Siedem brzęknięć wuwuzeli po zakończeniu PNA 2010

Wrota Pucharu Afryki 2010 zostały zamknięte. Egipt po raz trzeci z rzędu, a po raz siódmy w ogóle, został mistrzem Afryki. Tak wieloletniej futbolowej dyktatury Czarny Ląd jeszcze nigdy nie doświadczył. Faraonowie pokazali reszcie kontynentu jak powinno się grać w piłkę i tym ciekawsze wydaje się pytanie czemu jedyną rzeczą na mundialu RPA mającą choćby luźny związek z Egiptem będą noszone przez Vicente del Bosque wąsy w stylu Shehaty.

1. Geddo . Było już tutaj o bramkarzu El-Hadarym, było o Zidanie, było o trenerze Shehacie. Pora teraz na bohatera finału - Geddo. 18 minut z Nigerią, 22 z Mozambikiem, 24 z Beninem, 53 z Kamerunem (w tym dogrywka), 32 z Algierią i 20 z Ghaną w finale. Zawsze z ławki, prawie zawsze ze zdobytym golem (wyjątek stanowi spotkanie z Beninem). Dżoker idealny, król strzelców PNA 2010. Potrafi znaleźć się tam, gdzie za chwilę znajdzie się piłka a później posłać ją dokładnie tam, gdzie sobie zaplanuje.

Podobno Egipcjanie zastanawiają się czy imieniem chyżonogiego napastnika nie nazwać pustynnej wersji kijków do nordic walking.

2. Faraonowie . Jeśli zdobywa się trzy razy pod rząd tytuł najlepszej drużyny w Afryce, to można mówić o swoistym trendzie - trendzie w zdobywaniu kolejnych mistrzostw Afryki. O ile dwa lata temu drużyna Shehaty dokonała rzeczy niezwykłej, o tyle turniej w Angoli był potwierdzeniem, że nie ma na Czarnym Lądzie drugiej tak poukładanej i stabilnej ekipy jak Egipt. Właśnie w ich składzie występował najlepszy bramkarz turnieju (El-Hadary), najlepszy boczny obrońca (Al-Muhammadi, o nim za chwilę), jeden z najlepszych pomocników (Ahmed Hassan) i najskuteczniejszy napastnik (Gedo). Właśnie Egipt nie uronił w grupie żadnego punktu i właśnie on strzelił też najwięcej goli. Właśnie Egipt potrafił stworzyć dobrze rozumiejący się kolektyw (czy ktoś tęskni za Mido? czy ktoś widział jakieś gwiazdorskie zagrywki Zidana?) i zmobilizować się, gdy gra nie szła (dogrywka z Kamerunem i finał). To wszystko Egipt potrafił i właśnie dlatego to on triumfował na PNA 2010. Czapki z głów.

Żeby jednak nie było zbyt słodko... Jeśli czytają ten tekst egipskie dzieci i nastolatkowie, oto informacja dla Was: spójrzcie, tak wyglądają mistrzostwa świata w piłce nożnej, na których gra wasza reprezentacja. To był 1990 rok, Wasi rodzice być może się jeszcze wtedy nie znali.

3. Ghana . Choć w finale Ghanijczycy mogli Egipcjanom sprzątnąć tytuł sprzed nosa, to w przekroju całego turnieju prezentowali się od nich dużo gorzej. Podstawą sukcesu okazały się solidne zasieki w obronie. Co ciekawe, głównymi elementami tej napastnikoszczelnej bariery były dwa młodziaki - Isaac Vorsah (1988) z Hoffenheim i Samuel Inkoom (1989) z FC Basel (ciekawe nazwisko chłopcze). Im dalej od swojej bramki, tym filozofia gry była prostsza. Piłka do Kwadwo Asamoaha, ten patrzy w lewo, patrzy w prawo i zagrywa do Gyana. A ten strzela gola. W finale ten numer nie przeszedł, więc finał Ghanijczycy przegrali.

4. ...i długo, długo nic . Pozostałe ekipy albo nie chciały albo nie umiały skutecznie włączyć się do walki o trofeum. Mimo że na nigeryjskich szyjach zawisły brązowe medale, trudno mi jakoś miotać komplementy pod adresem Super Orłów. Algieria grała z pasją, ale to wciąż drużyna jeszcze nieoszlifowana i surowa jak stek z antylopy. Kamerun jest dla mnie największym rozczarowaniem turnieju. Lwy Nieposkromione zwykle snuły się po boisku, jakby znajdowały się na nim za karę. Do tego szkolne błędy (Geremi, przyprowadź na wywiadówkę rodziców), brak koncentracji i Eto'o, który w Interze strzela bramkę nawet wydmuchując nos a w Angoli był średni jak filmy dodawane do "Blasków i fleszy". WKS tylko w grupowym meczu z Ghaną pokazało, że potrafi coś więcej niż przeciętny afrykański zespół. Mali zupełnie bez wyrazu, Gabon tylko z jednym błyskiem, Tunezja nie i jeszcze długo nie oraz chcący-ale-nie-mogący gospodarze. O reszcie zespołów można mówić albo w kategoriach ciekawostki geograficznej albo nie warto mówić w ogóle.

5. Oczarowania . Żeby jednak nie narzekać - pojawiło się też kilka indywidualności, przedtem mało znanych. Jednym z ciekawszym zawodników na tym turnieju jest 23-letni zawodnik Faraonów - Ahmed Al-Muhammadi . Ma on wszystkie cechy nowoczesnego bocznego obrońcy: siłę, przebojowość, dokładne dośrodkowanie i niezwykły ciąg na bramkę. Błysnął już na Pucharze Konfederacji (po nim miał trafić do Sunderlandu lub Blackburn), ale dopiero w Angoli pokazał swe atuty w pełnej krasie. Podobnymi cechami i tym samym wiekiem legitymuje się także Mabina - prawy pomocnik reprezentacji Angoli. Każda wrzutka w pole karne kończyła się popłochem przeciwników albo golem Flavio. Albo jednym i drugim (podpowiedź dla Polskich klubów: Mabina wciąż gra w ojczyźnie...). Świetne wrażenie robił też ofensywny duet reprezentacji Zambii - Jacob Mulenga i Christopher Katongo . Nie są oni jednak anonimowi - ten pierwszy gra w Utrechcie a także jest młodszy i wyższy, ten drugi w Arminii Bielefeld a jest starszy i niższy (169cm). Razem opanują świat To przede wszystkim dzięki nim Zambijczycy wyszli z grupy i byli blisko półfinałów.

6. Prezent dla innej cywilizacji . Gdyby ta sama komisja, która odpowiedzialna jest za robienie Największej Kanapki na Świecie i organizowanie zawodów w jedzeniu hot-dogów na czas postanowiła wysłać w kosmos kapsułę z jedną rzeczą związaną z PNA 2010, to powinien być to mecz Angola - Mali 4:4.

Ewentualnie mogłyby to być włosy znad czoła Chaouchiego .

7. Kurde, fajny turniej, szkoda, że się skończył.

Przemysław Nosal