Nasi w domu i w zagrodzie czyli polska piłka na świecie AD 2009

Jak wyglądała polska piłka w kończącym się właśnie roku każdy widział, a jak nie widział, to znaczy, że miał dużo szczęścia. Jako że krajowym podwórkiem zwanym bardzo optymistycznie ''Ekstraklasą'' zajmuje się nasz starszy działowy - por. Chaber z ''Poligonu'', w tym tekście spojrzymy z perspektywy nieco szerszej. Zajrzymy w Otchłań zanim Otchłań spojrzy w nas i postaramy się odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie - Czy można polizać się po łokciu? Jak wyglądała w Futbolowym AD 2009 nasza piłka w Europie i innym świecie.

Reprezentacja - ubiegły rok zamykaliśmy zwycięstwami nad Czechami, Irlandią i Serbią w pakiecie świątecznym z Boruc, do cholery! nieszczęśliwą dość porażką ze Słowacją. Początek trybu ''2009 mode on'' miał twarz meczów o nic z Litwą i Walią, a potem już nawet nie twarz tylko minę Michała Żewłakowa i Artura Boruca ze spotkania w Belfaście . Rekordowa wygrana z San Marino była tylko delikatnym mejkapem, niestety po niej zaczął się najgorszy okres naszej kadry od kiedy pamiętamy czyli mniej więcej od ery Andrzeja Strejlaua.

Zobaczyliśmy występy naszych ''orłów'' w RPA, po których modliliśmy się o brak awansu na mundial (i żyletki dołączane do programu telewizyjnego), a potem spektakularne spełnienie modlitw w postaci równie spektakularnego jednego punktu i bilansu bramkowego 1:7 w czterech ostatnich meczach eliminacyjnych. O Stefanie Majewskim w roli selekcjonera już nawet nie wspomnimy. Pierwszych meczów Franciszka Smudy też nie, bo takie mecze to praktycznie nie mecze.

Wspomnimy za to o naszej pozycji w rankingu FIFA - to niesamowite 56. miejsce na świecie , tuż przed Beninem i Bahrajnem. Biorąc pod uwagę nasze niedawne jeszcze mocarstwowe aspiracje piłkarskie (''Polska od morza do morza, od Euro do Euro i od mundialu do mundialu'') - jest fatalnie. Dodając do tego jeszcze fakt, że z braku spotkań o punkty w najbliższej przyszłości prawdopodobnie jeszcze spadniemy, nasz niesamowity rekord z 1998 roku (61. pozycja) jest poważnie zagrożony.

Europejskie puchary - po smutnym podsumowaniu naszej reprezentacji, w tym miejscu chcielibyśmy napisać, że było dobrze, więc to zrobimy: Było dobrze. Co nie zmienia faktu, że tak naprawdę było fatalnie. Mistrz kraju (Wisła Kraków, jakby ktoś nie wiedział) pożegnał się z Ligą Mistrzów już w I rundzie eliminacyjnej, przegrywając z klubem o istnieniu którego wiedzieli tylko ci, dla których życie kończy się wraz z wyłączeniem Football Managera i kilku naszych znajomych, spędzających rokrocznie Sylwestra w Estonii - Levadią Tallinn.

Na wakacje spieszyło się także grającym w Lidze Europejskiej piłkarzom z Warszawy i z Poznania. ''Czarne koszule'' przeszły wprawdzie jedną bramką wirtuozów z Budućnostu Podgorica, a potem Sanmaryńczyków z AC Juvenes/Dogana, a Legia Gruzinów z Olimpi Rustawi, ale odpowiednio NAC Breda i Brondby Kopenhaga okazały się już murami, których nie dało się przeskoczyć ani przebić głową. Ubiegłoroczna niemalże-prawie-o-włos pucharowa sensacja Lech Poznań udowodnił, że Franciszek Smuda jednak robi różnicę. ''Kolejorz'' bez specjalnej woli walki przeszedł tylko norweski Fredrikstad, by polec w IV rundzie eliminacyjnej z Club Brugge. Dzięki tym zbiorowym wysiłkom nasza liga zajmuje obecnie chlubne 26. miejsce w rankingu FIFA - nigdy w historii niżej nie była.

Z mikroplusów można tylko zauważyć, że doczekaliśmy się po raz kolejny polskich bramek w Lidze Mistrzów - i to pomijając te strzelone w eliminacjach, jednej wrzuconej nawet w fazie grupowej Chelsea przez Marcina Żewłakowa . Bo jak się nie ma, co się lubi, to się lubi nawet APOEL Nikozja i jego małe sukcesy. Lubi się też duże sukcesy Szachtara Donieck, który Anno Futboli 2009 zdobył ś.p. Puchar UEFA. A jak zdobył Szachtar, to zdobył i Mariusz ''Demotywator'' Lewandowski.

Niewiele lepiej w europucharach szło halowym mistrzom kraju, którym kręci Kręcina. Zawodnicy Hurtapu Łęczyca swój występ w Pucharze Europy zakończyli na drugiej fazie grupowej, wygrywając tylko jedno z trzech spotkań - z futsalowymi pariasami z Nautary Kowno, którzy w trzech meczach uzbierali bilans bramkowy 4:20.

Na tym tle jeszcze stosunkowo najlepiej zaprezentowała się Unia Racibórz. Kto nie wierzy w to, co właśnie przeczytał, niech przeczyta jeszcze raz. - UNIA RACIBÓRZ. Mistrzynie Polski przegrały wprawdzie dwumecz z austriackim Neulengbach (1:3, 1:0), ale w kraju ślepych jednooki jest królem oraz na bezrybiu i rak ryba, a także kto rano wstaje, temu Pan Bóg... to znaczy mamy na myśli to, że zaczynały grę od niedostępnego normalnie dla naszych kopaczy poziomu czyli 1/16 Ligi Mistrzów.

Nasi za granicą - jak co roku częściej nie grali niż grali, a jak grali to z reguły tak, jakby nie grali, albo i jeszcze gorzej. Przedstawiciele ''polskiej szkoły bramkarskiej'', która w kategorii naszych krajowych znaków firmowych miała na świecie przebić bigos, rękę Gołoty, nos Adamka, szczękę Gmocha, kierpce Małysza, motyla Otylii oraz wódkę Chopina mają kryzys (Boruc), będą mieć kryzys (Załuska), nie grają (Fabiański oraz, jeśli weźmiemy pod uwagę klasę rozgrywkową od drugiej ligi w górę, Szczęsny), bądź ''grają bo...'' (Kuszczak). Pierwszą za to udaną inwazją od czasu, kiedy nie rządzi już nami żaden Litwin jest polska inwazja na Cypr - Maciej Żurawski zamiast kupować nowe złote buty strzela gole dla Omonii Nikozja, ważnymi zawodnikami przyzwoitego w tej edycji Ligi Mistrzów APOEL-u są Marcin Żewłakow i Kamil Kosowski. Tamtejszą kuchnię chwali sobie Adrian Sikora.

Na tym smutnym i ponurym tle jaśniej niż cekiny na Nergalu błyszczą zatem wyczyny Ireneusza Jelenia - gwiazdora Auxerre, który doprowadził ten zespół na moment do pozycji lidera Ligue 1 oraz Dawida Janczyka, który w lidze belgijskiej (dla większości naszych piłkarzy dostępnej tylko po zakupieniu odpowiedniego pakietu kablówki) strzelił już osiem bramek i jest wiceliderem strzelców.

Komunikacja - do Europy nam jeszcze piłkarsko daleko, taka samo jak zresztą Europie do nas. Możliwe, że to przez brak możliwości znalezienia wspólnego języka, który na pewno nie leży w ustach tego dżentelmena.

Gdyby prezes PZPN był delegatem Polski przy ONZ, prawdopodobnie przez przypadek wypowiedzielibyśmy wojnę Dżibuti. Lub zamówili każdemu mieszkańcowi naszemu kraju po wygodnym, odpicowanym igloo.

Konkludując: ten rok dla polskiej piłki poza granicami kraju nie był dobry. Pocieszające jest tylko jedno: gorzej być już nie może i musi być lepiej. I oby to nie był nasz kolejny już w historii błędny typ. Czego życzymy sobie i Wam.

miszeffsky