Piłkarskie stereotypy są wśród nas - edycja przedmundialowa

Wielkimi (no może nie aż tak wielkimi) krokami zbliżają się Mistrzostwa Świata w RPA, będące dla 32 reprezentacji swoistym poligonem i szansą na pokazanie kogo na co stać, a także dlaczego-tak-a-nie-inaczej. Podczas afrykańskiego turnieju przekonamy się także, jak adekwatne są niektóre z wiecznie żywych piłkarskich stereotypów, które krążą wśród samych kopaczy, dziennikarzy sportowych i kibiców. A jest ich całkiem sporo.

Stereotyp: ''Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy'' .

Weryfikacja : 75 % prawdy. Za punkt wyjścia wzięliśmy analizę ostatnich 30 lat (od Euro 1980). Uzbrojeni w najwolniejsze z superszybkich komputerów, nieprzeciętne zdolności dedukcyjne, piłkarskie encyklopedie i roczniki statystyczne możemy śmiało powiedzieć - tak, piłka nożna to gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką. Choć nie zawsze jest ich akurat 22. I nie zawsze są to mężczyźni.

Co zaś się tyczy drugiej części powiedzenia Gary`ego Linekera, powtarzanego przez komentatorów jak mantrę na każdym piłkarskim turnieju, to nie możemy się zgodzić. Niemcy nie wygrywają zawsze, ale o wiele częściej niż wynikałoby to z rozkładu statystycznego. W ciągu ostatnich 30 lat zdobyli mistrzostwo świata (1990) i trzy wicemistrzostwa globu (1982, 1986, 2002), a także dwa mistrzostwa Europy (1980, 1996 - po pamiętnym bratobójczym finale ze swoimi braćmi w plerezach Czechami) i dwa wicemistrzostwa (1992, 2008). I każdy, czy chce tego czy nie, prędzej czy później, przywiązany do krzesła i zmuszony do oglądania teledysków Stinga przyzna wreszcie, że osiem finałów kolejnych 15 wielkich imprez to wynik imponujący.

Stereotyp: ''Może i Niemcy wygrywają, ale zawsze jakoś tak szczęśliwie i do tego w mechanicznym, brzydkim stylu''.

Weryfikacja: No cóż... Reprezentacja naszych zachodnich sąsiadów jest trochę jak czołg ''Tygrys'' - ciężko ją pokochać, ale jest niesamowicie efektywna. I nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby także biało-czerwoni przejęli doktrynę ''Panzerfussballu''. Pod warunkiem, że skutek byłby taki sam. Mariusz Jop unoszący nad głową Puchar Mistrzostw Świata? Bezcenne.

Stereotyp: ''Anglicy zawsze na wielkich imprezach przegrywają w rzutach karnych''.

Weryfikacja: Nie zawsze. Synowie Albionu dzielnie walczą z tym stereotypem, czasem nie wychodząc w ogóle z grupy. Faktem jednak jest, że kiedy już im się to udaje, to na drodze staje im ten śmieszny człowieczek, który jak na złość maluje im punkt jedenastek dokładnie 11 metrów od bramki i ani metra dalej. Anglicy mają słabość do odpadania głównie z Niemcami (półfinały mundialu 1990 i jakże bolesnego Euro 96 u siebie) oraz z Portugalczykami (ćwierćfinały Euro 2004 i mundialu 2006).

Raz udała im się też ta sztuka z Argentyną w 1/8 finału MŚ 1998. Tylko raz Trzy Lwy zamieniły się podczas ważnego konkursu jedenastek w Sprite`a, a ich przeciwnicy w pragnienie - w ćwierćfinałowym spotkaniu z Hiszpanią w 1996. Ale pokonać Hiszpanów w ćwierćfinale to żaden wyczyn, czego dowiedziemy za chwilę.

Stereotyp: ''Anglicy przegrywają w karnych także dlatego, że od lat nie są w stanie wyhodować sobie przyzwoitego chociażby golkipera''.

Weryfikacja: Z biurka obok słyszymy ciche ''od czasów Seamana'', jednakże dwa razy w karnych odpadali także z zawodnikiem Arsenalu w bramce. Prawdą jest jednak, że Mr. Pringles był ostatnim angielskim zawodnikiem między słupkami, na którego dało się patrzeć bez chęci wzywania karetki. Następująca po nim trójgłowa hydra robinsonowo-kirklandowo-jamesowa aż się prosiła o zestaw trzech świętych Jerzych, a kraj, dla którego wybawieniem w bramce miał być naturalizowany Manuel Almunia aż się prosił o starcie z powierzchni Ziemi przy pomocy ataku nuklearnego.

Stereotyp: ''Hiszpanie grają jak nigdy, odpadają jak zawsze, a szczytem ich możliwości jest ćwierćfinał''.

Weryfikacja: Euro 2008 wygrane przez La Furia Roja w pięknym stylu podważyło nieco tę tezę, jednak co bardziej zachowawczy kibice utrzymują, że dopiero niezły (czyli ponadćwierćfinałowy) występ Hiszpanów w RPA będzie mógł sprawić, że to twierdzenie trafi na śmietnik historii razem z większością PZPN-u . Kraj, który talentów miał zawsze więcej niż starożytny grecki kupiec, nigdy nie doszedł do finału MŚ (najwyższe miejsce to czwarte w roku 1950), przed 2008 zaliczył także jedynie tryumf w ME 1964.

W ciągu ostatnich 30 lat Los Paellos trzy razy nie wyszli z grupy na Euro (1980, 1988, 2004, w 1992 w ogóle się nie zakwalifikowali) i raz na mundialu (1998), dwa razy doczołgali się do 1/8 finału MŚ (1990, 2006), co osiem lat notując ćwierćfinał (1986, 1994, 2002). Dwa razy dotarli też do ćwierćfinału ME (1996, 2000). Ich reputację ratuje jedynie wiceczempionat Starego Kontynentu z 1984, który może by wywalczyli, gdyby na ich drodze nie stanęła wtedy Francja, a ściślej rzecz biorąc niejaki Michel Platini. Irlandczycy łączą się z nimi w bólu.

Stereotyp: ''Holendrzy to tacy Hiszpanie tylko udający, że nimi nie są''.

Weryfikacja: Coś w tym jest. ''Pomarańczowi'' przez wiele lat chowali się pod swoją depresją i nie odpowiadali na nawoływania, dlatego w latach 1938 - 1972 nikt nie uświadczył ich na wielkiej imprezie. Rok po premierze ''Mechanicznej Pomarańczy'' postanowili się jednak ujawnić. Na swoim pierwszym od 36 lat mundialu (w Niemczech 1974) stwierdzili, że skoro już przyjechali to trochę pograją i zdobyli z marszu wicemistrzostwo świata, cztery lata później zresztą też. Jakiś czas po Neeskensach, Rensenbrinkach, Cruyffach i innych zakutanych w pomarańczowe koszulki boiskowych maszynach nastało pokolenie Rijkaardów, Gullitów, Koemanów i van Bastenów (mistrzostwo Europy 1988, półfinał 1992), a później to nieszczęsne de Boerów, van der Sarów, Kluivertów, Seedorfów i Davidsów, których skumulowane moce mogłyby podbić Ziemię, ale nie podbiły światowych boisk, w związku z tym skończyło się zaledwie na dwóch półfinałach ME (2000, 2004) i jednym MŚ (1998).

Stereotyp: ''Afrykańskie drużyny zawsze grają efektownie i z pasją, ale nie są w stanie niczego wygrać''.

Weryfikacja: Nieprawda. Co dwa lata któraś z nich zdobywa Puchar Narodów Afryki.

Stereotyp: ''Włosi grają defensywną, brzydką piłkę i do tego symulują''.

Weryfikacja: Cóż, słynne catenaccio nie wzięło się z powietrza i nie jest słowem brzmiącym jak coś ze staro-cerkiewno-słowiańskiego tylko właśnie z języka Petrarki i Tottiego. Faktem jest, że Włosi zawsze większą wagę przywiązywali do defensywy niż do czegokolwiek innego, włączając w to pizzę i noszenie ciemnych okularów w nocy, a w faulach taktycznych, tak jak i w jeździe na skuterach, są mistrzami wszechświata. Z drugiej strony może i w piłce reprezentacyjnej nie są zawsze efektowni, ale w ubiegłym sezonie na boiskach Serie A padło 988 bramek (2.6 gola na mecz) - dla porównania w innych topowych i 20-zespołowych ekstraklasach wyniki te były gorsze (Ligue 1 858 i 2.26 gola na spotkanie, Premier League 948 i 2.48). Primera Division się nie liczy (1101 i 2.9), bo w języku hiszpańskim nie ma takiego sformułowania jak ''szczelna obrona''.

Co zaś do symulowania - robią to dzisiaj wszyscy. Ale tylko Włosi uczą tego już w przedszkolu.

Co czasem zresztą przynosi komiczne efekty.

Co z tych stereotypów okaże się prawdą, a co nie, przekonamy się już niemal dokładnie za pół roku.

Łukasz Miszewski

Copyright © Agora SA