No dobra - na razie Belgijka wygrała jeden mecz - w turnieju WTA Tour w Brisbane pokonała rozstawioną z numerem 2 Rosjankę Nadię Pietrową. Za chwilę wystartuje w Australian Open.
Ale inne zawodniczki już składają czarne kury w ofierze mrocznym bóstwom, żeby tylko nie trafić na Justine w pierwszych rundach. Ceny drobiu w Australii jeszcze nigdy nie były tak wysokie.
Henin wygrała 41 turniejów WTA w karierze, w tym siedem wielkoszlemowych. Wygrała też Igrzyska Olimpijskie w Atenach. Przez 117 tygodni była numerem 1. w rankingu. Jej powrót to miód na serce tych, którzy lubią zabójczo elegancki tenis.
Bardzo ciekawy artykuł o powrocie Justine Henin autorstwa możecie przeczytać w Rzeczpospolitej . Paweł Wilkowicz pisał go jeszcze przed wygraną w Brisbane, czyli zanim mecz z Pietrową pokazał, że Belgijka nie wraca na korty po to, żeby opowiadać dowcipy. Ja mam ogromną nadzieję, że uda jej się wygrać w końcu wygrać Wimbledon (na razie dwa razy była w finale) - oglądanie jej w roli zwyciężczyni jest niemal przyjemniejsze od oglądania jej gry - zresztą spójrzcie sami:
Roland Garros 2003 :
US Open 2003 :
Igrzyska Olimpijskie Ateny 2004 :
Australian Open 2005 :
Roland Garros 2005 :
Roland Garros 2006 :
Roland Garros 2007 :
US Open 2007 :
Bohdan Pękacki