Historie alternatywne Z czuba: Łyżwiarstwo figurowe polskim sportem narodowym część 1

Vancouver 2010 zbliża się wielkimi szusami po lodowisku kalendarza. Wprawdzie wciąż short track kojarzy się nam z maxisinglem, a skeleton z He-Manem, ale jakieś pojęcie o sportach zimowych jednak mamy. Ich symbolem nie jest dla nas, co może dziwić, Adam Małysz czy jakikolwiek z długi zastęp hokeistów, a Grzegorz Filipowski - człowiek, który się niskim notom nie kłaniał.

W historii świata wielu było zacnych solistów - Mieczysław Fogg, Beyonce, Han Solo, Hope Solo i paru innych, ale jeśli kategorię zawęzimy do polskich łyżwiarzy figurowych to ostał się jeno sznur Grzegorz Filipowski. Podczas gdy nie było jeszcze ''You Can Dance!'', ''Gwiazdy tańczą na lodzie'' i ''Tańca z Gwiazdami'', a Michał Piróg słynął tylko tym, że wykrywacze metalu identyfikowały go jako czołg T-34 , był zaledwie jeden polski tancerz znany na całym świecie. Filipowski jako jedyny z naszych rodaków potrafił wykręcić potrójnego ribbentropa z podwójnym dupersznytem, zdobył brąz mistrzostw świata oraz srebro i brąz mistrzostw Europy, a na igrzyskach w Calgary był piąty. Co by jednak było, gdyby wtedy udało mu się zdobyć złoty medal? Nie mamy pojęcia. Ale spróbujemy to przewidzieć.

Jest rok 1988. To o rok później niż 1987 i na rok przed 1989. To rok ważny - rok zimowych igrzysk w kanadyjskim Calgary. W konkursie solistów w łyżwiarstwie figurowym startuje niejaki Grzegorz Filipowski (pron. Phillie - Pof - Ski ) z dziwnego kraju, gdzie słowo ''taniec'' oznacza wciśnięcie kombo krzyżyk-kółko-krzyżyk (wesele-wódka-wesele). Wycina na lodzie straszne rzeczy, które po latach okazują się być na przykład wyrżniętą w zamarzniętej wodzie okładką płyty Ramony Rey i lewą łydką Sebastiana Mili. Przerażenie sędziów sięga zenitu, a petersburska drużyna przestaje być drużyną i zostaje lodołamaczem w okolicach Spitsbergenu. Żeby tylko odesłać TO do miejsca, skąd przybyło (czyli do piekła Polski) drżące sędziowskie ciało daje Filipowskiemu same ''dziesiątki'', a Norweg nawet 66,6 ''dziesiątki'' po czym maluje twarz na biało i wraca do podpalania kościołów. W związku z tym Polak zostaje bezdyskusyjnie złotym medalistą olimpijskim, igrzysk nie wygrywa niejaki Brian Boitano, a sporo lat później w South Parku pojawia się słynna piosenka ''What would Grzegorz Filipowski do?''.

Natomiast jeszcze wcześniej, kraj w środku Europy między Wisłą a Bugiem ogarnia pandemonium i filipowskomania. 10-letni Adam Małysz goli brodę i postanawia nie zostawać kolejnym gitarzystą Pantery . Po sekundzie namysłu stwierdza, że jak się golić, to się golić i pozbywa się również wąsów, dzięki czemu jego notatnik wygląda tak:

Zostać gitarzystą Pantery Zostać znakomitym skoczkiem narciarskim Polizać się po łokciu

Po znakomitym polizaniu się po łokciu (noty 19.0, 19.5, 19.0) Małysz próbuje swoich sił jako łyżwiarz figurowy. Nigdy nie jest w stanie oddać jednak na lodzie dwóch równych skoków i postanawia postawić na karierę dekarską. Jego kolejna żona, Hanna Wald dostrzega w nim talent, inwestuje w Małyszowy biznes, a Adam zostaje najbogatszym Polakiem, ale to już zupełnie inna historia...

W zupełnie tej historii zaś dzieje się tak: w Polsce wszyscy chłopcy wymuszają na rodzicach, by zapisywali ich do sekcji łyżwiarstwa figurowego i nazywają kopiące piłkę na podwórkowych boiskach niedobitki mięczakami. Każdy wie bowiem, że jazda figurowa to sport dla prawdziwych facetów. Każdy też wie, że jeśli dalej nikt nie będzie chciał grać w nogę, to za kilkanaście lat nasza reprezentacja będzie przynosić tylko wstyd i wygrywać najwyżej z San Marino, Singapurem czy Tajwanem i to też wyłącznie dlatego, że ich kadry nie dostały do piłek instrukcji obsługi. Ostatnie zdanie jest zaś dowodem na to, że czasami przeznaczenia nie da się oszukać i niektóre rzeczy po prostu muszą się wydarzyć. Tymczasem nie bacząc na to wciąż trwa filipowskomania.

Z kolei jeszcze bardziej tymczasem: - Upada komunizm. Staje się to wtedy, gdy próbuje powtórzyć słynny skok Filipowskiego nazwany ''Rurka z kremem''. Komunizm bardzo boli po tym brzuszek i strzyka go trochę w kości ogonowej. - Kometa Halleya wciąż nie nadlatuje. - Na świat przychodzi Gustav Schafer . Choć nazywa się niewinnie, w przyszłości zostanie perkusistą Tokio Hotel.

Filipowski robi zawrotną karierę i jest wcieleniem boga na Ziemi. No przynajmniej na tej części Ziemi, która leży między Bałtykiem a Tatrami oraz na wyspach Kiusiu, Hokkaido, Sikoku i Honsiu. Cóż, Japończycy zawsze mieli talent do wybierania sobie dziwnych idoli . Generalnie wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy i inne rzeczy, na które liczył Maks, nim się dowiedział, że stanowi sporą część pozostałych przy życiu mężczyzn, to dla Grzegorza codzienność. W międzyczasie komunizm upada do reszty. Upada też mur berliński, chociaż Niemcy ze wschodu, gdy dowiedzieli się, że po drugiej stronie czyha śpiewający David Hasselhoff błagali, by go jednak nie wyburzać.

W końcu, nie bacząc na niebezpieczeństwa, nadchodzi rok 1990 i pierwsze wybory prezydenckie w Polsce, która w ''Psach'' będzie zwana odnowioną, demokratyczną Rzeczpospolitą. Filipowski nie miesza się do polityki, ale gdy ktoś zauważa, jak idzie z tajemniczą czarną teczką natychmiast wpada na pomysł zrobienia z niego kandydata. Szybko zostaje sformowana Partia F, a ludność domaga się olania wyborów i od razu koronowania Filipowskiego na króla. Dopiero po kilku dniach sportowcowi udaje się wytłumaczyć, że nie chce, a ludność ustępuje dopiero, gdy otwiera swoją czarną walizkę i pokazuje, że nie ma tam papierów na wszystkich tylko łyżwy i drugie śniadanie. Filipowski pozostaje nieugięty nawet, kiedy pada obietnica, że jego kanapka z salcesonem i musztardą zostanie ministrem spraw zagranicznych.

Aby odciąć się od popularności i móc spokojnie przygotować się do igrzysk w Albertville, Filipowski postanawia trenować tam, gdzie Rocky w ''Rockym 4'', czyli tutaj

W tej pięknej śnieżnej scenerii polski mistrz zajmuje się odśnieżaniem i wycinaniem axli oraz sporych połaci lasu. Podczas jednej ze swoich eskapad spotyka Tomasa Brolina, który także lubi rozerwać się machając siekierą. Sportowcy zaprzyjaźniają się i prowadzą długie rozmowy przy wycinaniu lasu . Młody napastnik Parmy zwierza się Filipowskiemu, że czasem ma ochotę rzucić piłkę w diabły i zostać prawdziwym drwalem. Grzegorz odpowiada na to tekstem, który blisko 10 lat później przejdzie do klasyki polskiego kina. - Wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zaje... bardzo, ale to bardzo ważne pytanie: co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić - mówi. Brolin bierze sobie tę radę do serca, dzięki czemu za kilka lat szwedzcy kibice będą szczerze Filipowskiego nienawidzić.

Polscy kibice dla odmiany Filipowskiego kochają. Zwłaszcza, że stanowi 100 procent polskich nadziei medalowych. Zresztą to nie dziwi, bo biało-czerwoni wysyłają do Francji tak ubogą ekipę, że nasz eksportowy łyżwiarz musi robić zarówno za chorążego, jak i niesioną flagę. Wszyscy są zachwyceni - bardzo ładnie powiewa na wietrze - mówią. Kilku sędziów z przyzwyczajenia wyciąga tabliczki z napisem 10, a jeden z napisem ''will judge for food''.

Kiedy ruszają olimpijskie zawody w łyżwiarstwie figurowym polscy kibice wyposażeni w trąbki,  piszczałki i wąsy tłumnie zasiadają w hali. Sprawa złota rozstrzyga się już na początku. Podczas programu krótkiego w czasie piruetu Filipowski obraca się tak szybko, że wwierca się w lodowisko i odkrywa znajdujące się pod halą olbrzymie pokłady ropy. Francuzi szaleją więc ze szczęścia. Mniej szczęśliwi będą, gdy kilkanaście lat później pewien prezydent pewnych Stanów Zjednoczonych z powodu odkrycia Filipowskiego postanowi najechać Francję pod pretekstem niesienia demokracji i posiadania przez nią broni nuklearnej. Tłumaczenia Francuzów, że demokrację mieli na długo nim w Ameryce zdążyli demokratycznie mordować pierwszych Indian, którzy chamsko wykorzystali nieobecność Amerykanów, by zająć ich tereny, a broń atomową mają od 1960 zbywane są tekstem ''winny się tłumaczy bleeeeeee ''.

Wtedy jeszcze jednak nikt tego nie wie. Wiadomo natomiast, że przed programem dowolnym Filipowski ma tak olbrzymią przewagę nad drugim Viktorem Petrenką, że aby wygrać wystarczy, żeby założył łyżwy, wyjechał na lód i pomachał. Filipowski jednak zamiast machać jedzie swój popisowy program do ''Seasons in the Abyss'' Slayera . W jego czasie dokonuje kilku niesamowitych wyczynów, między innymi rozwiązuje sudoku w rekordowo krótkim czasie, znajduje Bursztynową Komnatę, a podczas poczwórnego axla zawisa nagle w powietrzu i zaczyna się kręcić w drugą stronę. Pytany o to przez dziennikarzy odpowiada, że coś mu się pomyliło. Bez problemu zdobywa więc złoto i jest bezapelacyjnie największą gwiazdą polskiego sportu.

Kiedy latem tego samego roku z igrzysk w Barcelonie wracają ze srebrnymi medalami polscy piłkarze, na lotnisku wita ich zaledwie kilka osób. Zawodnicy w duchu dziękują, że nie mają dzieci, bo inne dzieci naśmiewałyby się z nich w przedszkolu, że ich tatusiowie grają w piłkę, a twierdzą, że są sportowcami. Nawet dzieci bowiem wiedzą, że jedyny prawdziwy sport to przecież łyżwiarstwo figurowe. Dzięki takiemu przeświadczeniu i sukcesom Filipowskiego w potęgę rośnie Polski Związek Łyżwiarstwa Figurowego, który zyskuje coraz większą autonomię. Coraz częściej mówi się o zjawisku znanym powszechnie jako ''Lodowe dziadki''. co robią, dlaczego są lodowe i są dziadkami oraz jak przejmą władzę nad światem - tego dowiecie się z części kolejnej.

Andrzej Bazylczuk & Łukasz Miszewski