10 powodów by oglądać snookerowe mistrzostwa świata

Od ostatniego weekendu w Sheffield trwają Mistrzostwa Świata w Snookerze, czyli najważniejsza impreza w kalendarzu każdego miłośnika szachów przy zielonym stole. Jeżeli należycie do tych ostatnich, to pewnie już je oglądacie, ale jeśli nie, to poniżej znajdziecie 10 powodów, by jak najszybciej zacząć.

Nie ma lepszego momentu, by rozpocząć przygodę z jakąś dyscypliną niż mistrzostwa świata. W końcu to najwyższa stawka, największe emocje i najlepsi zawodnicy niezależnie od sportu. No dobra, poza hokejem, ale z tego co się orientuję snooker to nie hokej - chociaż tu i tu zawodnicy potrafią robić niesamowite sztuczki z kijem.

Snooker to sport, który wciąga bardziej niż chodzenie po bagnach. Oczywiście jeśli postanowicie zobaczyć pięć minut i sprawdzić czy się Wam spodoba odpowiedź będzie na 95 procent ''nie'' (to 5 proc., to jeśli sędziować będzie Michaela Tabb ). Ale obejrzyjcie z dwa, trzy frejmy, a szansa, że nie będziecie mieli ochoty przełączać znacznie wzrosną.

Jest ciekawie. Obecnie jesteśmy już w drugiej rundzie i na placu boju pozostało 16 najlepszych zawodników. Wprawdzie na pierwszym etapie obyło się bez większych niespodzianek, ale w kilku spotkaniach skazywani na porażkę zawodnicy byli już jedną nogą w grobie, a drugą na skórce od banana , a jednak wracali do meczów i chociaż nie wygrywali, to sprawili, że kardiolodzy faworytów mieli telefony w pogotowiu, a kibicie dostali sporo gratisowych emocji.

Pozostała szesnastka to naprawdę światowa czołówka. Aż siedmiu z pozostałych graczy może się pochwalić tytułem mistrza świata, a wielu z nich to żywe legendy zielonego stołu na czele z siedmiokrotnym czempionem Stephenem Hendrym, Stevem Davisem, który tytuł zdobył tylko raz mniej, Ronnym O'Sullivanem, którego talent jest w stanie zrównoważyć tylko jego temperament i nieprzewidywalność oraz broniącym tytułu Johnem Higginsem. Do tego dochodzą zawodnicy, którzy mają szansę legendami stać się w przyszłości, czyli choćby Ali Carter, Neil Robertson czy Ding Junhui. Gdyby przyrównać to do NBA mielibyśmy turniej, w którym walczą ze sobą gwiazdy naprawdę wielu pokoleń, czyli choćby Michael Jordan, Magic Johnson, Wilt Chamberlain i LeBron James. Przyznacie, że nie jest to coś, co chcielibyście przegapić.

Polacy mają talent do wpadania w szał na punkcie każdej dyscypliny, w której nasz zawodnik odnosi sukcesy. Dzięki temu naszym sportem narodowym były już skoki narciarskie, piłka ręczna, a ostatnio nawet biegi narciarskie. Nigdy nie wiadomo czy gdzieś w odległej przyszłości do listy tej nie dołączy snooker. Na wszelki wypadek radziłbym więc już zacząć oglądać, by za kilkanaście lat móc powiedzieć ''E tam, co wy możecie wiedzieć o snookerze. Ja to go oglądam od 2010 i pamiętam jak wtedy na mistrzostwach świata...''. Nie zdziwcie się tylko, jak nie zrobi to wrażenia, bo wszyscy nagle zaczną twierdzić, że snookera oglądali od dziecka, a Mistrzostwa Świata w 2010 to widzieli już w 1996.

W perspektywie zbliżającego się mundialu w RPA warto ćwiczyć oglądanie mistrzostw świata, w których nie grają Polacy. Z dobrych wiadomości, w Sheffield nie grają też Niemcy, więc nie przekonacie się, jak wyglądałby panzersnooker polegający na zablokowaniu wszystkich łuz. Nie ma też Włochów, dzięki czemu możecie być pewni, że żaden zawodnik nie wyjdzie w obcisłej kamizelce, a brak Portugalczyków, to gwarancja, że gdy tylko sędzia się odwróci nikt nie padnie twierdząc, że przeciwnik urwał mu głowę.

Pewnie graliście kiedyś w bilarda - niezależnie od tego jak wspaniałe zagrania nie wyszłyby Wam albo Waszym kumplom, oglądając Mistrzostwa Świata w Sheffield przekonacie się, że nie był to nawet ułamek tego, co potrafią najlepsi snookerzyści globu. I nie chodzi o to, by Was zdołować, tylko pokazać, że przy pomocy kawałka drewna i kilku kulek można wykrzesać taką magię, że patrząc na nią David Copperfield sam zniknąłby się ze wstydu.

Pisałem o tym przy okazji zeszłorocznego finału , napiszę teraz, a jeśli będzie trzeba przemycę i w miliardzie innych miejsc - w Polsce warto oglądać snookera ze względu na komentatorów. To znaczy Rafał Jewtuch, Przemyslaw Kruk i partnerujący im momentami Rafał Górecki nie są najważniejsi, ale naprawdę mocno umilają oglądanie, sprawiając, że człowiek wie o co chodzi i co dzieje się na stole, a czasem i poza nim. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałbym napisać coś takiego w odniesieniu do Dariusza Szpakowskiego i jakiejkolwiek dyscypliny.

Jeśli musicie uczyć się na egzamin, pisać magisterkę albo wypełniać jakieś znienawidzone dokumenty , a odkładając to już siedem razy zrobiliście pranie, odpowiedzieliście na wszystkie zaległe maile łącznie z ofertami przedłużenia penisa, a Wasz pokój błyszczy, jak nigdy, to znaczy że koniecznie powinniście zainteresować się snookerem. Obecnie rozgrywana jest druga runda turnieju, w której do zwycięstwa trzeba wygrać 13 frejmów, co znaczy, że mecz może trwać nawet 25 partii. Mówiąc po ludzko, bardzo długo. Pamiętajcie jednak, że prace się same nie napiszą, a egzaminy same nie zdadzą, ale druga taka fajna wymówka może się nie powtórzyć. No i zawodnikom na pewno będzie miło, jeśli będziecie im kibicować do samego końca zmagań, czyli do 3 maja.

Spójrzcie na forum . Powyżej macie 9 powodów, by od dziś zacząć oglądanie. 10. (a zapewne i 11., 12. oraz 48.) znajdziecie w komentarzach pod tekstem. Historia bowiem uczy, że jeśli tylko pojawia się tekst o snookerze, natychmiast uaktywniają się jego fani, których jest więcej niż mogłoby się Wam wydawać, a Eurosport, gdyby zrezygnował z pokazywania tego sportu byłby w sporych tarapatach i mógł oczekiwać szturmu na swoją siedzibę.

Andrzej Bazylczuk