Poligon: "Stoję, stoję, stoję - czuję się świetnie", czyli jesień na bramce

''- ...wreszcie z tej desperacji poszedłem na dyskotekę i jak nie dam w mordę bramkarzowi...- I co?- Wpuścił mnie''!

Bramkarze ekstraklasowi też wpuszczają - rundzie jesiennej wpuścili 307 bramek, co daje średnią 2.257 gola na mecz oraz prawie 22 gole na bramkę rozumianą inwetaryzacyjnie (Wisła i Cracovia grały na tym samym stadionie, a więc używały tych samych bramek). Dziś podsumowanie dokonań bramkarzy, a cytatu ze wstępu nie należy traktować jako zachęty do czegokolwiek, tym bardziej, że przecież mogą oddać.

Ktokolwiek wiedziałby...

Dominik Kisiel - mówi to Szanownej Wycieczce coś? Wycieczkowicze z Bełchatowa proszeni są o opuszczenie rąk, bo dla nich to akurat za łatwe pytanie - będą się mogli wykazać przy pytaniu o Filipa Kurto . Albo Jewhena Kopyła . Albo o paru innych bramkarzy - każdy klub ma przecież rezerwy. Czasem rezerwy to dopiero bramkarz numer 4, ale czasem nawet drugi bramkarz nie ma wielkich szans, by zagrać w Ekstraklasie, bo klubowy Numer Jeden jest naprawdę Numerem Jeden. W takiej niewygodnej sytuacji są, wspomniany już Dominik Kisiel z GKS-u Bełchatów i jego klubowy kolega Krzysztof Kozik , Maciej Gostomski i Konstantyn Machnowskyj z Legii Warszawa, Marko Perdijić z Ruchu Chorzów, a nawet dwóch utalentowanych bramkarzy z Trójmiasta: Mateusz Bąk z Lechii Gdańsk i Norbert Witkowski z Arki Gdynia co jeszcze pół roku temu wydawało się tak nieprawdopodobne, że... że aż nieprawdopodobne.

Radosław Majdan z Polonii Warszawa czasem dostawał szansę, a poza tym jego nieobecności były usprawiedliwione treningami tanecznymi. Gdzieś trzeba przecież odreagować i lepiej tak, niż rzucając ananasem w okna mieszkańców, n'est-ce pas? Istnieje teoria, że w składzie warszawskiej Polonii jest także trzeci bramkarz - Michał Gliwa . Podobno pojawia się przy pełni księżyca, dzwoni łańcuchami i wspominając derby z Legią, wydaje odgłosy.

Ostatnio zaś na boisko trafił drugi bramkarz Wisły Kraków Ilie Cebanu . Łapał, skakał, rzucał się i nie odbiegał, ale tyle jego, bo choć Wisła znowu przetestuje sześciuset bramkarzy i nie kupi żadnego, to przecież Mariusz Pawełek wyzdrowieje.

Pechowcy

Juraj Balaż - przyszedł do Polonii w ostatniej chwili, ze względu na zapis, uniemożliwiający Wojciechowi Skabie występ przeciwko Legii. Zagrał świetnie i wydawało się, że rywalizacja w bytomskiej bramce będzie ostra. Niestety, na treningu jeden z obrońców zagrał zbyt ambitnie i Balaż z koszmarną kontuzją trafił do szpitala. Runda z głowy, a co będzie wiosną - nie wiadomo.

Adam Stachowiak - młody, zdolny, perspektywiczny, przymierzany nawet do kadry narodowej. Bieżący sezon miał słabszy, bronił niepewnie i w kratkę, a sezon skończył występem w kadrze U-Stefan-Majewski - zderzył się z rywalem i doznał kontuzji barku. Uciekły mu ostatnie kolejki ligowe i być może zimowy okres przygotowawczy. Szkoda.

Jakub Szmatuła (i Rafał Kwapisz) - wydawało się, że będzie pewniakiem w gliwickiej bramce, ale zdarzyły mu się dwie wpadki oraz kontuzja i musiał ustąpić miejsca Rafałowi Kwapiszowi. Kwapisz dobrze zaczął, gorzej kończył, a bramka, którą strzelił mu Radosław Matusiak była zabawna . Bo po rękach, bo Matusiak i bo strzelił. W dodatku przyplątała się jakaś dziwna kontuzja, lekarzom mylił się staw biodrowy z kręgosłupem, a Piast nie odważył się na ponowne postawienie na Szmatułę, tylko kupił kolejnego bramkarza . W tym tempie i przy tym stanie gliwickiej obrony do końca rundy Piast będzie miał dziewięciu bramkarzy.

Niewypały Ivo Vazgec - trudno przegapić: duży, charakterystyczny, a w dodatku stanowił 50 proc. letnich transferów Śląska. Miał ''wejść na estradę i zostać'', a tym czasem okazało się, że choć śpiewać każdy może, to bronić chyba jednak nie. Bronił przeciętnie, a nawet coraz przeciętniej, aż w końcu nawet trener Tarasiewicz stracił cierpliwość i zszedł go sobie z oczu.

Grzegorz Kasprzik - letni hicior transferowy nie zachwycił w pierwszych meczach, zawalił parę ważnych bramek, z których najbardziej bolała ta pucharowa z FC Brugge i ostatecznie wylądował na ławce. Na razie Lech usiłował wykorzystać go jako element dodatkowy w transakcjach międzyklubowych, ale chętnych nie było. Ciekawe, czy dostanie drugą szansę wiosną? I czy będzie to szansa gry czy kolejna szansa transferu.

Łukasz Merda - miał być konkurencją dla Marcina Cabaja, miał go zmusić do większego wysiłku, a tymczasem Cabaj jest co prawda bardziej pewny siebie, ale gra spokojnie swoje, bo Merda pokazał się dwa razy i trzy urazy, nie zachwycił i kto się założy, że na liście życzeń Oresta Lenczyka pozycja ''bramkarz'' jest bardzo wysoko?

Niewiadome

Grzegorz Szamotulski - zagrał dotychczas tylko dwa spotkania i w obu prowokował pytanie ''Co ma takiego, czego nie mają Gikiewicz i Sandomierski''? A echo zapytane odpowiadało, że łysinkę, a czasem tylko zakola. Ma szansę zostać najlepiej opłacanym trzecim bramkarzem, więc gdyby klub szukał oszczędności, to informuję, że mogę siedzieć na białostockiej ławce za połowę tego, co dostaje Szamotulski i obiecuję nie marudzić.

Maciej Nalepa - wreszcie zadebiutował w Polskiej Ekstraklasie i od razu zapowiedział, że ma zamiar w niej trochę zostać. Podobno w polskiej lidze można grać do czterdziestki. Pierwsze interwencje Nalepy sugerują do jest w stanie tego dokonać. A kiedy jeszcze zrzuci brzuszek...

Zbigniew Małkowski - wyluzowany, wygadany, doświadczony, ale nie powiedziałbym, żeby jakoś specjalnie zachwycił w pierwszych meczach. Ot, bramkarz na miarę Ekstraklasy i gdybym ja mógł wybierać, to stawiałbym dalej na Cierzniaka. No tak, ale ja w ''Wygraj ligę'' wystawiałem zawodników, którzy tego dnia przechodzili operację, grypę, mutację oraz gradobicie i byłem zdania, że Adrian Paluchowski przyniesie mojej drużynie punktów bez kozery powiem pińcet.

Nadzieja

Michał Buchalik - stanąć w bramce Odry Wodzisław to wyzwanie samo w sobie, a w tym sezonie jest to wyzwanie z gatunku samobójczych. Michał Buchalik stanął w bramce, stanął na wysokości zadania i stanął kością w gardle niektórym napastnikom. Nikt nie miałby pretensji, gdyby ''spękał'' po pierwszych meczach, a tymczasem Buchalik ze spotkania na spotkanie gra coraz lepiej i jeśli tak dalej pójdzie, to Adam Stachowiak może mieć problemy z powrotem do pierwszego składu.

Grzegorz Sandomierski i Łukasz Gikiewicz - czyli klęska urodzaju w Białymstoku. O Gikiewiczu wiadomo było, że jest niezły, jeszcze latem pytały o niego kluby mocniejsze niż Jagiellonia. Ale powrót Sandomierskiego to było prawdziwe wejście smoka: po kontuzji, po wypożyczeniu do Ruchu Wysokie Mazowieckie, wrócił do Ekstraklasy i w sześciu kolejnych meczach nie puścił gola. Po przegranej Jagi z rewelacyjnym Ruchem 2:5 trafił na trybuny, a Jagiellonia kupiła Szamotulskiego i podobno zanim powrócą Valarowie, mamy się dowiedzieć, na co jej to było. Jeśli Gikiewicz i Sandomierski nadal będą się bramkarsko rozwijać w takim tempie jak dotąd, to latem trener Probierz może mieć kolejny problem: co zrobić z wielką górą banknotów, którą Jagiellonia dostanie za jednego lub obu zawodników.

Jasmin Burić - wskoczył do bramki Lecha Poznań po wpadkach Grzegorza Kasprzika, gra pewnie i wesoło, jest uważny i parę razy uratował Lechowi punkty. Wygląda na to, że zostanie Numerem Jeden na dłużej, ale... ale tak samo mówiono o Krzysztofie Kotorowskim, Grzegorzu Kasprziku czy Emilianie Dol... Dolh... Dolsz... yyyy... Emilian Dolha też miał zostać.

Wojciech Skaba - do Polonii Bytom przyszedł z Legii Warszawa, a to mówi samo za siebie. Nie dlatego, że akurat Legia, ale dlatego, że pracował tam z pod kierunkiem Krzysztofa Dowhania. W Bytomiu bronił różnie, zdarzały mu się mecze, w czasie których piłka jakby go parzyła, czasem popadał w jesienną zadumę i snuł się po polu bramkowym jak Świtezianka po lesie, ale stawiam orzechy laskowe przeciw kokosowym, że doświadczenie z rundy jesiennej zaprocentuje wiosną.

Krzysztof Pilarz - niby wiek nie bardzo ''nadziejowy'', ale z bramkarzami jest jak z winem i nie chodzi o to, że trzyma się ich w beczkach. Pilarz w rundzie jesiennej grał jak cały Ruch: kiedy szło, potrafił wyciągać dwa strzały i cztery krety równocześnie, ale czasem sprawiał wrażenie przestraszonego, zagubionego i próbującego sobie przypomnieć, o co chodzi z tymi trzema białymi rurkami i siatką. Bez niego jednak Ruch nie byłby tam, gdzie jest obecnie, jeśli jeszcze uwierzy w siebie i ustabilizuje formę, to... Cóż, do kadry pewnie nie trafi, ale krajowym napastnikom wrzodów i siwych włosów przysporzy na pewno.

Stary dobry ból głowy

Mariusz Pawełek i Marcin Cabaj - Krakowska Szkoła Bramkarska nadal mocna, ''Pawełki'' i ''cabajady'' zdarzają się regularnie, trenerzy zgrzytają zębami, powtarzają zaklęcia o konieczności znalezienia konkurentów i uczulają obrońców, żeby opiekowali się kolegą golkiperem jeszcze troskliwiej, ale wszyscy wiemy jak to się skończy. Czyli że nie skończy się wcale. Cabaj i Pawełek będą bronić w pierwszym składzie aż do emerytury, a tytuł ''Wisła testuje następcę Pawełka'' będzie nas straszył jeszcze w roku 2050.

Aleksander Ptak - Ruszę... albo nie, zaczekam w polu bramkowym. W końcu tam są obrońcy... No tak, ale to przecież Łukasz... to może ruszę?... Aha, Costa asekuruje... Aaaaaa! To nie Costa, to ich napastnik! To biegnę! Już biegnę! Tylko w którą stronę? Gdzie jest piłka? Tam jest! Nie zdążę! Ała, on strzela! No, panowie, kuuuuurde, pilnujcie ich, jak możecie ich tak puszczać i to trzeci raz w tym meczu, naprawdę...

Wojciech Kaczmarek - potrafi położyć mecz, ale potrafi też zagrać jak w transie i wybronić wszystko, co leci w stronę jego bramki, a gdyby mu pozwolić, to pewnie wybroniłby też to, co leciało w stronę bramki przeciwnika, w stronę bramki Miedzi Legnica i w stronę zachodzącego słońca. Problem w tym, że dopóki mecz się nie zacznie, nie wiadomo, w którym trybie Kaczmarek dziś pracuje.

Sebastian Przyrowski - stabilniejsza wersja Wojciecha Kaczmarka. Górna strefa Ekstraklasy, ale od czasu do czasu przechodzi obok meczu, sprawiając wrażenie, jakby stał obok bramki, a nie w niej. Bardzo ucieszył się z gróźb prezesa Wojciechowskiego o ewentualnej sprzedaży do Anglii i chyba mocno się rozczarował, kiedy prezes postanowił mu darować.

Radosław Cierzniak - jak to mówią: ''młody, zdolny, dobrze zapowiadający się''. Średnia strefa stanów średnich i ofiara słabej postawy całej drużyny, bo co prawda puścił parę śmiesznych bramek, ale trzeba pamiętać, że ktoś wrażych napastników dopuścił do strzału, a czasem dopuszczał w sposób o wiele śmieszniejszy. Wreszcie ma konkurenta w bramce - rywalizacja zapowiada się emocjonująco, a to podobno dobrze wróży drużynie.

Poligonowe Podium Subiektywne

Miejsce trzecie - Łukasz Sapela. Czasem potrafi wywołać u trenera solidny hercklekot, ale trzeba mu oddać, że rundę jesienną miał imponującą - drużyna pobiła klubowy rekord meczów bez porażki, a sam Łukasz Sapela przez ponad 700 minut nie puścił gola. Robi wrażenie, nawet jeśli się pamięta, że przed Sapelą grają Lacić, Popek i Pietrasiak.

Miejsce drugie - Paweł Kapsa i Andrzej Bledzewski. To się nazywa ''Powrót króla'' - obaj trójmiejscy bramkarze odzyskali miejsce w pierwszym składzie i jesienią bronili tak, że o Norbercie Witkowskim pamiętają już tylko kibice Arki, a Mateusz Bąk poprosił o wypożyczenie do klubu, w którym mógłby czasem zagrać. ''Od głodu, ognia, powodzi, krachu na giełdzie i kontuzji bramkarzy...'' - powtarzają dwa razy dziennie kibice z Trójmiasta.

Miejsce pierwsze - Jan Mucha. Legia w rundzie jesiennej straciła zaledwie siedem bramek, a Musze można przypisać jedną, góra półtorej. Od lat broni na niezmiennym, wysokim poziomie, frustruje napastników, z których połowa na sam jego widok zamienia się w Smerfa Marudę i mrucząc: ''I tak się nie uda...'' podaje piłkę kolegom. W dodatku jedzie na Mistrzostwa Świata. Z jednej strony szkoda, żeby odchodził z Ekstraklasy, z drugiej - szkoda, żeby tu zostawał.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.