Poligon: "Na dowolnie wybranym boku", czyli jesień bocznych obrońców

Magda Czapińska do ''boku'' znalazła jako rym ''święty spokój'', co wyraźnie świadczy, że znakomita tekściarka rzadko ogląda mecze piłki nożnej. Na boku bowiem, a na boku obrony zwłaszcza, święty spokój jest zjawiskiem goszczącym rzadko, jeśli w ogóle.

Współczesna piłka stawia przed nami nowe wyzwania i jeszcze bardziej zwiera nasze szeregi, a boczni obrońcy, jeśli akurat nie muszą odpierać szturmów przeciwnika, to sami muszą w jego szeregach szerzyć zamęt grubymi nićmi szyty.

Dawniej obrońca miał fajnie - dostawał kawałek boiska, często był to kawałek odtąd-dotąd, jego miał pilnować, na nim miał władać, od czasu do czasu przeganiał jakiegoś skrzydłowego, przy rzutach wolnych trafiał do muru, przy rzutach rożnych pilnował słupka, piłkę oddawał rozgrywającemu lub libero, fajrant, luzik, daszki w tył. Aż tu się zaczęły zmieniać zasady taktyki, zamiast szachów zaczęto grać w pchełki i zakres obowiązków bocznego obrońcy zwiększył się znacznie. Miał odtąd wspierać, asekurować i wyprowadzać, miał nie tylko bronić, ale i żywić. Znaczy, atakować. Mógł, a nawet powinien brać udział w akcjach ofensywnych, przekraczać połowę boiska, a dobiegać do pola karnego, a w niektórych przypadkach nawet dalej. I, oczywiście, zaraz potem szybko wracać, by ''jasnej bronić Częstochowy''.

Nagle okazało się, że boczny obrońca musi dysponować żelaznymi płucami, celnym podaniem, mocnym i precyzyjnym strzałem, przeglądem pola dalszym niż ''do najbliższego Jasia'' i jeszcze zdolnościami interpersonalno-negocjacyjnymi, pozwalającymi w parę sekund dogadać się z pomocnikiem, bo ktoś przecież musi pilnować interesu. W dodatku niektórzy trenerzy idą jeszcze o krok dalej i życzą sobie, by obrońcy korzystali z doświadczeń pomocników i w razie potrzeby byli w stanie zmienić stronę boiska z lewej na prawą, z prawej na lewą oraz odwrotnie. Odwrotnie zwłaszcza. Swoją drogą, ciekawe, co jeszcze czeka boczny obrońców, co jeszcze będą musieli opanować i do czego być gotowi. Podobno w grę wchodzi samba zespołowa w wydaniu karnawałowym, pływanie synchroniczne i uroczysta zmiana warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

Ze względów genetyczno-statystycznych w przyrodzie częściej występują prawi obrońcy. Nieprawych nie ma wcale, za to czasem zdarzają się lewi (na przykład Levi-Strauss). Ci ostatni są szczególnie w cenie, bo nie muszą ciągle obracać się w prawo, żeby kopnąć piłkę i potrafią zrobić zwód w lewo, bez zabijania się o bandy reklamowe, stojące 3 metry za linią boczną. Dlatego, gdy znajdzie się już przyzwoity lewy obrońca, wszyscy chuchają na niego, dbają, karmią i sprawdzają, czy jest już gotowy do gry w reprezentacji. Gdy się znajdzie prawy to też chuchają i dbają, ale mniej, bo wybór jest większy. No, chyba, że chodzi o Wisłę Kraków - tam bowiem nie ma żadnego wyboru i gra się tak, jak bieżący zestaw L-4 pozwala.

Wisła ma obecnie dwóch bocznych obrońców: Piotra Brożka po lewej i Pablo Alvareza po prawej stronie. Marcin Baszczyński wrócił do zdrowia i gra w Grecji, a Peter Singlar nie wrócił do zdrowia i nie gra w Polsce. Kiedy Brożek lub Alvarez grać nie mogą, trener Skorża dostaje palpitacji i zapycha luki Juniorem Diazem, który nie grał już chyba tylko na bramce i na skrzypcach oraz Wojciechem Łobodzińskim, który o, Boże drogi... Brożek i Alvarez to ścisła czołówka ligowa - dokładni i uważni w obronie, groźni w ataku. Wadą Alvareza są ''baloniki'' zamiast dośrodkowań, zaletą Brożka są piekielnie dokładne dośrodkowania i wyrzuty sumienia. Oczywiście Wisła powinna dbać o swoich bocznych obrońców. Oczywiście powinna znaleźć im wartościowych dublerów. Oczywiście tego nie zrobi.

Legia Warszawa jest jak kobyła ze starego anagramu i ma mały bok. Głównie prawy - kibice Legii narzekają, że Jakub Rzeźniczak nie robi postępów, ale gdyby reszta polskich obrońców nie robiła postępów w ten sposób - zaraz by w naszej piłce było lepiej. Po lewej stronie niezmiennie rozczarowuje Marcin Komorowski i okazyjnie Wojciech Szala, trochę ciekawiej robi się, gdy gra Tomasz Kiełbowicz, a niedługo podobno do składu ma wrócić Jakub Wawrzyniak i może wtedy będzie ciekawiej. O ile Wawrzyniak znowu nie zje czegoś dziwnego.

Lech Poznań początkowo cierpiał na klęskę urodzaju. Na lewej stronie mogli grać Ivan Djurdjević i Luis Henriquez, ale kupiono Seweryna Gancarczyka i okazało się to strzałem dychę, bo Gancarczyk sprawiał wrażenie gracza z innej planety: biegał przez 90 minut, kasował 90 procent akcji po swojej stronie boiska, potrafił rewelacyjnie dośrodkować i precyzyjnie uderzyć z rzutu wolnego. Na prawej stronie Grzegorz Wojtkowiak i wracający po kontuzji Marcin Kikut. Wystarczyło, żeby dostarczyć kibicom wielu emocji, żeby dotrwać do końca rundy i teraz trzeba tylko składać ofiary Asklepiosowi, żeby Gancarczyk i Wojtkowiak wrócili do zdrowia.

Ruch Chorzów był sensacją rundy jesiennej, a jego bocznych obrońców: Tomasza Brzyskiego po lewej i Krzysztofa Nykiela po prawej stronie parę razy wybierano do jedenastek kolejki, obu także mniej lub jeszcze mniej dyskretnie podsuwano trenerom kadry narodowej. Zwłaszcza Brzyskiego, który na lewą obronę trafił po długiej tułaczce po całym boisk, więc w razie czego może być ''uszczelką'' na dowolnej pozycji. Jedna bramka, cztery asysty i tylko jedna żółta kartka w siedemnastu spotkaniach - to budzi respekt. Nykiel jest ciut bardziej chaotyczny i zdarzają mu się okresy zadumanego przestoju, ale kiedy ma dzień - byłby w stanie zatrzymać nawet pochód ogólnoświatowej rewolucji, a następnie pogonić ją aż pod jej pole karne.

Boki obrony GKS-u Bełchatów to mieszanka doświadczenia Jacka Popka z energią i wszechstronnością Jakuba Tosika. Czasem zmieniali ich Grzegorz Fonfara oraz Marek Szyndrowski i dzięki obecności tego pierwszego Tosik mógł czasem zagrać w pomocy, a dzięki obecności tego drugiego pomocy potrzebowali kibice ze zdiagnozowanym nadciśnieniem. Dwie bramki Tosika, trzy bramki Popka - to najlepszy wynik bocznych obrońców w lidze, a dla niżej podpisanego mała satysfakcja, bo o potencjale Tosika można było przeczytać na ''Poligonie'' jeszcze w zeszłym sezonie.

Był moment, gdy gdańskie mamy straszyły dzieci, że jeśli nie będą grzeczne, to trener Kafarski wstawi je na bok obrony. Bo też i trener Kafarski eksperymentował mocno: a to z prawej zagrał Krzysztof Bąk, a to z lewej zagrał Marcin Kaczmarek, a to z prawej Hubert Wołąkiewicz, a to z lewej Arkadiusz Mysona, a to z prawej Marcin Rogalski, a to z lewej Marcin Pietrowski... I w dodatku te roszady przynosiły efekty - Lech w meczu z Lechią był zagubiony jak małe dziecko w ''Smyku'', reszta przeciwników też miała problemy z opanowaniem biało-zielonego żywiołu, który sprawnie przechodził z obrony do ataku i z ataku do kolejnego ataku. Przyjemnie się na to patrzyło - jak na każde metodyczne szaleństwo.

Polonia Bytom straciła Walerija Sokolenkę, a zastępujący go David Kotrys ani nie zachwycał, ani nie budził negatywnych emocji. Ot, grał solidnie po czesku, a doceniało się go najbardziej, gdy musiał go zastąpić Tomasz Nowak, który się starał bardzo, ale czasem po prostu ''nie zdanżał'' (ale to przecież pomocnik, a nie obrońca). Po prawej stronie grał Peter Hricko i on ''zdanżał'' - był zawsze, w większości przypadków był tam, gdzie powinien, w parze z prawymi pomocnikami (czy to Barcikiem czy to Trzeciakiem dawał przeciwnikom do myślenia i do biegania i w 17 meczach dostał tylko dwie żółte kartki, z czego jedną niesłusznie.

Polityka kadrowa Śląska Wrocław jaka jest - każdy widzi. Kłopoty na każdej pozycji , braki na co drugiej. Tym bardziej pozytywnie zaskakuje nowy lewy obrońca Amir Spahić - po pierwsze dlatego, że klub z Oporowskiej w ogóle zrobił jakiś transfer, po drugie dlatego, że był to transfer naprawdę dobry. Spahić jest szybki, zwrotny, dysponuje znakomitym uderzeniem z dystansu, potrafi się zastawić i niech no tylko solidnie przepracuje okres przygotowawczy... Oraz niech no tylko trener Tarasiewicz przestanie kombinować z ustawianiem go raz na obronie lewej, raz na lewej pomocy, a raz na stoperze... Po prawej stronie - zwykła bida i trenerski ból głowy. Krzysztof Wołczek sprawdza się ofensywie, a Tadeusz Socha ma słabszy sezon i nie sprawdza się prawie nigdzie, co można było zaobserwować, gdy Mariusz Sacha robił go ''na saneczki''.

Oglądając mecze Cracovii doszedłem do wniosku, że nigdy nie zrozumiem trenerów kadry. Beenhakker powoływał Zahorskiego, a Smuda, mogąc sprawdzić na lewej obronie naprawdę świetnie grającego jesienią Łukasza Derbicha, powołuje na prawą obronę Łukasza Mierzejewskiego, który wyróżniał się przede wszystkim przeraźliwym ''Aaaaaaa!'', gdy tylko orientował się, ze przeciwnik jest tuż obok. Padem się nie wyróżniał, bo tak pada każda ligowa przeciętność, a chamskie faule też nie były niczym wyjątkowym, bo to akurat inni gracze Cracovii potrafią robić lepiej, a w każdym razie dyskretniej (poza Tupalskim) . Nieźle pokazywał się na lewej obronie Marek Wasiluk, ale pokazywał się rzadko i krótko.

Po prawej stronie obrony Jagiellonii Białystok sprawa jest jasna - stoi tam tabliczka ''Własność Igora Lewczuka. Próba wejścia zakończy się rozczarowaniem''. Po lewej stronie tłoczą się Krzysztof Król, Alexis Norambuena i Thiago Rangel Cionek i to chyba jest odpowiedź na pytanie, dlaczego trener Probierz pozwolił Królowi pojechać na testy do Włoch. Solidna ligowa obrona, bez fajerwerków ale i bez katastrof - góra tabeli się nie wyśmiewa, a dół tabeli zazdrości.

Bocznych obrońców Piasta Gliwice nie zazdrości natomiast nikt. No dobrze, może Odra Wodzisław żałuje, że wypuściła Sławomira Szarego, ale w sytuacji Odry każdy zawodnik każdego klubu staje się obiektem zazdrosnych westchnień. W Piaście Sławomir Szary nie zachwyca, gra jak w Wodzisławiu czyli jedną świetną interwencję przelata jedną słabą i jedną koszmarną, a jego wartość rośnie wprost proporcjonalniej do zwiększania się odległości od własnej bramki - zdobył jednego gola, a przy trzech asystował. Grający z lewej strony Maciej Michniewicz był bezbarwny jak polski film obyczajowy. Moim zdaniem o wiele lepiej prezentowali się wchodzący czasem Lumir Sedlacek i Daniel Chylaszek, ale może to dlatego, że wchodzili na krótko. A może dlatego, że moim zdaniem.

Korona Kielce miała w tym sezonie tylko dwa koma pięć bocznego obrońcy, a i to, prawdę mówiąc, tylko czasem. Na owo 2.5 zawodnika składa się 0,75 Nikoli Mijajlovicia, 0,6 Edsona, 0,5 Kamila Kuzery i 0,65 Pauliusa Paknysa i Łukasza Nawotczyńskiego w sumie. 30 straconych bramek nie wzięło się z powietrza, podobnie jak fakt, że Sobolewski i Kiełb, niemogący liczyć na wsparcie kolegów, padali w końcu na nosy, podawali na ''wydaje mi się, że gdzieś tam...'' albo strzelali na wiwat. Może w przewie zimowej Korona znajdzie wreszcie bocznego obrońcę na miarę Ekstraklasy.

Podobny kłopot mają w Gdyni, choć tam światełko w tunelu jest bliższe i wyraźniejsze. Łukasz Kowalski po prawej stronie zagrał bodaj najlepszą rundę w życiu, a na lewej obronie całkiem nieźle zaczął sobie radzić Wojciech Wilczyński. Słabiej niż zwykle zagrał Tomasz Sokołowski, a Robert Bednarek czy Michał Płotka... No, dobrze: Bednarek miał dwie asysty, Płotka jest młody i perspektywiczny, a trener Pasieka wydaje się wiedzieć, co i jak robi, więc może obejdzie się bez zakupów.

Ile wart jest dla Polonii Warszawa Radek Mynar? Tyle ile waży czy tyle ile razem ważą zawodnicy, którzy próbowali go zastąpić, gdy leczył kontuzję? Powrót Mynara do składu zbiegł się z przyjściem trenera Bakero i jak zapewne czytelnicy ''Poligonu'' pamiętają, jestem zdania, że metamorfoza Polonii to skutek obu tych wydarzeń i nie wiem, którego bardziej. Grający po drugiej stronie boiska Mariusz Zasada szybko pogodził się z przekwalifikowaniem na obrońcę, doświadczenie z pomocy przydaje mu się w akcjach ofensywnych, a trener Bakero będzie pewnie męczył prezesa Wojciechowskiego o wzmocnienia, bo obronne próby z Telichowskim, Piątkiem czy Sokołowskim nie wypadły zbyt optymistycznie. Już lepiej zaryzykować wystawianie Lemanka, przynajmniej będzie się działo i adrenalina nam skoczy.

Paradoksalnie - bo przecież Zagłębie zajmuje 15 miejsce w tabeli - boczni obrońcy to chyba jeden z mniejszych kłopotów trenera Bajora. Oczywiście, jeśli znajdzie się chętny na kupienie Costy Nhamoinesu (a znajdzie się na pewno), to problemy się zaczną, bo równorzędnego zmiennika na tę pozycję - nichuchu. Grzegorz Bartczak jest wyraźnie słabszy po kontuzji, Przemysław Kocot z meczu na mecz coraz lepiej, wejścia Adriana Błąda dodają Zagłębiu pary w ofensywie, Bartosz Rymaniak też parę razy nieźle się pokazał (parę razy pokazał się także fatalnie, ale ile on ma lat? Dwadzieścia? Więc jeszcze wszystko przed nim). Fernando Dinis równie często co w obronie gra w pomocy i gra tam równie przeciętnie. Na razie Zagłębie kupiło obrońcę z Kolumbii, który nazywa się Reina. Ładnie się nazywa.

Boczni obrońcy Odry Wodzisław grają tak jak cały zespół: z nożem na gardle, garbem na plecach, sercem w przełyku i wizją spadku przed oczami. Nic więc dziwnego, że nogi im się trzęsą i czasem ronią błędy. Znaczy, czasem błędy robią Łukasz Pielorz i Adam Mójta, bo na przykład Marcin Kokoszka i Robert Kłos błędy mają wkompilowane na stałe. A w przypadku Moledo błąd tkwił w dyrektorze Pulpicie. Z drugiej jednak strony obrońcy Odry grają obok Jacka Kowalczyka - czy Szanowna Wycieczka potrafiłaby się skupić, biegając z bombą zegarową przywiązaną do pasa? Łukaszowi Pielorzowi ''Poligon'' życzy rychłej zmiany klubu, trenerowi Broszowi zaś wielu pieniędzy na zakup kogoś, kogo nazwanie ''ekstraklasowym obrońcą'' nie będzie wywoływało nerwowego rzężenia w wodzisławskiej ''loży szyderców''.

KĄCIK STATYSTYCZNY

Najdłużej na boisku

1. Peter Hricko - 1530 minut 2. Tomasz Brzyski - 1528 minut 3. Igor Lewczuk - 1469 minut 4. Łukasz Derbich - 1442 minuty 5. Marcin Kaczmarek - 1397 minut 6. Pablo Alvarez - 1362 minuty 7. Piotr Brożek - 1345 minut 8. Amir Spahić - 1337 minut 9. Maciej Michniewicz - 1314 minut 10. Jakub Rzeźniczak - 1304 minuty.

Najwięcej bramek

1. Jacek Popek - trzy 2. Marcin Kaczmarek i Jakub Tosik - po dwie

Najwięcej asyst

1. Piotr Brożek i Tomasz Brzyski - po cztery 2. Marcin Kikut i Sławomir Szary - po trzy 3. Krzysztof Bąk, Krzysztof Nykiel, Łukasz Derbich, Daniel Chylaszek, Robert Bednarek - po dwie

Najwięcej kartek

1. Jakub Rzeźniczak - cztery żółte, jedna czerwona 2. Maciej Michniewicz - pięć żółtych 3. Krzysztof Nykiel, Marek Szyndrowski, Tadeusz Socha - cztery żółte.

POLIGONOWE PODIUM SUBIEKTYWNE

Strona lewa

Miejsce trzecie Costa Nhamoinesu i Seweryn Gancarczyk

Obaj są motorami napędowymi swoich drużyn, obaj wybijają się ponad ich poziom, obu chciałby każdy zespół w kraju. Ale w reprezentacji Polski może zagrać tylko jeden z nich. Czy Gancarczyk wygra z rywalizację Brzyskim i Brożkiem oraz czy Nhamoinesu zmieni klub już zimą czy dopiero latem - odpowiedzi na te pytania are blowin' in the wind.

Miejsce drugie: Piotr Brożek

Gra na stałym równym poziomie, a czasem potrafi wystrzelić parę pięter wyżej. Kibice Wisły pewnie chcieliby, żeby jak najczęściej odcinał się trenerowi Skorży, bo jego przeprosiny są efektowne i efektywne, a sam trener Skorża chciałby pewnie, żeby konkurencja na tej pozycji się zwiększyła. Ale to Wisła Kraków - tu trener może chcieć wielu rzeczy.

Miejsce pierwsze Tomasz Brzyski

Sezon konia, a nawet mustanga. Ponieważ po tej stronie obrony rzadko zdarza się taka runda i ponieważ nie wiadomo, czy Brzyski ją powtórzy - niechże dla potomnych zostanie.

Strona prawa

Miejsce trzecie: Krzysztof Nykiel i Igor Lewczuk

Podpory czyli filary. W dodatki jak na filary - bardzo dynamiczni i wszędobylscy. Podobno nie ma ludzi niezastąpionych - przypadki Lewczuka i Nykiela pokazują, że bywają ludzie, których nie ma potrzeby zastępować.

Miejsce drugie: Peter Hricko

Czy ktoś pamięta, żeby Hricko się uśmiechał? Bo ja czasem odnoszę wrażenie, że to nieliniowiec, który niezauważony przeszedł przez test w szczelinie Cassiniego i teraz beznamiętnie kasuje akcje przeciwnika na swoim skrzydle, wyprowadza akcje, podaje, kopie, wrzuca, strzela, kuca i bardzo rzadko popełnia tak głupi błąd, że od razu widać, iż musiał go popełnić celowo, dla odwrócenia podejrzeń. Jak by to sprawdzić? Zna ktoś numer do Deckarda?

Miejsce pierwsze: Marcin Kikut

Wrócił po ''Kikut, rany boskie'' i po kontuzji i to wrócił na swoim dawnym poziomie. Ciągnie prawą obronę Lecha, w mgnieniu i ułamku przechodzi do ofensywy, świetnie podaje, asystuje przy bramkach więc spieszmy się go doceniać - tak szybko łapie kontuzje.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.