10 największych idiotyzmów w grach sportowych

Gry komputerowe i sport to znakomite połączenie, a kto się nie zgadza, ten z policji z XIX wieku. Gry komputerowe i Z Czuba to połączenie z kolei wręcz świetne. Gry komputerowe i sport plus Z Czuba to zaś połączenie najlepsze od czasów łączącego Wyspy Brytyjskie z kontynentem Kanału La Manche. Nie znaczy to jednak, że jako zapaleni fani fif, enbiejów, enejczeli i innych maddenów nie zauważamy ich smutnych i oczywistych wad oraz przerażających błędów. Które czasem prowadzą do naprawdę wysokiej klasy idiotyzmów.

Radosław Kałużny fail . I kilka innych menedżerowych faili, ale już, przynajmniej dla nas, mniejszych. Granie w CM-a jest ok. Granie w FM-a jest ok. Ok jest też to, że wielkimi gwiazdami okazują się w tych produkcjach ludzie, którzy do prawdziwych gwiazd mają dalej niż kiedykolwiek miał Gagarin . Ale Radosław Kałużny? Kaman! Polak był superstarem Championship Managera 01/02, a opis jego przygody z piłką, w której częściej kopie prąd niż cokolwiek innego zajmuje blisko 1/3 z poświęconego mu wpisu na Wikipedii. Żeby było śmieszniej gra powstawała, kiedy to polski pomocnik miał wprawdzie za sobą świetny sezon w Energie Cottbus, ale był już bliżej trzydziestki niż dwudziestki i było raczej wiadome, że nie będzie ''białym Makelele''. Tymczasem twórcy gry uznali najwyraźniej, że był grzeczny, przeprowadzał staruszki przez przejścia dla pieszych, budował karmniki dla sikorek i takie tam, bo obdarzyli cyberwersję Kałużnego umiejętnościami podboju każdej ligi i każdego boiska. Gdyby świat był stadionem, z takim Kałużnym mielibyśmy Polskę od oceanu do oceanu.

Pięciominutówki fail. W ''NHL 97'', ''NHL 98''. ''NHL 99'' z reguły graliśmy pięciominutowe spotkania. Zagranie całego sezonu w trybie na przykład 20-minutowym było już blisko 30 godzinami czystej gry (o ile można nazwać czystą grą,w której co chwile ktoś rozpłaszczany jest na bandzie a co dwie chwile dochodzi do bójki) i gdybyśmy chcieli zobaczyć, jak nam pójdzie w kolejnych kilku, to ten tekst zamiast teraz ukazałby się na Z Czuba gdzieś w okolicach roku 2014. Komputer jednak, niesforny niczym HAL 9000 , nie przyjmował do wiadomości tego, że mecze w realnym NHL nie trwają z reguły pięciu minut i zasugerowany naszymi meczami symulował wyniki pozostałych spotkań w sposób sugerujący, że tak jest. Dzięki temu pół naszego dzieciństwa wydawało się nam, że sformułowanie ''hokejowy wynik'' oznacza 1:0, a zdobywca w całym sezonie 35 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej jest hokejowym geniuszem.

Mutanci fail. Komputer lubi tworzyć czasem (albo akceptować stworzone przez graczy) postaci, które Michaela Jordana, Michaela Schumachera, Ronaldo i Mario Lemieux zjadłyby w butach, łyżwach, z językiem i z kierownicą. Naraz. Niby wszyscy kochają gwiazdy, ale... bez przesady. Ten typ, jak podejrzewamy, nawet u Iwony Pavlović miałby same 11.0.

Naszemu znajomemu udało się kiedyś w ''NBA Live 2000'' stworzyć mutanta większego niż Szablozębny - postać, która przy przy symulowaniu sezonu notuje 70-90 punktów na mecz, przeszło 20 zbiórek w obronie, jakieś 23-25 bloków i przez 18 lat kariery nie zaliczyła ani jednego celnego osobistego, ani jednej zbiórki ofensywnej i tyleż samo asyst. Pewnie to wbrew jego przekonaniom.

Patenciki fail. Gry sportowe to dla fanów gier i sportu w jednym czysta przyjemność. Do momentu. Do momentu, w którym odkrywamy mały patencik i trik, który pozwala nam robić komputerowego przeciwnika w Commmodore 64 trąbę. Może to być jazda/bieg równolegle do bramki i strzał, który zawsze, jak ułan, idzie prosto w okno (NHL 99, FIFA 98), może tez być na przykład nabieg na bramkę pod lekkim skosem i... no cóż, niech żyje oryginalność, strzał w okno (Striker 94), może to być też przewrót Immelmana i załatwienie Niemca strzałem w okno czy inną szybę ( Red Baron ). Dałoby się tych sposobów nie używać, ale świadomość tego, że gdzieś tam, w tym gąszczu między kartą graficzną, płytą główną a gumą do żucia istnieją, sprawia, że nie możemy się oprzeć.

Zawodnicy widmo fail. Fenomen nieistniejących sportowców w grach zasługuje na osobny tekst, dlatego też go napisaliśmy . Trudno jednak o widmowych zawodnikach nie wspomnieć i tutaj. Rozumiemy, że brak licencji albo akcja charytatywna potrafią dać czasem dziwne efekty, ale dla nas największym hitem i tak pozostanie Jacek Dobrowolski z ''Euro 2004'', czyli największa zagadka od czasu zaginięcia Jimmy'ego Hoffy. Podobno miała powstać komisja śledcza wyjaśniająca, skąd nieistniejący zawodnik wziął się w całkiem realnej reprezentacji Polski w oficjalnej grze Mistrzostw Europy w Portugalii. Niestety, nie udało się ustalić jaką metodą wybrać metodę wyboru członków komisji.

Kartki fail. Jeśli w ''Fifie 2001'' sędziów wzorowano na jakimś prawdziwym arbitrze, to obstawiamy, że był to Graham Poll. Anglik na Mistrzostwach Świata w 2006 nie wyrzucił z boiska Josipa Simunicia, mimo że ten dostał dwie żółte kartki. W grze podstawą do wyrzucenia zawodnika nie była nawet jedna czerwona. Może sędziowie uznawali, że wstyd jaki wiąże się z dostaniem czerwonego kartonika jest wystarczającą karą? W każdym razie efekt wygalał na przykład tak

Żeby było zabawniej starsze Fify nie rozumiały do końca, że puchary to nie to samo co liga i wszystkie zdobyte gole i kartki wrzucano do jednego wora. Dzięki temu za kartki zdobyte w meczu ligowym pauzowało się w pucharach i odwrotnie.

Klony fail. Mówi się, że niektóre drużyny mają tak świetny skład, że mogłyby wystawić dwie równorzędne jedenastki. W ''Fifie 07'' słowo stało się ciałem i w europejskich rozgrywkach Fenerbahce grało jednocześnie dwa razy.

Widać są w piłkarskim świecie rzeczy, które się Kręcinie nie śniły . Żadnemu z nas nie udało się nigdy sprawić, aby jego drużyna też miała tak dobrze. Specjalnie się nie martwiliśmy- wystarczająco dużo radości dostarczał nam fakt, że często nasz zespół musiał rozgrywać dwa mecze jednego dnia. W dodatku często jeden u siebie a drugi na wyjeździe, co znaczy że w ''Fifie 07'' jest nie tylko klonowanie, ale i teleporty.

Statystyki fail . ''NHL 99'' i ''NHL 2000'' to naprawdę świetne gry, które niegdyś skutecznie sprawiały, że zamiast łamać sobie nogi na podwórku łamaliśmy sobie nadgarstki nad klawiaturą. I one miały jednak efektowne bugi. Na przykład dotyczące bramkarzy - w ''NHL 99'' jeśli zdobyło się gola bramkarzem w statystykach sumowano go nie ze zdobytymi golami, tylko skutecznymi interwencjami, dzięki czemu okazywało się, że nasz goalie ma na koncie więcej trafień niż 10 najlepszych strzelców ligi razem wziętych. Podobny myk był w rok późniejszej edycji, gdzie statystyki z meczu i całego sezonu mieszały się, kiedy bramkarz zostawał bohaterem spotkania i nagle okazywało się, że przy 13 strzałach można mieć 269 interwencji , co daje blisko 21 interwencji na strzał. I to jest właśnie matematyka kreatywna w akcji

Chuligan fail. ''NHL 99'' to nie tylko świetna symulacja hokeja, ale też świetna gra przygodowa. Każdy mecz był bowiem przeżyciem i zawsze mogło stać się coś niesamowitego. A to zawodnik stracił głowę ( dosłownie ), a to komputer zdecydował się przy karnym dla nas wycofać bramkarza, a to przy innym karnym bramkarz wprawdzie był, ale zamiast bronić stał z boku i wykonywał obsceniczne gesty.

Do teraz nie mamy pojęcia co w tej akcji chciał osiągnąć Mike Richter. W każdym razie po takim stylu bronienia widząc Dudek Dance stwierdziliśmy - phi, nuda.

Madden fail. Czy to piłka nożna? Czy to hokej na lodzie? Czy to koszykówka? Czy to wyścigi? Nie. Nie. I jeszcze raz nie. Choć jak mamy być szczerzy, lubimy. W przeciwieństwie do symulacji baseballa.

A jakie błędy gier sportowych najbardziej rozbroiły Was?

Andrzej Bazylczuk & Łukasz Miszewski