Poligon: "Nadzieja ma skrzydła" czyli jesień bocznych pomocników

Nadzieja ma skrzydła, drużyna piłkarska ma skrzydła, nadzieja jest matką... Yyy... to może zacznę jeszcze raz?

W przypadku skrzydłowych corocznym i podstawowym problemem jest odróżnienie lewego od prawego. Dawniej nie było problemu z rozpoznawaniem funkcji i zadań boiskowych. Jeśli ustawiony na lewej stronie zawodnik pędził z piłką, mijał rywali i precyzyjnie dośrodkowywał - bez dwóch zdań był lewym pomocnikiem. Jeśli jednak stał przy linii, toczył przerażonym wzrokiem i najczęściej bezradnie drapał się w głowę - znaczyło to, że mamy do czynienia z sędzią liniowym. Z biegiem lat, z biegiem dni skrzydłowi uczyli się biegać po obu stronach boiska, niektórzy opanowali sztukę łamania kierunku i na obcym sobie ideowo skrzydle schodzili do środka, by piłkę podać nogą przeciwpołożną, a ostatnio wymyślono nawet, że skrzydłowi będą się możliwie najczęściej zmieniać, żeby wywołać chaos. Udaje im się to tak dobrze, że już w przyszłym roku treningi mają zostać wzbogacone o kolejny element - zawodnikom wyjaśni się, że tym chodzi o wywoływanie chaosu w szeregach przeciwnika.

Zanim jednak do jednostki treningowej im. Polskiej Myśli Szkoleniowej zostaną wprowadzone takie dziwactwa i nowalijki - podsumujmy sobie rundę jesienną i na skrzydłach jak wiatr

"Zmienna geometria skrzydeł" Zawodnicy którzy grają (grywają) na skrzydle, choć w rubrykę zawód wpisane mają: "obrońca", "napastnik", "stolarz", "Wojciech Łobodziński". Oraz ci, którzy mają wpisane "skrzydłowy", ale w ramach "awaryjnego obtyku" ustawiani są na pozycji, na której akurat gra niejaki Wakat. Do pierwszej grupy zaliczamy Patryka Małeckiego, Łukasza Janoszkę, Piotra Wiśniewskiego i Jakuba Smektałę, a do drugiej Juniora Diaza i Marcina Kaczmarka i wszystkich już sobie omówiliśmy w poprzednich odcinkach. Wojciecha Łobodzińskiego nie zaliczamy, bo nietopyrzami zajmiemy się wiosną.

Kentucky Fried Chicken W panierce, z frytkami, wg reklamy smaczne, a w rzeczywistości plamiące i tuczące. Złoty Kubełek należy się bezapelacyjnie Wahanowi Gevorgyanowi, który miał wnieść, wzmocnić, przyspieszyć, skomplikować i odcisnąć. Na razie jednak nie wnosi, nie przyspiesza, wzmacnia jedynie siebie i komplikuje życie klubowym dietetykom. Za to się odciska. Na murawie. Głębiej niż inni zawodnicy Jagiellonii. Może trochę to krzywdzące, ale w tej kategorii upchnąłbym także Miroslava Barcika z Polonii Bytom, który co prawda zaczął sezon świetnie, a nawet imponująco ale potem podpisał kontrakt i od tej pory słuch o jego grze zaginął, a koledzy z zespołu wyglądają czasem, jakby chcieli go zmotywować gorącym olejem i pikantną panierką

"Sznur kormoranów" Znaczy, ptaki nurkujące. Ptaki te mają zazwyczaj wysmukły, wrzecionowaty kształt ciała, tuż przed nurkowaniem zwiększają prędkość, a gruczoł kuprowy... Zaraz, o czym to ja? Aha. Że nurkujące. Głównym przedstawicielem nurkujących w Ekstraklasie jest skrzydłowy Śląska Wrocław Janusz Gancarczyk. Jesienią zeszłego roku zachwycał, wiosną bawił, teraz już tylko irytuje, tym bardziej, że finezji w jego nurkowaniu nie ma za grosz, a "na dyszel" to już nawet sędziowie w III lidze się nie nabierają. W centralnej Polsce gatunek nurkujących reprezentuje Miroslav Radović, a w północnej nikt, bo skrzydłowi Arki padają jako "drzewo ścięte", bez nabrania jakiejkolwiek prędkości i zazwyczaj daleko przed polem karnym.

"Co to sroczko gadatliwa, kiedy skacze to nie pływa?" Coś w rodzaju brzydkiego kaczątka. Niby już można oceniać, ale cały czas trzeba pamiętać , że za parę miesięcy może wyrosnąć z takiego zawodnika, ktoś zupełnie inny. Szymon Pawłowski z Zagłębia Lubin może jeszcze stać się jednym z lepszych zawodników biegających po prawym skrzydle, ale równie dobrze może dostać tytuł Honorowego Pacjenta Przyzakładowej Przychodni Ortopedycznej. Damian Jaroń może rozwinąć skrzydła pod kierunkiem trenera Bakero, ale może także zamienić się w saturator z wodą sodową - 50 groszy, z sokiem - złotówka. Co czeka Daniela Iwana z Piasta Gliwice, Mateusza Słodowego z Odry Wodzisław, Piotra Tomasika z Polonii Bytom - przekonamy się być może już w rundzie wiosennej. Nie przekonamy się chyba za to, co wyrośnie z Gordana Golika i Andersona Cueto, bo podobno Lech chciałby się obu pozbyć.

"Żurawie przyleciały wcześnie" Może nawet za wcześnie - Łukasz Madej długo musiał pracować, zanim trener Tarasiewicz na niego postawił, a Andraż Kirm jeszcze dłużej zwlekał z zademonstrowaniem umiejętności, dla których sprowadzono go do Wisły. W końcu obaj poderwali się z kolumny na której przysiedli i pokazali, że lewe skrzydło Wisły i prawe skrzydło Śląska mogą być naprawdę groźne. Co nie znaczy, że tak samo groźne jak za czasów Marka Zieńczuka i Marka Gancarczyka - do tego poziomu oby zawodnikom jeszcze sporo brakuje.

"Buuuujaj! Buuuujaj!" Czyli gołębie, ze szczególnym uwzględnieniem pocztowych. Nie muszą być piękne, choć znawcy potrafią zachwycać się nimi bardziej niż normalny mężczyzna Aną Marią Baros w stroju niedbałem. Ich podstawowym zadaniem jest bieganie w tę i z powrotem, odbieranie piłek, dokładne ich podawanie. Są solidne, terminowe, a wszystko co ponad - to premia od losu. Nie ma co próbować robić z nich sokoła, ale też należy je regularnie bujać, bo gołąb niebujany, to za przeproszeniem, kura. Do solidnych ligowych gołębi zaliczamy Pavola Balaża z Ruchu Chorzów, Pawła Nowaka z Lechii Gdańsk, Dariusza Pawlusińskiego z Cracovii (zdegradowany z sokoła) i Adriana Mierzejewskiego z Polonii Warszawa

"Nadaję ci imię 'jaszczomp'" Ptak drapieżny, latający nisko i wykorzystujący elementy przyrody jako osłonę i maskowanie. Nie widać go, nie słychać, aż tu nagle, jak nie skoczy... Capnie, dziabnie, oskubie i smacznego. Czasem na ekstraklasowych boiskach przeciwnicy zagapią się na yokogeri Sławomira Peszko i zapomną, że Lech ma jeszcze drugie skrzydło i gra na nim Jakub Wilk, czasem nie zauważają Marco Reicha, Jacka Trzeciaka czy Pawła Sobolewskiego, czasem nie zwrócą uwagi, że trener Zagłębia zrobił zmianę i na boisko wszedł Robert Kolendowicz, czasem bardziej skupią się na Dawidzie Nowaku i zapomną, że ten taki chudziutki po lewej nazywa się Małkowski.... Albo umknie im, że Piotr Piechniak przy piłce to jednak nie jest "wróbelek, istota niewielka", a Sebastian Szałachowski nawet jeśli złapie kontuzję, to bardzo szybko wraca do formy. Efekty gapiostwa są natychmiastowe i zazwyczaj wyrażają się cyferką 2, oznaczającą strzelone gole. Albo chociaż dwie żółte kartki.

"Widziałam orła cień" Ptak królewski, o dużej rozpiętości skrzydeł, polujący z lotu patrolowego. Oraz z zasiadki - czyli po krótkim pobycie na ławce rezerwowych. Głowa i kark o złotawym odcieniu, co pozwala rozpoznać zarówno przeżywającego renesans formy i barok efektów Marcina Radzewicza jak i jednego z najsolidniejszych ostatnio legionistów Macieja Rybusa. W locie silnie uderza skrzydłami, co czasem odczuwają obrońcy usiłujący zatrzymać Marcina Wodeckiego lub Jakuba Biskupa. Fakt koczowania młodych osobników można zaobserwować na przykładzie skrzydłowego Korony Kielce Jacka Kiełba, który nie zawsze przykłada się do zadań defensywnych, ale zostaje w przodzie i czeka, i czeka. A kiedy się już doczeka to wycina sobie na kolbie jedną bramkę i trzy asysty.

"Jaskółka - znak podniebny - jak symbol nieuchwytna" Szybkie toto, śmigające między obrońcami, ledwo zobaczysz, a tu zzzzzzziut i nie ma. Jeśli jeszcze utrzyma formę, to kibic zaczyna funkcjonować w trybie zaangażowanym i myśli "partia", a mówi "drużyna", myśli "skrzydłowy", a mówi "Lenin". Albo raczej odwrotnie. W Lechu Poznań taką "jaskółką - siostrą burzy" jest oczywiście Sławomir Peszko, w Ruchu Chorzów - Wojciech Grzyb, w GKS-ie Bełchatów - Tomasz Wróbel - zawodnicy, który potrafią sami zagrać cały mecz i sami go wygrać. Zawodnicy którzy są jak Stephan Antiga w Skrze Bełchatów - jeśli mają dobry dzień, to cała drużyna gra jak orkiestra Academy of St.Martin-in-the-Fields pod dyrekcją Sir Neville'a Marinera, a jeśli mają katar, migrenę lub weltschmerz - cały zespół gra jak muchy w smole i depresji.

Kącik statystyczny:

Najdłużej na boisku:

1. Wojciech Grzyb - 1517 minut 2. Andraż Kirm - 1510 minut 3. Sławomir Peszko - 1412 minut 4. Adrian Mierzejewski - 1369 minut 5. Piotr Piechniak - 1354 minuty 6. Maciej Rybus - 1348 minut 7. Janusz Gancarczyk - 1281 minut 8. Dariusz Pawlusiński - 1264 minuty 9. Paweł Nowak - 1258 minut 10. Marcin Wodecki - 1210 minut

Najwięcej bramek:

1. Sławomir Peszko - sześć 2. Mariusz Sacha - cztery 3. Andraż Kirm, Jakub Wilk, Wojciech Grzyb, Piotr Wiśniewski, Paweł Sobolewski, Marcin Wodecki - po trzy

Najwięcej asyst:

1. Sławomir Peszko - siedem 2. Tomasz Wróbel - cztery 3. Jacek Kiełb, Jakub Biskup, Andraż Kirm, Jakub Wilk, Wojciech Grzyb, Marcin Radzewicz - po trzy

Najwięcej kartek:

1. Sławomir Peszko - sześć żółtych i dwie czerwone 2. Piotr Piechniak - sześć żółtych i jedna czerwona 3. Janusz Gancarczyk - sześć żółtych 4. Maciej Małkowski - pięć żółtych

Poligonowe Podium Subiektywne

Lewoskrzydłowi

Miejsce trzecie: Jakub Wilk

Solidność, dokładność, szybkość, trzy bramki, trzy asysty, umiejętność zatrzymania się niemal w miejscu bez rycia nosem murawy. No i fryzura - nie zapominajmy o fryzurze.

Miejsce drugie: Andraż Kirm

Mimo wszystko. Mimo rozczarowania grą bez polotu, mimo pecha, który jego ważne strzały w ważnych meczach kierował na poprzeczki, mimo braku zrozumienia z częścią drużyny (ale bo to ktoś zrozumie, czemu Paweł Brożek ciągle kogoś opieprza?). Na drugiej szlace wagi leży jednak 17 spotkań w lidze, 3 bramki, trzy asysty i wyjazd na mistrzostwa świata do RPA.

Miejsce pierwsze: Marcin Radzewicz

Wydawało się (przynajmniej mnie się wydawało), że Radzewicz jest coraz bliżej decyzji, czy grać w drużynie Gripeksu Wądowoły czy może wyjechać do drugoligowego AS Langusta Balsamico, a tu proszę bardzo - nie dość, że ciągle gra w Ekstraklasie, nie dość, że gra coraz lepiej, to jeszcze jego rajdy lewą stroną i podania do Marka Bażika stały się znakiem firmowym Polonii rozpoznawalnym jak holenderskie auty i rzuty rożne w 1988 roku, a sama Polonia stała się jedną z rewelacji rozgrywek. A ponieważ nie wiadomo jak to długo potrwa - niechże będzie w sieci choć jedno miejsce, w którym fani Radzewicz będą mogli odpocząć po długim i ciężkim googlaniu.

Prawoskrzydłowi

Miejsce trzecie: Tomasz Wróbel

Runda konia przepraszam, runda kolibra, runda sokoła, runda pelikana. Jego wkład w grę GKS-u Bełchatów w pobicie rekordu wygranych meczów najlepiej może ocenić trener Ulatowski i chyba nawet ocenił, a echa dyskusji trenera z zarządem klubu na temat nowego kontraktu dla Wróbla, jeszcze ciągle niosą się po Bełchatowie i dzieciom trzeba zatykać uszy. Jeden z najgorętszych "towarów" zimowego okna transferowego.

Miejsce drugie: Sławomir Peszko

Zagrał świetną rundę, utrzymał formę sprzed roku, strzelił więcej bramek niż Paweł Brożek, asystował przy równie wielu i jako jeden z nielicznych próbował coś pokazać w reprezentacji. Niestety, im bardziej mu idzie, tym bardziej się nagrzewa, a im bardziej się nagrzewa, tym szybciej przestaje myśleć, a zdaje się na odruchy. Raz odruchowo się wywala, nawet gdy nikt go nie dotyka, raz odruchowo próbuje urwać głowę przeciwnikowi, a innym razem po prostu kopie w kostkę każdego, kto mu zabrał piłkę. Stąd ilość kartek, stąd zmarnowane okazje oby nie okazało się, że stąd także zamknięta droga na Zachód

Miejsce pierwsze: Wojciech Grzyb

Być może ustępuje Peszce szybkością, Kirmowi kondycją, Piechniakowi siłą strzału, ale w przeciwieństwie do nich jest duszą, sumieniem, płucami, trzustką i mózgiem drużyny. To przez niego przechodzą niemal wszystkie piłki, to od decyduje stylu, metodzie, obliczu i tempie gry. Wisła, Legia, Lech, którakolwiek z drużyn, pozbawiona swojego skrzydłowego, będzie w stanie zremisować lub wygrać mecz, bo jak nie jeden, to drugi, jak nie tym skrzydłem, to tamtym. Ruch bez Grzyba to jak... to jak Ruch bez Grzyba. Bez-Ruch.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.