44. Super Bowl - liczy się futbol. I reklama

Super Bowl czyli mecz finałowy amerykańskiej ligi NFL to wielkie święto futbolu amerykańskiego, sprzedawców popcornu i piwa oraz reklamożerców. Jeśli jesteście zainteresowani tym, jakie kampanie będą rządziły w tym roku i kibicujecie spotom ciekawszym niż te, w których proszek Bieluch usunie z Waszych koszul wszystko, łącznie z guzikami, a Muchozole Lighty smakują prawdziwym mężczyznom - oglądajcie tegoroczne spotkanie o Super Michę. A ten tekst jest dla Was.

Super Bowl to jedno z największych sportowych wydarzeń telewizyjnych świata. Ubiegłoroczny pojedynek Arizona Cardinals z Pittsburgh Steelers obejrzało 98 milionów widzów. Mówi się o tym, że widownia tegorocznego starcia New Orleans Saints z Indianapolis Colts (7 lutego) może przekroczyć magiczną barierę 100 milionów (i to takich, co to Wałęsa nie będzie musiał oddawać). Mówi się także o innych rzeczach - głównie o antyaborcyjnym (czy raczej ''prolajfowym'') spocie, który ma być wyświetlony w przerwie meczu - a w nim matka uniwersyteckiej gwiazdy futbolowej Tima Tebowa opowiada o tym, jak to namawiana przez lekarzy do aborcji odmówiła i urodziła rozgrywającego rozgrywającego Florida Gators. Feministki protestują, racjonalni przypominają, że NFL to liga, w której 3 miliony zielonych za 30-sekundową reklamę (podczas Super Bowl) zdarzają się. Dlatego też - bo nikt nie chce wyrzucać pieniędzy w błoto - SB to zawsze czas na premierę spektakularnych spotów...

.... no może nie zawsze. Pierwszą ważną reklamą, przeszkadzającą widzom w oglądaniu ton zawodników, ochraniaczy i przemocy była ta z roku 1973 , głównie dlatego, że namówiono do udziału w niej Joe Namatha, legendarnego quarterbacka New York Jets. Wtedy też powstało słynne Twierdzenie Łojerum, które mówi, że drewniany sportowiec + psychodeliczna blondynka + płyn do oczyszczania twarzy Noxzema = coś, przy czym człowiek żałuje, że nie był w momencie oglądania gdzieś indziej. Choćby na krześle elektrycznym.

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami Siedem lat później znów, co zaprawdę zadziwiające, rozgrywano Super Bowl. I ponownie ściągnięto do udziału w reklamie gwiazdę futbolu. Ściągającym była Coca-Cola, ściąganym ''Mean Joe'' Greene z Pittsburgh Steelers.

Po wielu latach inna firma postanowiła sparodiować ten pomysł z inną gwiazdą innego futbolu? Zgadnijcie, co to była za korporacja?

Coca-Cola nie pozostała dłużna i w 2009 dokonała autoparodii z innym świetnym defensorem Pittsburgha, a jednocześnie największym (prawdopodobnie) fanem Jona Bon Jovi - Troyem Lelumpolelum Polamalu.

Pittsburgh nawiasem mówiąc wygrał wtedy, w przerwach między reklamami, Super Bowl 29:23 z Arizona Cardinals.

W 1984 ludzkość była świadkiem najbardziej legendarnego spotu w historii SB. Spotu, który puszczają sobie akkaunci, art dajrektorzy, kriejtiw dajrektorzy i inne szychy branży reklamowej, gdy tylko poczują się za pewnie. Kolaboracja Ridleya Scotta (''Obcy'', ''Gladiator'', ''Łowca Androidów''), Apple i George`a Orwella zaowocowało minutą, która powinna dostać Oscara w kategorii ''Film krótkometrażowy jak cholera'', a zatytułowaną oryginalnie ''1984''. Na szczęście wymyślanie strony wizualnej poszło twórcom zdecydowanie lepiej.

1990 to rok wielkiego powrotu Scotta, tym razem w roli człowieka, który miał sprzedać widzom Nissana 300ZX. Zamiast chodzić od domu do domu i wciskać kibicom japońską sportówkę, reżyser zdecydował się jednak na nakręcenie reklamówki.

36 miesięcy później Super Bowl było ciekawe niczym botaniczna ekspedycja naukowa na Saharę. ''Kowboje'' z Dallas złapali ''Bizony'' z Buffalo na lasso, spętali i wypalili im na pośladkach ''owned'', wygrywając 52:17. Dużo bardziej interesujący był pojedynek Larry`ego Birda i Michaela Jordana w H.O.R.S.E. - grze, w której przeciwnicy muszą powtarzać karkołomne i gortatołomne rzuty rywala.

W 1995 oczy fanów sportu zaatakował ponownie Nissan 300ZX - tym razem zamiast Ridleya Scotta użyto innych elementów gwarantujących sukces - ludzika G.I. Joe (zabawka mojego dzieciństwa) i Barbie (zabawka dzieciństwa redaktorek Ciacha.net).

Po pozwie producenta zabawek - firmy Mattel, ten spot już się nie pojawił.

Super Bowl zawsze były bolesne, zawsze były wielkim show, ale nie zawsze były ciekawe tak po prostu, czyli po sportowemu. Bardziej pasjonująco wyglądało czasem Bud Bowl czyli pojawiająca się rok w rok od 1989 do 1997 (oprócz 1996) futbolowa wojna pomiędzy Budweiserem a Budem Lightem. A wyglądająca na przykład tak

Jeśli kogoś interesują wyniki tych pojedynków, to prezentowały się one następująco: 1989 - Budweiser 27 - Bud Light 24, 1990 - Budweiser 36 - Bud Light 34, 1991 - Budweiser 21 - Bud 23 Light, 1992 - Budweiser 27 - Bud Light 24. 1993 - Budweiser 35 - Bud Light 31, 1994 - Budweiser 14 - Bud Light 20, 1995 - Budweiser 26 - Bud Light 24, 1997 - Budweiser 27 - Bud Light 24.

W tym roku także być interesująco. Przynajmniej z reklamowego punktu widzenia.

Gdzie można w Polsce oglądać Super Bowl w większym gronie - dowiecie się tutaj .

Łukasz Miszewski