Szpital na austriackich peryferiach, czyli ekipa Wenty

Piłka ręczna to więcej niż sport. A przynajmniej więcej niż jeden sport - należy uwzględnić to, że dużą rolę odgrywają w nim między innymi zapasy. Na tyle dużą, że polscy szczypiorniści może i wrócili z Austrii bez medalu, ale i to czwarte miejsce kosztowało ich wiele krwi, potu i łez. A w sumie zamiast ''łez'' powinienem napisać ''i jeszcze więcej krwi''.

Lista kontuzji, urazów i niedomagań, z którymi zmagali się Polacy jest dłuższa niż lista gwiazd pojawiających się na rozdaniu Oscarów.

Cingulum membri superioris. Już przed mistrzostwami było nieciekawie. Wystrzeliwanie na treningach tysięcy piłek z prędkością TGV często kończy się u szczypiornistów urazami barku. Tego typu kontuzja wyłączyła z wyjazdu na turniej w Austrii Damiana Wleklaka i Pawła Piwko. Jak przy tak potężnych rzutach ręka Karola ''Burzyciela Domów'' Bieleckiego jeszcze trzyma się na swoim miejscu, pozostaje zagadką nie do wyjaśnienia. Tłumaczyć by to mogło chyba tylko to, że może być spokrewniony z Jaxem .

Articulatio genus. Kolano nie pozwoliło na pozwiedzanie Austrii także Grzegorzowi Tkaczykowi. We wrześniu były kapitan reprezentacji przeszedł artroskopię, która wykazała, że jego chrząstki stawowe są w gorszym stanie niż islandzka gospodarka. Polski środkowy rozgrywający dostał kilkumiesięcznego bana na grę. Zabrano mu nawet Playstation.

Tonsilla palatina. Przed mistrzostwami zabieg wycięcia migdałków przeszedł Marcin Lijewski. Stracił po nim sześć kilogramów i podobno wyglądał jak jeden z bohaterów drugiego planu w ''Świcie żywych trupów''. Na ubiegłorocznych mistrzostwach globu rzucił 34 bramki i miał 25 asyst, w Austrii tylko osiem razy pokonał bramkarza rywali. Ale robił wszystko, co było w jego mocy, żeby pomóc drużynie.

Membrum inferior. Sprowadzony w trybie awaryjnym do kadry Mariusz Jurasik od razu załatwił sobie bliżej nieokreślony uraz nogi. Jeśli to nie wyglądało już na fatum, to podejrzewam, że w takim wypadku nie rozpoznałbym fatum nawet gdyby spadło na mnie z dziesiątego piętra.

Os nasale. Szwedzi przestali już nas wprawdzie podtapiać i oblegać Jasną Górę, ale w meczu z naszymi szczypiornistami udowodnili, że maltretowania naszych zawodników sobie nie odpuszczą. Michałowi Jureckiemu na przykład obili nos. I to tak, że podejrzewano nawet, że jest złamany. Pomogło? Cóż... ''Dzidziuś'' rzucił trzy z ostatnich czterech bramek w tym meczu dla Polaków. W kolejnym meczu z Hiszpanami dorzucił następne trzy. Ristekpa.

Articulatio talocruralis. Wszystkim wydawało się zawsze, że aby powstrzymać Artura Siódmiaka potrzeba przynajmniej dywizji pancernej. Okazało się jednak, że wystarczy staw skokowy, którego kontuzja nie pozwoliła hauptmannowi naszej defensywy zagrać w spotkaniu z Francją. A przypominam - w meczu z Francją, bez ''Siudyma'', obrona biało-czerwonych była gdzie indziej. Nie wiadomo dokładnie gdzie, ale na pewno nie w hali. Od tego spotkania też niestety zaczęło się nasze pasmo porażek.

Caput. Meczu z Czechami nie będzie też dobrze wspominał Tomasz Rosiński i to nie tylko dlatego, że każdego to spotkanie mogło przyprawić o infarctus myocardii (zawał mięśnia sercowego). Naszych południowych sąsiadów nie wzruszyło to, że ''Rosa'' jest odkryciem mistrzostw i traktowali Polaka dość bezpardonowo. Wprawdzie Rosiński finalnie nie okazał się ''kaputt'', ale ucierpiała jego krwawiąca po jednym ze starć głowa - rozcięta skóra wymagała nałożenia sześciu szwów. Rosińskiemu zupełnie nie przeszkadzało to w grze.

Articulatio talocruralis po raz kolejny. Podczas turnieju lekko skręcił staw skokowy Michał Jurecki. Podobno szybko poradził sobie z kontuzją - rzucił jej bramkę z drugiej linii.

Dens. Podczas półfinału, który przegraliśmy z Norwegią Chorwacją Marcin Lijewski stracił w jednej z akcji ząb. Sędziowie nawet tego nie zauważyli. Najlepszy prawy rozgrywający ubiegłorocznych mistrzostw świata prawie też nie.

Dziesiątkowani przez urazy i grający naprawdę twardo Polacy przyjechali z dużej imprezy z miejscem, o którym nasi piłkarze nożni mogliby tylko pomarzyć. I do tego dokonali tego nie narzekając na wszystko, co tylko musieli sobie wykurować.

Naprawdę - duży szacunek panowie.

Łukasz Miszewski