzy myślą, że Ziemskim Królestwem Grubasów jest USA. Na pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby ludzi z nadwagą wysunął się bowiem właśnie Meksyk (spychając Stany Zjednoczone na drugą lokatę). Według oficjalnych danych 70% dorosłej ludności Meksyku waży za dużo, a dotyczy to także takiego samego odsetka dzieci w wieku od 5 do 11 lat. W ciągu ostatnich 30 lat liczba Meksykanów z nadwagą zwiększyła się trzykrotnie. Oni pewnie twierdzą, że to wszystko przez Erikssona.

Przemysław Nosal