Fotki tenisistów i kierowców F1 (choć nie tylko, patrz: zdjęcia Marcina Urbasia na Naszej Klasie ) w gronie pociesznych australijskich stworzonek są czymś więcej, niż fotki w gondoli podczas pobytu w Wenecji, czy fotki z audiencji u papieża podczas pobytu w Rzymie. Te zwierzaki zdominowały sportowe wydarzenia w Australii do tego stopnia, że przesłoniły meritum a dylemat - utrwalać wywiad z Andym Roddickiem, czy parę kopulujących koala - wybitnym na to dowodem:
Po takiej konstatacji od razu pojawia się pytanie: a gdyby w Polsce pojawiła się równie silna potrzeba fotografowania ze zwierzętami? Co to by były za zwierzęta? Zupełnie naturalnym źródłem naszych poszukiwań będą maskotki, a wynik tych poszukiwań jeden. Czy to igrzyska olimpijskie...
czy Mistrzostwa Europy w Koszykówce...
Polska wprawdzie nie organizuje wyścigu Formuły 1, a turnieje tenisowe nie mają takiej rangi. Ale załóżmy, że J&S Cup rozgrywa się gdzieś w Białowieży, a zawodniczki lansują się z tubylcami...
Hmm, nie jesteśmy pewni, ale chyba właśnie znaleźliśmy odpowiedź, dlaczego Australia jest po drugiej stronie globu, a kopulujące żubry nie przerwałyby wywiadu z Rogerem Federerem. Albo Henin i Szarapowa albo te dwa byczki - razem wyglądają trochę jak z fotomontażu. Cóż. Te z bocianami chyba już sobie darujemy...