Pięć mgnień Ligi Mistrzów

Nowe zasady rozgrywania Ligi Mistrzów nadal są nieco konfundujące - termin niby drugi, ale kolejka nadal pierwsza. Zgubić się w tym łatwo, dlatego zapraszam na krótki przewodnik po rozgrywkach, w których przełamywanie klątw zdarza się.

1. Michał Żewłakow. Dzielnie robił to, co robią polscy piłkarze w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Cały mecz przesiedział na ławce, a po porażce Olympiakosu u siebie 0:1 za dwa tygodnie zapewne odpadnie. Co dość dobrze pasuje do wzorca osobowego polskiego piłkarza w Lidze Mistrzów, którego nie ma, a nawet jak jest, to go nie ma.

2. Jose Mourinho vs klątwa. Pierwsze starcie z Interową Klątwą Pucharową dla Jose Mourinho. Chociaż nie, nie pierwsze. W pierwszym starciu wygrała klątwa, a Inter wyglądał jak to Inter w Lidze Mistrzów zwykł wyglądać. Było to rok temu, kiedy Manchester w 1/8 finału łatwo rozjechał piłkarzy Mourinho nie widząc nawet zbyt dokładnie, z czym walczy. Tym razem Inter Mourinho wyglądał jak Inter z Serie A. Wreszcie! Waleczny, niezłomny, świetnie zorganizowany w obronie i pomysłowy w ataku. W niczym nie przypominał drużyny sprzed roku grającej w myśl zasady ''kop na dużego, niech się męczy''. Dziś dużego, czyli Ibrahimovicia już nie ma, jest za to drużyna po mourinhowsku nienawidząca przegrywać i po mourinhowsku to okazująca. Rywale wyrównali? Trzeba im wcisnąć kolejnego gola. I jeśli ktoś ma ochotę powiedzieć ''wspaniała rada, wuju'', to powinien przypomnieć sobie mecz z Chelsea. I zamiast tego powiedzieć ''to działa''.

3. Zlatan Ibrahimović vs klątwa. Czy w poprzednim akapicie napisałem ''wreszcie!''? Przepraszam, to jest ''wreszcie''! Zlatan Ibrahimović, po szesnastu podejściach z trzema klubami strzelił we wtorek bramkę w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Gratuluję i życzę wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. A czy pomógł tym drużynie?

4. Tak, ale. Te słowa sponsorowały mecz Barcelony ze Stuttgartem. Czy Barcelona powinna się cieszyć po meczu w Niemczech. Tak, ale powinna też mieć świadomość, że rywale byli zdecydowanie lepsi i że zremisowali dość szczęśliwie. Czy Stuttgart był lepszy od Barcelony? Tak, ale nie ma to żadnego znaczenia. Co z tego, że Niemcy przez większą część meczu przeważali, skoro ostatecznie zremisowali, stracili u siebie bramkę i na Camp Nou Barcelonie wystarczy wymęczyć jednobramkowe zwycięstwo. Kto się założy, że jej się uda?

5. Awans. Póki co nie zdobył go nikt, co tylko sprawia, że rewanże będą pasjonujące. Inter i Chelsea w odległości jednej bramki, podobnie zresztą jak Milan i Manchester. Real potrzebujący dwubramkowego zwycięstwa, żeby przełamać swoją klątwę i nie odpaść po raz szósty z rzędu z Ligi Mistrzów. Osiem par i w każdej może jeszcze się zdarzyć wszystko. Hitchcock byłby dumny, choć zapewne dorzuciłby jakieś trzęsienie ziemi na początku.

Piotr Mikołajczyk