Brandon Jennings (Milwaukee Bucks)
ON WRÓCIŁ!!! Nikt nie wie gdzie był od czasu gdy zniknął razem z resztą artefaktów NBA sprzed dwóch dekad. Od czasu do czasu napływały niesprawdzone doniesienia na temat jego miejsca pobytu. A to ktoś widział go surfującego razem ze spodenkami Johna Stocktona. A to ktoś twierdził, że widział jak policzkował go Charles Oakley. Widziano go także na pogrzebie Kevina Duckwortha, w pralni z klasyczną ''tetrisową'' koszulką Denver Nuggets, na poczcie, wysyłającego na konkurs uzbierany album z naklejkami znaczków NBA z gumy do żucia, na boisku osiedlowym próbującego odtworzyć rzut ''spod pachy-tyłem-z połowy'' Isaiah Ridera oraz w sklepie obuwniczym pytającego o ''reeboki pumpy'' i ''kamikaze kempy''. Nieważne jednak z jakiego pieca jadł przez ostatnie kilkanaście lat chleb - ważne, że WRÓCIŁ! FLAT TOP WRÓCIŁ DO NBA!!!
Gdyby to ode mnie zależało, dałbym Brandonowi Jenningsowi tytuł Debiutanta Roku zaraz po meczu z New Jersey. I od razu MVP, MIP, Defensive Player Of The Year i pierwszą nagrodę Mistrzostw Fryzjerstwa Zespołu Szkół Mechanicznych w Rzeszowie w kategorii upięcia fantazyjno-okolicznościowe. Niby Jennings nosił się już tak w liceum, ale NBA czekało na taką fryzurę bardzo długo. Dziękuję Ci Brandon.
Juwan Howard (Portland Trail Blazers)
W meczu przeciwko Clippers Juwan Howard przypomniał sobie dość odległe już czasy Fab Five i zaaplikował przeciwnikom wsad, którego w jego wykonaniu nie widzieliśmy chyba nawet w 1995 roku.
Brawo. Choć oglądając tę próbę w wykonaniu prawie 37-letniego Howarda dawno się tak nie baliśmy o zdrowie koszykarza. Chyba od czasu wsadu 35-letniego wtedy Roberta Horry w finale NBA 2005 (0:53).
Adam Morrison (Los Angeles Lakers)
Adam Morrison dokonał w tym tygodniu największej kradzieży w historii NBA od czasów Havlicka, który ukradł piłkę - ograbił Tima Thomasa z koleżeńskiej piątki przeznaczonej dla Kris Humphriesa.
Myślę, że długa, szczera rozmowa z Andrayem Blatche pomogłaby w ''piątkowej'' kwestii obydwu stronom. A tak na marginesie - za każdym razem gdy widzę Adama Morrisona, jest mi go bardzo żal. Zawsze mam wrażenie, że wolałby w tej chwili siedzieć w swoim pokoju, słuchać Rage Against The Machine i oglądać ''Dzienniki motocyklowe''. Cóż, na razie robi dużo aby już wkrótce jego marzenie się spełniło.
Pau Gasol (Los Angeles Lakers)
Jedni Jeziorowcy kradą innym przybijane piątki, innym Jeziorowcom ktoś kradnie tożsamość - poznajcie Michaela Fantera, a w zasadzie Pau Gasola.
Fanter, którego pewnego dnia po trejdzie Pau Gasola do Lakersów zaczął być mylony na ulicach z Hiszpanem, postanowił wykorzystać ten fakt do zarabiania pieniędzy i zaczął występować publicznie jako sobowtór. Jego usługi można zamówić tutaj . Polecamy także tym, którzy chcą wynająć bezdomnego, sobowtóra Chucka Norrisa albo Marca Gasola.
Nate Robinson (New York Knicks)
Co prawda największym wyczynem Nate'a w tym tygodniu był tryumfalny powrót ze zsyłki na koszykarską Syberię (czy gdzie tam teraz przebywa umiejętność wykonywania osobistych Rajona Rondo) i 41 punktów (w lebron-vs-pistons-esque style ) przeciwko Atlancie, ale ja umieszczam go w PPT ze względu na to, że jest w tym sezonie najlepszym blokującym spośród graczy poniżej sześciu stóp (3 czapy). W historii zdecydowanym liderem jest Terrell Brandon - 226. Za nim jest Avery Johnson (154) oraz protoplasta Nate'a - Spud Webb (111). Żaden inny filigranowy koszykarz nie uzbierał 100 bloków. Z czynnych zawodników najlepszy jest Speedy Claxton (40). Nate do tej pory uzbierał 17 czap. Najniższy koszykarz ever, czyli Muggsy Bogues mógł powiedzieć przeciwnikowi ''not in my house'' 39 razy. Jedną taką sytuację możecie zobaczyć poniżej:
Retro gracz tygodnia: Terry Mills
W nowym poddziale ''Pierwszej piątki tygodnia'' będziemy przy pomocy wehikułu czasu napędzanego energią kinetyczną wytworzoną poprzez tik Mahmouda Abdul-Raufa, przenosić się do NBA z lat 90. ubiegłego stulecia i przypominać pokrótce sylwetki jej bohaterów. Ale nie tych głównych, o których pamięć trwać będzie wiecznie, tylko tych z drugiego planu, o których pamięć definiuje tamten złoty czas dla koszykówki zaoceanicznej i jej kibiców w naszym kraju. W końcu w internecie nostalgia sprzedaje się równie dobrze co seks.
Gdy grał w NBA miał dwie ksywy, które w zasadzie mówią o nim najważniejsze jako o zawodniku: ''Three Mills'' bo rzucał świetnie z dystansu i ''Sugar'' bo miał ''słodki'' rzut. Choć w tym drugim przypadku chodziło chyba o pochłanianie słodyczy na kilogramy.
Został wybrany z 16 numerem draftu przez Milwaukee Bucks i oddany natychmiast do Denver Nuggets. Tam zagrał 17 spotkań, po czym przeniósł się do New Jersey Nets. NBA przedstawił się jednak tak naprawdę dopiero w barwach Detroit Pistons, w które przyodział się w sezonie 92/93. Mając 208 cm wzrostu i ważąc, w co ciężko uwierzyć patrząc na pucułowatego Millsa, 104 kilogramy co raz bardziej odchodził od klasycznej gry podkoszowej i gdy NBA przybliżyła linię rzutów za 3, Mills nagle stał się w tej dziedzinie specjalistą. Sezon 94-95 zakończył ze 109 trafieniami (38%), podczas gdy w poprzednich latach zbierał ich (począwszy od pierwszego roku w NBA) 0, 8, 10 i 24. Dwa lata później Mills trafił (w ciągu trzech meczów) 13 kolejnych trójek wyrównując rekord NBA. Biorąc uwagę jego powiększający się brzuch, pewnie nawet wtedy nie widział linii rzutów za trzy.
Po 5 sezonach w Pistons Terry podpisał kontrakt z Miami Heat, niestety kontuzja sprawiła, że w drugim sezonie w nowym klubie 98/99 zagrał tylko w jednym meczu. Kolejny rok w Heat, w którym wystąpił co prawda w 82 meczach i 78 razy w pierwszej piątce, był w zasadzie jego ostatnim. Karierę zakończyła już agonalna, 14-meczowa przygoda z Indianą Pacers w 2000 roku. Wszyscy fani wysokich zawodników potrafiących rzucać za trzy na pewno jednak będą Millsa doskonale pamiętać nawet za kolejne 10 lat, a niektórzy z nich wciąż będą należeć do facebookowej grupy ''Terry Mills Is the Best Basketball Player Ever'' .
kostrzu