Poligon: Cel uświeca sierotki czyli ciszej nad tą reprezentacją

Kluby Ekstraklasy rozjechały się po Europie, dyrektorzy sportowi rozjechali się po świecie, a menadżerowie dwoją się i troją, żeby upchnąć swoich podopiecznych w jakimś przyzwoitym klubie i żebyś mi nawet nie spróbował utykać, nie jesteś Karino i nie bawimy się w ''koń kuleje'', tylko załatwiamy ci kontrakt na trzy lata, opieka lekarska included, jak podpiszemy to się wyleczysz za cudze pieniądze.

Korzystając z chwili ekstraklasowego spokoju, zajmijmy się dziś reprezentacją narodową. Spokojnie, spokojnie - nie będziemy analizować taktycznych niuansów meczu z drzemiącymi lekko przedstawicielami ligi duńskiej, nie będziemy rozpamiętywać rachunku krzywd, jakie wyrządzili nam egzotyczni sędziowie. Nie będziemy się nawet znęcać nad trenerem Smudą, za to, że zafundował żonie wycieczkę do ciepłych krajów ani nad Polskim Związkiem Piłki Nożnej za to, że jako nacja wyszliśmy w Tajlandii na gburów, którzy tylko pograć, najeść się, wyspać i do domu, a pamiątkowe medale i statuetkę skośnego Lajkonika proszę nam wysłać pocztą. Nic z tych rzeczy. Będzie subiektywnie, ale poważnie, merytorycznie, perspektywicznie i w dodatku będzie to ostatni ''poligonowy'' tekst o reprezentacji do czasu rozpoczęcia EURO 2012.

Koń jaki był - każdy widział, a jaki jest - każdy widzi. W tym momencie łączymy się wszyscy w ceremonii wzdychania oraz kiwania głową ze zrozumieniem i politowaniem. Trzy awanse na wielkie imprezy i trzy razy to samo: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. Z imprezy na imprezę było coraz nudniej w eliminacjach i coraz słabiej w finałach, o tak zwanym międzyczasie lepiej nie wspominać. Trenerzy zapadali na pomroczność jasną i albo zabierali Sibika, albo nie zabierali Frankowskiego, albo wreszcie wstawiali do obrony Jopa, a taktykę ustalali po zakończeniu spotkania, przy czym najczęściej sprowadzała się ona do stwierdzenia, że Piechniczek i Engel som gupi.

Tak, pamiętam, że w eliminacjach wygraliśmy z Portugalią i to po naprawdę fajnym meczu. Pamiętam jednak także, że był to jeden z pierwszych meczów Leo Beenhakkera, nie pamiętam natomiast, żebyśmy potem jeszcze jakieś spotkanie zagrali na takim poziomie zaangażowania. W przeciwieństwie do spotkań, w których zaangażowanie reprezentacji spóźniało się na mecz i ochroniarze zatrzymywali je przy wyjściu na stadion.

Każdy z dotychczasowych trenerów - Engel, Janas, Beenhakker - miał swoje plusy i minusy. Wyjątkiem był Zbigniew Boniek, który miał tylko jednego plusa, takiego mianowicie, że szybko się obraził i poszedł sobie. Żadnego plusa nie miał natomiast Stefan Majewski, ale on z kolei miał laptopa i Głębokie Przekonanie. Teraz kadrę objął trener Franciszek Smuda, który także ma swoje plusy i minusy, ale przede wszystkim ma przed sobą Euro 2012 i dwa lata na przygotowanie się do niego. Dwa lata, w czasie których reprezentacja Polski nie będzie musiała się przejmować eliminacjami, walką o każdy punkcik, nie będzie żyła z prasowym nożem na gardle i kibicowską trąbką nad uchem, dwa lata, które związek, trener, sztab szkoleniowy i piłkarze mają podporządkować jednemu celowi... zdobyciu medalu na EURO 2012.

Halo!... Ale ja chciałem wytłu... Napraw... No, dobra - to ja poczekam aż lewa strona Szanownej Wycieczki odśmieje się serdecznie, a prawa strona pozbiera z podłogi szczęki, ręce i co tam jeszcze Szanownej Wycieczce opadło bezradnie na wieść, że autor ''Poligonu'' całkiem oszalał i widzi różowe króliczki.

...

To co, mogę już?

Medal - i owszem. Tego wymagam od reprezentacji Polski na EURO 2012.

Jestem człowiekiem nerwowym i dość mam minimalistycznych haseł o wychodzeniu z grupy. Na trzy ostatnie imprezy (MS 2002, MS 2006 i ME 2008) jechaliśmy z takim właśnie założeniem, a jak się te wyjazdy kończyły, wszyscy widzieli i większości odbija się tą solidną zgagą. Przy czym kiedy używam określenia ''większość'' mam na myśli wyłącznie kibiców, bo ''czynniki odpowiedzialne'' przeszły nad tym do porządku dziennego i dziś już pewnie nawet nie pamiętają, żeśmy w Korei czy Niemczech grali w ogóle. Ale ad rem - dość minimalizmu, dość smęcenia, że ''postaramy się powalczyć'', że ''konkurencja jest bardzo silna'', że ''wyjście z grupy będzie sukcesem'', że ''dziś nie ma słabych'' (poza nami, oczywiście). Mierzmy wreszcie siły na zamiary, a nie zamiar podług sił, bo w tym drugim przypadku powinniśmy chyba całkiem zrezygnować z organizacji i udziału w Mistrzostwach Europy.

Nie tak dawno mistrzostwo Europy zdobyła reprezentacja Grecji. Przed imprezą nikt na nich nie stawiał, nie byli typowani nawet do roli ''czarnego konia''. Co ja mówię ''konia''! Czarnej kozy, czarnej owcy, czarnego okapi nawet. Grali Grecy piłkę nudną i gęstą, widzom szczęki wyskakiwały z zawiasów, rozpaczliwe i pełne boleści wycie niosło się po europejskich osiedlach, co trzeci kibic przed meczem Greków udawał się profilaktycznie do gastrologa, a po meczu udawał się... mniejsza z tym, dokąd.

A jednak Grecy tytuł zdobyli. Oni mogli, a nas nie stać? Nas, potomków szwoleżerów spod Cedyni i zwycięzców spod Orszy? Nas, którzyśmy własnymi rękami budowali pierwsze lampy naftowe, niszczyli kratom dziąsła murów i już w 1918 roku równouprawniali politycznie kobiety? Przepraszam bardzo, ale jeśli Grecy mogli zostać mistrzami Europy, to my możemy zdobyć choćby brązowy medal. A skoro możemy to powinniśmy.

Mamy dwa lata na przygotowania, dwa lata świętego spokoju, dwa lata bez punktowo-eliminacyjnej presji, które reprezentacja może spędzić na przygotowywaniu, treningach, wymyślaniu dla stałych fragmentów gry ''szalonej mrówki w wariancie Mendelejewa z porzeczkami'', knuciu, pluciu i czym tam jeszcze. Mamy trenera, który lubi grę dynamiczną, walkę od początku do końca meczu (do końca zwłaszcza) i który ma spory kredyt zaufania u większości kibiców. Będziemy mieć nowe stadiony, nowe domy, nowe fabryki, pięćset kilometrów wybrzeża... przepraszam, to nie ten kabaret...

Ale nowe stadiony rzeczywiście będziemy mieć i na nich będziemy rozgrywać meczy EURO 2012. Jako gospodarze. Ktoś wie, co to oznacza? Słucham? Że trzeba będzie zamiatać, myć okna i zbierać papierki? Tak, to też, ale nie o to... Tak, trzeba się będzie nauczyć języków i witać dostojnych gości, ale też nie o to... Tak, być może zarobimy, zwłaszcza na sprzedaży piwa, ale koszty związane z odbudową tego, co kibice rozpirzą po spożyciu, mogą okazać się zaskakująco wysokie. Ale także nie o to biega.

O, brawo ten pan w trzecim rzędzie! Tak, pan z przedziałkiem, pan, właśnie pan... Stare przysłowie pszczół i Dariusza Szpakowskiego mówi, że ''gospodarzom pomagają nawet ściany''. W przypadku wszelakich rozgrywek sportowych w roli ścian występują najczęściej panowie w kolorowych trykocikach, z gwizdkiem w ustach. Sędziego Webba pamiętamy? No, ba! Pomyślmy więc sobie, że tym razem to my jesteśmy gospodarzami, to nam ściany będą gwizdać rzuty wolne z kapelusza, to na widok naszego napastnika na spalonym ściany będą ślepnąć, a każde złe spojrzenie rzucone przez przeciwnika na naszego bramkarza spotka się z jakże sprawiedliwą i zasłużoną żółtą kartką. Taka okazja... To nam Webbowie, Padureanu i Abrahamsenowie tego świata będą robić dobrze i to pod nas będą sędziować. Znaczy, obiektywnie, sprawiedliwie, zgodnie z zasadami sztuki i naprawdę nie rozumiemy, dlaczego nasi przeciwnicy są tacy zirytowani. Sędzia mógł zinterpretować to kichnięcie jako wulgarny zamiar brutalnego ataku, a skoro tak zinterpretował, to musiał dać czerwoną kartkę. Oj, no naprawdę... to przecież sport, a przegrywać trzeba umieć. Wreszcie! Po 123 latach rozbiorów i 45 latach komunizmu nareszcie sprawiedliwość będzie po naszej stronie. Albo chociaż sąd. Na wszelki wypadek, Mania, dawaj te dwa granaty do kieszeni.

Cel uświęca środki i sierotki. Od zapewnienia środków jest Polski Związek Piłki Nożnej, od trenowania sierotek jest sztab szkoleniowy reprezentacji, a celem jest medal na Mistrzostwach Europy. W związku z czym ogłaszam na ''Poligonie'' dwuletnie moratorium na czepianie się reprezentacji. Przez najbliższe dwadzieścia kilka miesięcy może sobie trener Smuda z kadrą robić, co mu się żywnie podoba. Chce grać sparingi z Brazylią i Holandią, żeby nauczyć naszych grajków rywalizacji z mocniejszymi - proszę uprzejmie. Zechce organizować sparingi wyłącznie z drużynami krajowej B-klasy, żeby się jego podopieczni podbudowywali psychicznie - bi maj gęś. Wymyśli sobie pomeczowe relaksowanie się w pozycji lotosu w zacisznym i wilgotnym klimacie kompleksu ''Riese'' - przyjemnego pobytu i pozdrówcie nietoperze. Zechce trener zabrać na mecz w Turcji cała rodzinę i zwierzątka domowe - niechże im pójdzie na zdrowie i jeszcze wszystkim odniosę walizki na lotnisko. Postanowi zabrać także rodziny piłkarzy - proszę uprzejmie, bawcie się dobrze, podobno w pampasach dobrze się sprzedaje krem Nivea i różowe klapki Emu.

Zechce trener Smuda korzystać wyłącznie z usług piłkarzy grających w klubach zagranicznych - świetnie, Legia Cudzoziemska to twarde chłopaki, może i nasi okażą się podobni strukturą torsu do skał (po Radosławie Majewskim widać, że to działa). Wymyśli sobie trener kadrę złożoną wyłącznie z Boenischów, Obraniaków i innych Adamów Mojababiczkabylazchrzanowaskich - może to i dziwne, ale skoro chce, to niech ma, a ponieważ w ostatnich latach na emigracji znalazło się sporo rodaków, to pewnie za kilkanaście lat wybór będzie jeszcze większy.

Nie skrzywię się nawet wtedy, gdy trener Smuda oznajmi, że jest Napoleonem, czterdzieści wieków patrzy na niego ze szczytów piramid, a głos Joanny d'Arc każe mu powoływać wyłącznie piłkarzy z II ligi, w obronie zagra Jacek Wiśniewski, w ataku Łukasz Szczoczarz, a Danuśkę Jurandównę - pani Figura. Trudno. Wszystkie chwyty dozwolone, a dwa lata to sporo czasu. W ciągu dwóch lat można nauczyć się czytać, pisać, liczyć do stu, pływać, jeździć samochodem, skakać w siną dal i nauczyć obsługi co prostszych dystrybucji Linuksa. Może więc dwa lata wystarczą, żeby trzydziestu ludzi nauczyć grać w piłkę na europejskim poziomie? Zaraz, zaraz... jakie ''może wystarczą''? Muszą wystarczyć!

Dwa lata. W tym czasie reprezentacja Polski może przegrać wszystkie mecze, z czego połowę do zera, może grać z kim chce, gdzie chce, jak chce i z kimkolwiek w składzie. Może budzić rozpacz, żal, gniew, wściekłość i chęć przestawienia się na kibicowanie reprezentacji w bierki, bojerki czy inne fajerki, a nawet pomysł zapisania się do zespołu pieśni i tańca ''Serce Słowianki''. Wszystko zniosę, złego słowa nie powiem, nie będę drwił, nie będę się dziwił powołaniom, choćby nawet w reprezentacyjnej bramce stanął pomnik Bolesława Prusa, a rzecznik prasowy reprezentacji zamiast rzeczowych komunikatów wygłaszał przemówienia o skrzyni biegów Ikarusa i dojności krowy w XVII wieku. Nawet, kiedy na kolejny wyjazd sparingowy z kadrą wybierze się działacz, nieukrywający, że jedzie wyłącznie po to, żeby szukać zawodników dla swojego klubu - zacisnę zęby, zacisnę pięści, na szyi zacisnę kabel klawiatury i wytrzymam. Przez dwa lata będę się poświęcał na ołtarzu i cierpiał za miliony... tysiące... no, powiedzmy, że za czterdzieści dwa złote, ale cóż to jest czterdzieści dwa złote, jak się kupuje i las, i tartak, i psa i jeszcze zdobywa się medal Mistrzostw Europy, prawda?

All hands on deck, każdy kłos na wagę złota i wszystkie dzieci są nasze. Dwa lata. A potem medal ma być! Tup!

Ale gdyby... odpukać... BUM! BUM! BUM!.. gdyby jednak... jeśli znowu będę musiał oglądać ''mecz o wszystko'' i ''mecz o honor'', jeśli okaże się, że te dwa lata zostaną zmarnowane, a my znowu nie wyjdziemy z grupy, jeśli nie wykorzystamy idealnej wprost sytuacji, pozycji gospodarza, przychylności sędziów i innych prezentów od losu, jeśli się okaże, że zmarnowało mi się tyle możliwych żartów, drwin, kilogramów ironii, porównań, złośliwości , że to wszystko poszło na marne... O, zaprawdę, gniew Achilla, proszę Szanownej Wycieczki, to małe miki, to zalotne spojrzenie Hanki rzucone na Rumcajsa, to niewinna igraszka Piszpunty i Hajaszka w porównaniu z tym, co się wtedy rozpęta na ''Poligonie'' (jeśli, oczywiście, ''Poligon'' dotrwa do tego czasu). W dużym uproszczeniu: ''Kropka nad Ypsylonem'' nakręcona przez Quentina Tarantino w konwencji ''Piły'' lub ''Hostelu''. Trzy razy w tygodniu i do dziesiątego pokolenia włącznie. Żeby nie było, że nie ostrzegałem. Kochana reprezentacjo, do zobaczenia za dwa lata.

Na podium.

Dobrze radzę...

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.