Z rakietą wśród zwierząt: podsumowanie pierwszego weekendu na AO

Przed nami ćwierćfinały singlowych konkurencji na Australian Open. Na twardej nawierzchni w Melbourne panują twarde zasady - przetrwać mogą tylko najlepsi, inni skazani są na pożarcie. Zasady te od dawna znają zwierzęta Australii i one zilustrują sytuację na kortach w pełni, po raz kolejny.

Zdradnica śmiercionośna - Nadia Pietrowa

Niezwykle niebezpieczny wąż jadowity, atakujący ludzi z nadzwyczajną częstotliwością. Zwykle żywi się mniejszymi od siebie stworzeniami, ale jego jad potrafi powalić konia. Nadia Pietrowa zaczynała Australian Open z pozycji pretendentki do osiągnięcia 3-4 rundy. Jest już w ćwierćfinale po wyeliminowaniu Kim Clijsters i Swietłany Kuzniecowej. Z jednej strony jest to zaskoczenie, z drugiej Nadia ma równie śmiercionośny oręż, jak zdradnica.

Brumby - Jo-Wilfried Tsonga

Dzikie australijskie konie, zbiegłe człowiekowi, bądź świadomie wypuszczone samopas. W buszu, żyjąc dziko przystosowywały się do nowych warunków, mimo niedoskonałej budowy ciała, inteligentne i przebiegłe potrafiły pozostać przy życiu. Tsonga jest tenisistą, którego kariera nie układa się harmonijnie - kontuzje i "samopas" sprawiały, że Francuz często miał kłopoty z nadwagą, a mimo to regularnie potrafi osiągać dobre wyniki na wielkich turniejach. Sądzę jednak, że ćwierćfinał Australian Open jest już szczytem możliwości. Tam czeka Djokovic.

Diprotodon - Dinara Safina

Największy torbacz w historii ziemi, nie był jednak największym postrachem australijskiej fauny. W konfrontacji z największymi drapieżnikami raczej nie miałby szans. Dziś nie chodzi już po lądzie. Podobnie Dinara Safina - niegdyś na czele rankingu, dziś powoli schodząca ze sceny. Znowu nie wygra turnieju Wielkiego Szlema (przegrała w 1/8 z Marią Kirilenko) i znowu narazi się na kpiny ze strony największego drapieżcy. Serena zaciera ręce.

Emu - Nikołaj Dawydienko

Jeden z najlepszych sprinterów Australii, świetnie sobie radzi również na długich dystansach. Dawydienko w 1/8 finału wykazał się i jedną, i drugą umiejętnością. Bombardującego z forehandu Verdasco po prostu zamęczył regularną, bardzo cierpliwą grą defensywną. Na ile jeszcze takich maratonów starczy mu sił? W ćwierćfinale czeka na niego Federer. Być może Rosjanin powinien już zacząć uciekać.

Spiro