Komu Grand Prixy po Grand Prix Chin

Po tygodniowej przerwie wracamy do Was, drodzy czytelnicy - do wspólnego przeżywania sportu i opowiadania żartów. A jest co przeżywać i o czym opowiadać...

Złote kopnięcie z czuba dla tego, który się mylił

Czyli dla sir Jackie'ego Stewarta. Po Grand Prix Bahrajnu mówił o ''wyścigu ciężarnych słonic'' i nudzie, która miała wykrzywić nam wszystkim szczęki prowokując do chronicznego ziewania. Tymczasem wszystkie trzy pozostałe wyścigi okazały się kipieć od emocji i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Owszem, w Szanghaju pomagały w tym warunki pogodowe, ale jakie to ma znaczenie? Miało być ciekawie i było. I to jak!

Złota linijka dla tego, który jedzie równo

Czyli dla Roberta Kubicy. Może i Polak nie wykonał żadnego szczególnie spektakularnego manewru, ale nie popełnił też żadnego błędu, co na mokrym torze wydawało się niemal niemożliwe. Błędy popełniał Button, Hamilton i Rosberg, mylił się i Schumacher i Webber. Kubica tym czasem od startu do mety pojechał bezbłędnie, co w połączeniu ze świetną strategią pozwoliło mu na kolejny w tym sezonie triumf człowieka nad materią. Czyli człowieka nad maszyną. Hm, na pewno człowieka?

Złoty Herbie Stempel dla tych, którzy trafnie zgadują

Czyli dla strategów (nie tylko) Renault. Pozostanie na slickach wydawało się ryzykowną decyzją kiedy zaraz po starcie wszyscy rywale zjeżdżali zmienić opony na przejściowe. Efekt był jednak taki, że wtedy zdecydowało się kto wygra, kto będzie na podium, a także kto wyciśnie ze swojego samochodu więcej niż się teoretycznie da. Ba, niewiele brakowało, a w ogóle pewnie zadecydowałoby o podium, gdyby nie urwane skrzydło Alguersuariego i samochód bezpieczeństwa. Ale Alguersuari skrzydło sobie urwał, samochód bezpieczeństwa wyjechał i wtedy zaczęła decydować także moc bolidu. Co pozwoliło przyznać...

Złoty C-3PO dla tych, którym nie wszystko działa

Czyli dla mechaników Renault. Strategia strategią, ale nadchodzi taki moment, że dwóch facetów wciska gaz do dechy i jeden jest szybszy od drugiego. Tak było, kiedy jadącego na trzecim miejscu Kubicę dopadł Lewis Hamilton. Dopadł, połknął i nawet za bardzo nie zauważył z kim rywalizuje. Później podczas pit stopów Polaka połknął jeszcze Alonso, a przez chwilę wydawało się, że i Vettel będzie poważnym zagrożeniem. Samochody Renault mają swoje przebłyski, nie mają większych problemów z zakwalifikowaniem się do ostatniej sesji kwalifikacji, ale też w konfrontacji z takimi McLarenami są po prostu bez szans. W konfrontacji z Red Bullami i Ferrari niestety chyba też. I jak na razie na wielką poprawę się w tej materii nie zanosi. Ach, są jeszcze Mercedesy. O ich szybkość zapytajmy może...

Złota skórka banana dla tego, który się pośliznął

Czyli dla Nico Rosberga. Na ostatnich okrążeniach Niemcowi próbował tę nagrodę odebrać Jenson Button, ale nie udało się - mistrz świata miał tylko chwilę nerwów, Rosberg cały wyścig frustracji. Rosberg podobnie jak Kubica zrezygnował po starcie z pit stopu i przejściówek, dzięki czemu wskoczył na pierwsze miejsce. Nie wiem, czy utrzymałby je do mety, bo McLareny były w niedzielę piekielnie szybkie. Ale nie ma sensu się nad tym zastanawiać biorąc pod uwagę, że Rosberg na 19. okrążeniu po prostu wypadł z toru i dał się wyprzedzić Buttonowi. I zamiast liderem klasyfikacji generalnej jest drugi.

Złote szczęście dla tego, który czasu nie liczy

Czyli dla Fernando Alonso. Skoro już sobie gdybamy o tym, kto by był i gdzie, a kto wręcz przeciwnie - warto wspomnieć o Fernando Alonso, który zaszokował wszystkich fenomenalnym startem. Startem zbyt dobrym, żeby był prawdziwy. I rzeczywiście - nie był, za co Alonso został ukarany przejazdem przez aleję serwisową. Jego akurat wyścig wypadek Alguersuariego uratował, w przeciwnym bowiem razie o bodaj otarciu się o podium Hiszpan mógłby tylko marzyć.

Złoty puchar im. Marka Złotnickiego dla tego, który zajmuje pierwsze miejsca

Czyli dla Jensona Buttona. Ten sezon miał być dla Buttona czasem testu. Miał odpowiedzieć na pytanie czy zeszłoroczny tytuł mistrza świata mógłby zdobyć nawet sklepowy manekin, byleby siedział w bolidzie Brawn GP (sprawdzić, czy nie Barrichello). Jak na razie Button może na nie odpowiedzieć po prostu pokazując tabelę kierowców, w której zajmuje pierwsze miejsce. Może też stwierdzić, że jak na razie wygrał połowę rozegranych wyścigów. W Chinach Button jechał po swojemu - bardziej sprytnie niż efektownie, bardziej pewnie i spokojnie, niż drapieżnie. Wystarczyło. Ciekawe, czy wrócą czasy wewnątrz mclarenowej rywalizacji sprzed dwóch lat. W końcu kręci się tam jeden facet, który nie lubi przegrywać z kolegą z zespołu.

Złote polano dla tego, który może zacząć dymić

Czyli dla Lewisa Hamiltona. Nawet jeśli w McLarenie nie dojdzie do jakichś widowiskowych kłótni między kierowcami, to i tak będzie ciekawie, Button z Hamiltonem bowiem coraz bardziej wyglądają jak Dexter i Mandark. Tam, gdzie Button ma rację, tam Hamilton się myli. Tam, gdzie Button jedzie spokojnie, tam Hamilton szarżuje. A na końcu i tak dochodzi do wielkiej konfrontacji. W niedzielę Hamilton zjechał niepotrzebnie do boksu po opony przejściowe, przez chwilę był wręcz 11. Potem jednak szalał na torze - wyprzedzał kolejnych kierowców, Kubicę i Rosberga minął jak furmanki. Dopiero z Buttonem mu się nie udało. A, jak już powiedziałem, Hamilton bardzo nie lubi, jak mu się nie udaje.

Złota rakieta dla tego, który wystrzelił

Czyli dla Witalija Pietrowa. Który w swoim czwartym starcie w F1 zdobył pierwsze punkty. I to jak - walcząc do samego końca i na ostatnich okrążeniach wyprzedzając stare wygi - Michaela Schumachera i Marka Webbera. Co było dla niego swego rodzaju odkupieniem, Pietrow bowiem długo jechał tuż za Kubicą spowalniając szybszych rywali. W końcu jednak popełnił błąd i wypadł z toru. W końcówce za to bezbłędnie wykorzystywał pomyłki bardziej doświadczonych kolegów. Wygląda na to, że wirtualne miliony z nieświadomego o swoim sponsoringu Gazpromu to jednak nie jedyna zaleta rosyjskiego kierowcy.

Piotr Mikołajczyk