Co zapamiętam z mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych

Było różnie - cudownie, groźnie i przygnębiająco źle. Część rzeczy dla własnego bezpieczeństwa lepiej wyrzucić z pamięci. Ale wiele było takich chwil, które warto pielęgnować. Przeżyjmy je jeszcze raz.

Trzy bramki Bieleckiego z Niemcami

Karol BieleckiKarol Bielecki Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Pierwszy mecz, grupa śmierci, w dodatku na początek najgroźniejszy przeciwnik. Tak wtedy wszyscy myśleliśmy i tak to wyglądało, kiedy mimo bardzo dobrej gry Polaków wynik cały czas był na styku. Aż tuż przed przerwą zirytował się Karol Bielecki i walnął trzy razy, a co gol, to ładniejszy. Z jednej bramki przewagi zrobiły się cztery. I choć Niemcy gonili, choć potrafili się zbliżyć na dwie bramki, to tak naprawdę cały czas sytuacja była pod kontrolą.

Trzy bramki Michała Jureckiego ze Szwecją

Michał JureckiMichał Jurecki Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Szwedzi, choć ostatecznie pożegnali się z turniejem już po pierwszej rundzie - w meczu z Polską zagrali chyba nawet lepiej niż Niemcy. Jeszcze na dziesięć minut przed końcem meczu był remis. Wtedy jednak sygnał dał Krzysztof Lijewski, Szmal posłuchał i zaczął bronić... No, jak Szmal. I właściwie nie zaczął, tylko bronił nadal. A co Lijewski zaczął, zakończył Michał Jurecki, który rzucił trzy bramki z rzędu i zamiast 23:22 zrobiło się 26:22. Na koniec, żeby jeszcze pognębić Szweda, świetnie podał na koło do Bartosza Jureckiego.

Rosiński w meczu ze Szwcją

Tomasz RosińskiTomasz Rosiński Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Nie ma od dawna Grzegorza Tkaczyka, nie ma Wleklaka, a na środku rozegrania ktoś być musi. W polskiej drużynie oznaczało to Bartłomieja Jaszkę albo debiutującego na wielkiej imprezie Tomasza Rosińskiego. I to Rosiński był odkryciem pierwszej fazy grupowej, a jego największym popisem był mecz ze Szwecją, w którym rzucił sześć bramek - co jedna, to ważniejsza. Zanim bowiem Jureccy mogli Szwedów wykończyć, trzeba było ich gonić, bo po kwadransie przegrywaliśmy czterema bramkami. Między tym momentem i remisem 9:9 minęło kilka minut, kilka świetnych interwencji Szmala i dwie arcyważne bramki Rosińskiego. Później dzięki jego kolejnym bramkom Szwedzi nie odjechali nam pod koniec pierwszej połowy, my za to Szwedom jak najbardziej w drugiej.

Szmal i pogoń w meczu ze Słowenią

Bramkarz reprezentacji Sławomir SzmalBramkarz reprezentacji Sławomir Szmal Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Awans niby był już w kieszeni, ale przez to mecz ze Słowenią nabierał jeszcze większej wagi, zmieniając się w pierwszy mecz o półfinał. Słoweńcy mieli być najłatwiejszym przeciwnikiem z naszej grupy, a okazali się największą zmorą prowadzoną przez niesamowicie broniącego Gorazda Skofa (z pięciu karnych dla Polski obronił aż trzy). Na sześć minut przed końcem meczu Słoweńcy prowadzili czterema bramkami i wyglądało na to, że walkę o półfinał zawodnicy Wenty zaczną od porażki. Ale wtedy Szmal powiedział sobie najwyraźniej ''porażka my ass'' i wpadł w trans, w którym prawdopodobnie byłby w stanie obronić nawet pomysł zabrania Pawła Sibika na mundial. Nie dał się pokonać nikomu przez bite sześć minut. A Polacy rzucali - Jurkiewicz, Tłuczyński, który wcześniej pudłował, w decydującej chwili jednak z karnego trafił, Żółtak. I w ostatniej naszej akcji Bartosz Jurecki. Potem już tylko kardiolodzy podliczali zyski.

Twarz Michała Jureckiego w meczu z Hiszpanią

Michał JureckiMichał Jurecki Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Okrutnie obity przez Szwedów (między innymi miał rozbity nos i podejrzenie złamania) młodszy z braci Jureckich ze Słowenią nie zagrał. Na mecz z Hiszpanią wrócił i każdy mógł zobaczyć, jak wygląda piłkarz ręczny po przejściach. W tysiącu słów - wygląda tak:

Michał Jurecki po jednym z meczów MEMichał Jurecki po jednym z meczów ME Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

I co? I nic - na boisko nie wszedł, ale wparował, zagrał świetnie. Rzucił trzy bramki, wszystkie ważne, a w obronie zrobił z Hiszpanom to, co zwykli robić gangsterzy z obcęgami i palnikami.

Jurasik w meczu z Hiszpanią

Mariusz JurasikMariusz Jurasik Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Mecz z Hiszpanią, bodaj najlepszy na tym turnieju, nie miał jednego bohatera. Bohaterem była cała drużyna, świetnie ustawiona przez Bogdana Wentę. Popsuły się armaty Bieleckiego i Rosińskiego? Rzucali inni. Bartosz Jurecki rzucił sześć bramek, ale cichym bohaterem meczu był Mariusz Jurasik. Rok temu uznany za najlepszego prawoskrzydłowego świata w międzyczasie zdążył zakończyć grę w reprezentacji, pojechać na urlop, wrócić z niego niemal awaryjnie, wskoczyć do drużyny. I w meczu z Hiszpanami zagrać tak, jak przyzwyczaił - mimo problemów kondycyjnych radził sobie nawet w szybkim kontrataku, ostatecznie rzucił pięć bramek. Jak on to zebrał? Z wdziękiem doświadczonego mistrza - oto jak.

Początek Bieleckiego w meczu z Czechami

Karol BieleckiKarol Bielecki Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

To nie był turniej Karola Bieleckiego, ale chwilami widzieliśmy starego dobrego Karolgola, który jak rzuci, to nie ma co zbierać. Na samym początku meczu o półfinał Bielecki stracił piłkę, Czesi rzucili bramkę. I wtedy Bielecki się wściekł. Błyskawicznie rzucił wyrównującego gola, potem miał asystę, potem rzucił kolejnego i jeszcze jednego. Po nim podniósł ręce do góry i zaczął nakręcać publiczność. Potrzebował kwadransa, żeby rzucić sześć bramek. I choć potem było nerwowo, nawet bardzo, także za sprawą gubiącego piłki Bieleckiego - to on rozpoczął natarcie w meczu, który dał Polakom awans do półfinału.

Wrzask Wyszomirskiego w meczu z Czechami

W meczu z Hiszpanią Wyszomirski wszedł za Szmala i szybko puścił cztery bramki, co skwitował mówiąc do Wenty: ''A teraz może mnie trener pier...ć''. Na to trener odpowiedział ''Ja to cię mogę pocałować''. I pocałował. W kolejnym meczu Wyszomirski musiał wejść znów. I na dzień dobry obronił groźny rzut rywali. A potem kolejny. A potem wyrzucił ręce w górę i wrzasnął tak, jak oczekiwalibyśmy po członku najwaleczniejszej reprezentacji Polski.

Blok Jaszki w meczu z Czechami

Miłośnicy mocnych wrażeń mieli w meczu z Czechami prawdziwą ucztę. Na dwie minuty przed końcem był remis. Rzucił Krzysztof Lijewski, rzucił Michał Jurecki, ale po jego bramce błyskawicznie odpowiedzieli rywale. 17 sekund do końca, Polacy prowadzą jednym golem i mają piłkę. Sytuacja niby wymarzona, ale jeden błąd może kosztować bardzo drogo. Tym bardziej, że z wymyślonej przez Bogdana Wentę tuż przed końcem akcji nie udało się rzucić. Galia obronił rzut Michała Jureckiego, długie podanie, rywal rzuca. Sekundy rozciągnęły się jak gorący karmel, mi serce podjechało do gardła. Rywal rzuca, Jaszka wyrasta przed nim jak spod ziemi i blokuje! Polacy są w półfinale.

Szmal i pogoń w meczu z Islandią

Sławomir SzmalSławomir Szmal Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Na zakończenie turnieju zobaczyliśmy coś, co do naszych piłkarzy ręcznych pasuje idealnie. Niesamowitą pogoń w przegranej zdawałoby się już sytuacji. Kolejny, który to już na tym turnieju trans Szmala. Długie siedem minut, kiedy Islandczycy nie pokonali go ani razu, a kiedy Polacy z ośmiu bramek straty odrobili sześć. I 56. minutę, kiedy z trzech bramek straty udało się zrobić tylko jedną. Że się nie udało? Cóż, po tak fatalnej pierwszej połowie byłoby cudem chyba zbyt wielkim, żeby się udało, zwłaszcza przy tak poważnym rywalu. Ale i tak wrażenie było niesamowite. I aż chce się pamiętać i czekać na ich kolejny wielki turniej. To już tylko rok.

Piotr Mikołajczyk