Poligon: Obrońcy granic nie płacą za nic, czyli jesień stoperów

Obrońcy granic może i nie płacą, ale za błędy środkowych obrońców płaci cały zespół. Moment nieuwagi stopera i napastnik przeciwnika pyta bramkarza, w który róg chce piłkę, złe ustawienie przy stałym fragmencie gry i nawet zapytać nikt nie zdąży, a stoper nie zdąży uciec przed kolegami.

Skupiona uwaga, żelazna kondycja, orientacja przestrzenna, dobry wyskok i żeby jeszcze gola po stałych fragmentach umiał strzelić - wyliczają trenerzy, a menadżerowie płaczą, że może jeszcze słonia w karafce, Scarlett Johansson w bikini i Christopha Metzeldera za 2000 złotych miesięcznie, co?

Najlepszą obroną jest atak

Zamiast czekać pod własną bramką i liczyć, że przeciwnik zaplącze się we własne nogi, czasem lepiej jest wybrać się pod jego bramkę i liczyć i że to jemu się zaplączą. Stoperzy którzy potrafią to wykorzystać, zdobywają bramki, serca kibiców i rozgrzeszenie za drobne niedociągnięcia w grze obronne.

(Ekstra)klasą samą dla siebie jest Marcelo - zawodnik krakowskiej Wisły w obronie gra różnie i wciąż zdarzają mu się momenty radosnej niefrasobliwości, ale za to kiedy rusza pod wrogą bramkę... Ostatnio nawet Paweł Brożek nie wywołuje tak nerwowych reakcji przeciwnika. 6 bramek w 15 meczach, wyskok iście koszykarski i w dodatku nie łapie kontuzji - jak mówił Giuseppe Santucci: ''Cziudo, niek mnie ćlag trafi, cziudo''! Wisła ma zresztą szczęście do ofensywnych stoperów: Arkadiusz Głowacki ma na koncie 2 bramki, wypożyczony do Piasta Gliwice Mateusz Kowalski też ostatnio trafił do bramki i to nie tylko cudzej, ale przede wszystkim do bramki Cracovii, a teraz jeszcze wraca Cleber i jeśli tak dalej pójdzie, to Wisła będzie mogła przerwać poszukiwania napastnika.

Bramkostrzelny środek obrony ma także Piast Gliwice: poza wspomnianym Kowalskim bramki zdobywali także Kamil Glik i Paweł Gamla, ale Gamla na pozycji stopera grał tylko czasem i tylko z konieczności, a po Gliku było widać, że często myśli o propozycjach transferowych z Poznania, a uwagę ma chyba niezbyt podzielną. W zeszłym sezonie Piast stracił tylko 26 bramek, w rundzie jesiennej obecnego sezonu - już 29. Zdecydowanie lepiej pod tym względem wypadali stoperzy GKS-u Bełchatów: Dariusz Pietrasiak i Mate Lacić strzelili w sumie tylko 3 bramki, w tym dwie z rzutów karnych, za to ich drużyna straciła tylko 15 goli, co już robi spore wrażenie. Podobnie jak 7 żółtych kartek na koncie Mate Lacicia, ale to akurat nie jest komplement.

Na plus wypadają także stoperzy Ruchu Chorzów. Rafał Grodzicki dostał co prawda dwie czerwone kartki, ale w meczach, które jego drużyna wygrywała, a poza tym strzelił bardzo ważną bramkę w meczu z Piastem. Piotr Stawarczyk - także w meczu z Piastem - zawinił przy bramce zdobytej przez Piasta, ale ostatecznie to jego gol dał Ruchowi zwycięstwo.

Stoperzy Korony - Hernani i Jacek Markiewicz zdobyli 1/7 wszystkich bramek Korony, ale na pochwały nie zasłużyli, bo przeciwnik zbyt często urządzał sobie w kieleckim polu karnym piknik z fajerwerkami, a 30 bramek nie straciła w rundzie jesiennej żadna drużyna. Poza Koroną, oczywiście.

Zagrożeniem dla bramki przeciwnika byli jak zwykle Bartosz Bosacki i Tomasz Jodłowiec, ale najpierw obaj grali z kontuzją, a potem z kontuzją grał już tylko Bosacki, a Jodłowiec zniknął z boisk i nie wiadomo, czy to kontuzja okazała się silniejsza czy to tylko tradycyjny lęk przed ofertami zza granicy i po zamknięciu okna transferowego Jodłowiec wyjdzie wreszcie z szafy. Na swoje bramki solidnie zapracowali Pavol Stano i Artur Jędrzejczyk, gola zdobył nawet Łukasz Tupalski i niech mu będzie, że jest ofensywny - może go trener Lenczyk przesunie do pomocy i przeciwnicy przed wejściem w pole karne Cracovii nie będą musieli oddawać do depozytu ścięgien, kości, mięśni i oczu.

Najlepszym atakiem jest obrona

Czasem zdarza się, że przeciwnik wcale nie musi przebijać się przez zasieki i zapory obrony. Wystarczy, że na boisku znajdzie się specjalny gatunek obrońcy, zwany roboczo ''durszlakiem''. A to piłkę taki przepuści, a to - jeśli ją nawet dogoni - poda ją przeciwnikowi, a to owego przeciwnika skosi na wysokości lamperii i piętnastego metra, a to ręką zagra, a to wreszcie zagapi się na pół żabki (''bo drugie pół ten bocian urwał'') i z letargu budzą go koledzy, krzyczący, że ożeż. Wystarczy tylko wkopać piłkę w jego okolice, a już on się wszystkim zajmie. Dwunasty zawodnik przeciwnika, piąta kolumna jońska, siódme nieszczęście z Albatrosa. Walka o fotel lidera w tej konkurencji trwała do ostatniej kolejki, a wygrał zdecydowanie stoper Odry Wodzisław Jacek Kowalczyk. Kibice optymiści zapamiętają go jako strzelca zwycięskiej bramki w meczy z Cracovią, ale 6 żółtych kartek, dwie czerwone, niewykorzystany karny w meczu z Polonią Warszawa i strata dwóch punktów w meczu z Jagiellonią mówią same za siebie. To nie stoper, to chodzący dizaster.

Drugie miejsce w kategorii ''komando samobójcze Ale-Im-Pokazaliśmy'' zajmuje Mariusz Jop. Zjawił się w Wiśle w ostatniej chwili i odtąd dostarcza kibicom ''Białej Gwiazdy'' niezapomnianych wzruszeń, poruszeń, wrzodów, zawałów, refluksów i halluksów. Napastnik stojący tyłem do bramki, zdąży się odwrócić, rozejrzeć, rozpędzić i na dwóch metrach minąć Jopa, który stoi do bramki tyłem i jest gotowy do interwencji, piłka lecąca w odległości pół metra od Jopa może być pewna, że przeleci niedotknięta, a nawet niezauważona, a na widok gry Jopa w meczu z Ruchem Chorzów nawet mały Jasio wstał z kolanek i stwierdził: ''Mogiem teś! Ciem teś!''. I chyba trener Skorża powinien z Jasia skorzystać, bo gorzej nie będzie, ale za to taniej - na pewno.

Walkę o trzecie miejsce stoczyli stoperzy Cracovii i Zagłębia Lubin. Pierwsi zaczęli sezon pod widocznym wpływem Benny'ego Hilla, drudzy preferowali styl a'la Jaś Fasola. Początkowo wydawało się, że zwycięży Cracovia - Łukasz Tupalski kolekcjonował żółte kartki, a Piotr Polczak grał piłkę totalną: zawalał mecze kadry, zawodnicy ligowi chichotali na jego widok, a szczytem wszystkiego była czerwona kartka, którą dostał za bezsilność i bezmyślność w meczu z Piastem Kobylin (IV liga, gdyby ktoś pytał). Niestety dla Zagłębia, przyszedł trener Lenczyk i naprawił Polczaka - trener Smuda nie zdążył naprawić Łukasza Jasińskiego, Michała Stasiaka i Michała Łabędzkiego ani wyleczyć kontuzji Sretena Sretenovicia. Cóż, nobody's perfect.

Tuż za podium znalazł się środek obrony Śląska Wrocław - zazwyczaj solidny, silny, zwarty i gotowy na boje z wrażymi napastnikami, ale czasem spływa na nią... na niego.... na niego - podmiotem jest ''środek''... spływa na niego mrok wieczorny i zaraz staje się upiorny: widzom twarz blednie, trenerowi włos rzednie, Piotr Celeban łapie czerwoną kartkę, a przesuwany do obrony Antoni Łukasiewicz snuje się po murawie i rozdaje stuprocentowe okazje, czasem nawet sam je bratobójczo wykorzystując.

Najlepszą obroną jest obrona

Założenia ideologiczne i wytyczne szczegółowe dla stoperów są proste: mają być nie do przejścia, nie do obiegnięcia, nie do przelobowania, a przy stałych fragmentach mają uniemożliwiać przeciwnikowi wykonanie tego, co sami mają robić przy stałych fragmentach wykonywanych.... Przepraszam, że napisałem ''proste''.

Siedem bramek (słownie: 7) - tyle w siedemnastu spotkaniach rundy jesiennej straciła Legia Warszawa, a połowę zasługi za ten imponujący wynik można spokojnie przypisać parze stoperów Inaki Astiz - Dickson Choto. Choto to ten większy, od którego się wszyscy odbijają, a Astiz to ten mniejszy, który potrafi wykonać trzy wślizgi pod rząd bez okaleczania pana Cebuli. Obaj grają mniej precyzyjnie niż wiosną, ale nadal stanowią najlepszy duet stoperów lidze. Tylko raz mogliśmy zobaczyć Dicksona Choto wyprowadzonego z równowagi - było to w meczu z Jagiellonią, kiedy Tomasz Frankowski wkręcał obywatela Zimbabwe w ziemię, przepchał go biodrem, barkiem i karkiem, a czasem w połowie walki cofał się... i przechodził nad leżącym obrońcą Legii do porządku dziennego. No, ale to Tomasz Frankowski. Ze zmienników na pochwałę zasłużył Artur Jędrzejczak, a Wojciech Szala zasłużył na wszystkie kartki, które dostał i na parę, których nie dostał.

Lech Poznań miał pecha i często musiał doraźnie łatać środek obrony. Niezłym pomysłem było wstawienie tam Ivana Djurdjevicia - grał jak to on, cynicznie i na zimno, a przeciwnicy turlali się na lewo i prawo. Nigdy nie schodził poniżej poziomu... poziomu kolan, zadowalając się dyskretnym wybijaniem z rytmu przy pomocy biodra i delikatnym masażem nerek. I żeby jeszcze był brutalny jak Szala czy Polczak... Nic z tych rzeczy - grał po prostu twardo, a jego najbardziej niebezpieczną cechą były drwiące komentarze, w których wzywał przeciwnika do podjęcia walki i stawienia mu czoła. Sprowokowany przeciwnik najczęściej podejmował, stawiał, zapominał o grze, a skupiał się na odpłacaniu... i często zarabiał kartkę. Główny stoper Lecha, Bartosz Bosacki długi czas grał z kontuzją, więc na wszystkie wpadki, pomyłki i minięcia się ma alibi, a zresztą na ligowym tle...

Cieszyć może pojawienie się paru nowych, młodych twarzy: miejsce w pierwszych jedenastkach wywalczyli sobie Maciej Sadlok (Ruch Chorzów), Mateusz Siebert (Arka Gdynia), barwnie pokazali się Piotr Stawarczyk (Ruch Chorzów), Piotr Malarczyk (Korona Kielce), o Arturze Jędrzejczyku i Mateuszu Kowalskim pisałem już parę razy, a gdy trzeba było bardzo solidnie grali na środku obrony Thiago Rangel Cionek (Jagiellonia) i Michał Płotka (Arka Gdynia). Młode to, płoche i ustawiane raz na srodku, a raz z boku obrony, więc pewnie jeszcze błędy czasem popełnia, ale widać, że większość z nich każdy klub ligowy wziąłby z pocałowaniem ręki, a klub posiadający Mariusza Jopa to pewnie i z pocałowaniem obu. Obu rąk, nie obu stoperów. Media na razie zachwycają się Sadlokiem, a ja bym zasugerował baczniejsze przyjrzenie się Siebertowi.

Stoperzy obu Polonii grali tak jak swoje drużyny: para Lukas Killar - Adrian Klepczyński nie była już zagrożeniem dla własnego bramkarza, ale czasem popadała w jesienną zadumę i nie była także zagrożeniem dla napastnika drużyny przeciwnej. Para Piotr Dziewicki - Łukasz Skrzyński starała się zasłużyć na karę ze strony prezesa Wojciechowskiego, ale ten okazał się sprytniejszy i nie wypożyczył ich za granicę. Zrezygnowani piłkarze zaczęli więc skupiać się na grze, co zaraz znalazło odbicie w wynikach. Ciekawie grali stoperzy Lechii Gdańsk: Hubert Wołąkiewicz już chyba wie, już ma taką pewność, o którą wszystkim stoperom chodzi, kibice nie muszą zażywać proszków, a towarzystwo Petera Cvirika działa uspokajająco także na Pawła Kapsę. Sergejs Kożans to bodaj najlepszy transfer Lechii, a trener Kafarski oddycha z ulgą, że ma pełnowartościowe zastępstwo na środku obrony.

Na rozstaju dróg znaleźli się stoperzy Śląska Wrocław - Mariusz Pawelec i Arki Gdynia - Maciej Szmatiuk. Sprawiają wrażenie, jakby w swoich klubach doszli do ściany i teraz może być tylko gorzej. W przypadku Szmatiuka nie tylko ''może'', ale chyba coraz częściej ''jest'', więc może by ktoś kupił obu zawodników zanim pogrążą się w przeciętności i szarzyźnie?

Najsmutniejszy widok rundy jesiennej? Andrius Skerla grający w stylu ''na autora 'Poligonu''': piłka w lewo, on w prawo, trener Probierz krzyczy ''strefą!'', a Skerla zaczyna grać ''każdy swego'', piłka gryzie go w łydki, trawa szarpie za getry, wzrok dziki, gdzie są linie? gdzie są bramki i która to nasza?... Równie przykry był widok Marcina Malinowskiego, który został przez trenera ustawiony na pozycji stopera i cierpiał strasznie, próbując ''realizować założenia taktyczne''. Na szczęście przyszedł trener Brosz i uwolnił ''Malinę'', zanim zawodnik wpadł w depresję, a kibice w rozpacz.

STATYSTYKI

Najwięcej bramek

1. Marcelo - sześć 2. Paweł Gamla - trzy 3. Jacek Markiewicz, Dariusz Pietrasiak - dwie.

Najdłużej na boisku

1 Piotr Polczak - 1518 minut 2. Maciej Sadlok - 1494 minuty 3. Inaki Astiz, Lukas Killar, Mariusz Pawelec, Kamil Glik i Maciej Szmatiuk - wszyscy po 1440 minut 4. Mate Lacić - 1439 minut 5. Dariusz Pietrasiak - 1350 minut 6. Marcelo - 1349 minut

Najwięcej żółtych kartek

1. Mate Lacić - siedem 2. Jacek Kowalczyk - sześć 3. Łukasz Tupalski i Piotr Malarczyk - pięć 4. Inaki Astiz, Dickson Choto, Bartosz Bosacki, Lukas Killar, Pavol Stano, Kamil Glik - cztery

Czerwone kartki

Jacek Kowalczyk, Piotr Celeban, Rafał Grodzicki - po dwie. Tomasz Jodłowiec, Piotr Malarczyk, Mate Lacić, Maciej Sadlok, Ivan Djurdjević - po jednej.

Bramki samobójcze

Łukasz Jasiński, Maciej Szmatiuk, Piotr Polczak - po jednej, Michał Łabędzki - pół.

POLIGONOWE PODIUM SUBIEKTYWNE

Miejsce trzecie: ''młoda fala''

Maciej Sadlok, Mateusz Siebert, Mateusz Kowalski, Kamil Glik, Artur Jędrzejczak grają jeszcze nierówno, popełniają błędy, czasem ponosi ich bezmy... ekhm!... ponosi ich fantazja, ale jeśli mam się zastanawiać, czy lepszy jest Mate Lacić, Bartosz Bosacki czy Tomasz Jodłowiec, to wolę hurtowo i ''na zachętę'' pochwalić tych, którzy za rok-dwa będą rządzić na środku ekstraklasowej obrony. Tym bardziej, że taka pochwała nic nie kosztuje, a przy odrobinie szczęścia  już niedługo będę mógł napisać: ''A nie mówiłem?''

Miejsce drugie: Inaki Astiz & Dickson Choto

Słabiej niż w zeszłym sezonie, ale lepiej z mądrym słabiej niż z głupim mocniej... znaczy... yyy... łatwiej grubego kijka... No, tak ogólnie to chodzi o to, że nawet kiedy grają słabiej, i tak potrafią zniechęcić napastników przeciwnika do wycieczek w okolice pola karnego Legii, zaś kiedy się już jednak jakiś zapędzi, to tak ''psitulają kjopka'', że samo suche zostaje.

Miejsce pierwsze: Marcelo

Gra w parze z Mariuszem Jopem a mimo to ma na koncie sześć bramek. Gra w parze z Mariuszem Jopem, a mimo to ma na koncie tylko 3 żółte kartki i ani jednej za próbę zabójstwa partnera. Zdrowy, skoczny, szybki, solidny, mało kosztował, dużo można będzie można na nim zarobić, a w dodatku wciąż potrafi zostać po treningu i długo ćwiczyć indywidualnie. Ideał.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.