Historie alternatywne Z czuba: Marcin Gortat i piosenkarz półkrwi

W pierwszej połowie tego roku Polskę ogarnęła większa, bardziej łysa i wytatuowana wersja ''Małyszomanii'' czyli ''Gortatomania''. Nikt wprawdzie nie wierzył chyba, że ''Polski Młot'' będzie gwiazdą NBA pokroju supernowy Kobego Bryanta czy żółtego czerwonego olbrzyma Yao Minga, ale gdyby został chociażby krążącym wokół jądra Zbyszka Bońka galaktyki wrakiem stacji orbitalnej, nikt by się nie obraził. Tymczasem ten sezon pokazuje, że może nie być wcale tak różowo, a Alternatywne Centrum Historyczne Z czuba postanowiło przewidzieć, co może stać się dalej

5 stycznia 2010 roku. W meczu z Indianą Pacers Gortat wchodzi na parkiet tylko dlatego, że Howardowi rozwiązał się but, a Brandon Bass dostał akurat ataku Zabójczej Czkawki z Kosmosu. Po tym 15-sekundowym występie do Polaka dociera, że trener Van Gundy już mu nie ufa i zblokuje Gortatowi możliwość oglądania swoich zdjęć na Facebooku. Marcin sprawdza w domu swoje statystyki - w tym sezonie grał  średnio 11 sekund w meczu (czwarty najgorszy wynik w NBA, w tej kategorii lepsi są tylko Przebłysk Umiejętności New York Knicks, tajemnicza postać wycierająca logo na parkiecie New Jersey Nets i celne trójki Grega Ostertaga ), przybił 324 ''żółwiki'' (drugie miejsce w kraju za Barackiem Obamą ) i ziewnął 15 razy.

Zbierał też piłki - najchętniej te z autografami Garnetta. W dodatku jeśli już przy autografach jesteśmy, to zaliczył ujemny wynik w klasyfikacji kanadyjskiej - wziął więcej podpisów (Jacka Nicholsona w Los Angeles, Alice'a Coopera w Phoenix i Eddiego Veddera w Chicago) niż rozdał (smutny chłopiec w Milwaukee. Był jeszcze facet w New Jersey, ale okazało się że sprzedawał ubezpieczenia i Marcin zamiast dać autograf ubezpieczył się od najazdu obcych, ataku Godzilli i spisku ludzi-ołówków). W każdym razie Gortat czuje się niedoceniany. Gortat ma dość.

- Mam dość - mówi.

Czuje, że musi coś zmienić.

- Czuję, że muszę coś zmienić - dodaje.

Na południu Włocławka wschodzi słońce. Wschód Włocławka nie wie co się dzieje. Podobnie inne ważniejsze części Włocławka czyli północ, zachód i ketchup .

Z to Marcin wie. Wie, że musi rzucić kosza. Orlando dzięki temu trafieniu wygrywają po dogrywce z Toronto Raptors, ale Marcin jest nieugięty. - To koniec z koszykówką - mówi na konferencji prasowej. NBA zawiesza zatem postępowanie w sprawie wniosku zgłoszonego przez trenera kanadyjskiej ekipy, Jaya Triano o odebranie punktów Magic za, niesłuszne jego zdaniem, zwycięstwo. - Przecież zwycięskie punkty rzucił jakiś kibic - argumentuje Triano.

Sfrustrowany brakiem reakcji władz ligi były już trener ''Drapieżników'' odchodzi z zespołu, odchodzi od żony i ogólnie rzecz biorąc odchodzi w stronę zachodzącego Słońca. - Ja tu jeszcze wrócę - odgraża się jednak. I faktycznie wraca do Toronto, bo zostawił tam szczoteczkę do zębów. Wprawdzie była stara i na bilet wydał więcej niż na tuzin nowych szczoteczek. Nie była to jednak zwykła szczoteczka, była to szczoteczka zaczarowana, ale to już zupełnie inna historia...

Tymczasem równie jak nie bardziej sfrustrowany Gortat szuka nowej drogi życiowej. Po nieudanej próbie zapuszczenia dredów, Marcin przypadkiem zapuszcza sobie płytę Gotan Project . - To jest to - mówi sam do siebie. Postanawia zatem zawodowo zapuszczać płyty i zostaje rezydentem w poznańskim lokalu U Bazyla . Po tygodniu grania winyli poświęconych przez Czarnego Pana oraz cedeków z odgłosami dźganych widelcem nastolatków w czarnych swetrach zmienia jednak zdanie. Kupuje akordeon i dołącza do Philippe`a Solala, Eduarda Madoffa i Christopha Mullera a sam zespół ma teraz nazwę Gortan Project. Marcin na swoim instrumencie ma szeroki repertuar zagrań - od skocznych polek po mroczne drum`n`akordeony, od ognistych sals po rzuty hakiem spod kosza. Panowie kłócą się jednak o pieniądze, sławę i o to czy Pittsburgh Penguins słusznie zdobyli Puchar Stanley, co kończy się odejściem Marcina z kapeli oraz zatopieniem Argentyny przez US Air Force.

Gortat postanawia postawić na karierę solową. Próbuje wrócić do kosza i zgłosić się do NBA jaki 31. drużyna. Okazuje się jednak, że jeden zawodnik to za mało, a wpisany przez Gortata w rubryce ''boisko domowe'' duży pokój nie spełnia norm ligi. Dlatego Marcin pojawia się w trzeciej edycji ''Mam talent'' (oczywiście bez akordeonu, bo to obciach ) i podbija serca jury swoim obejmującym sześć oktaw głosem. Serca telewidzów z kolei podbija śpiewanym utworem, z poruszającym tekstem o jego przyjaźni z Dwightem Howardem - ''Dumka na dwie wieże'' . Oddziały kardiologiczne w całej Polsce mają pełne skalpele roboty.

W tym samym czasie: - Norwegia zostaje planetą. Zazdrośni Szwedzi zmieniają nazwę swojego kraju na Svensson i spółka. A Finowie jak zwykle mają doła. Jeszcze większego, gdy uświadamiają sobie, że nawet w tym nie są najlepsi - największą depresję mają Holendrzy. - Do tekstu Konstytucji Europejskiej zostaje dopisany podpunkt o tym, że Ligi Mistrzów nie może wygrać drużyna z Alberto Gilardino w składzie. Alberto Gilardino w akcie zemsty zmienia nazwisko na Gilberto Albertino - Trybunał w Strasburgu jest bezbronny. Tak samo jak Trybunał w Hadze i Nowa Trybuna Opolska .

Zosia Małgosia Foremniak słuchając śpiewającego Marcina płacze. Nie dziwimy się, kto by nie płakał, siekając cebulę. Agnieszka Chylińska proponuje rosłemu wokaliście duet. Gortat mówi jednak, że w taką komerchę nie pójdzie i znów dochodzi do niego to, co doszło w trzecim akapicie tekstu - ma dość. Znów czuje, że musi coś zmienić. Stara się zmienić Windowsa w niezawodny system operacyjny, ale zawsze, gdy wydaje się, że osiągnął sukces pokazuje się niebieski ekran śmierci, niezidentyfikowany błąd albo wygaszacz ze Swietłaną Fieofanową, co ostatecznie przekonuje go, że nie był to dobry pomysł i są rzeczy, których po prostu nie można zmienić.

Kolejny jego plan to udowodnienie, że czytając ''Harry'ego Pottera i Czarę Ognia'' po estońsku i od tyłu można znaleźć informację od kosmitów. Twierdzą oni, że ''ujlap agiil dien lum atamelthaK ujsa um ativah ja ekhal iin elO''. Marcin za cholerę nie wie, co to znaczy, ale jest pewien, że coś bardzo ważnego. W tym momencie słyszy dzwonek do drzwi. Spoglądając przez wizjer widzi wielką postać, przygląda się i już wie kto to... Wy dowiecie się w następnym odcinku.

Wy dowiecie się w następnym odcinku - tak skończył się ten odcinek, ale całkiem możliwe, że dowiemy się tego też i my. Postanowiliśmy bowiem dodać pierwiastek interaktywności i o to, kto może przyjść odmienić życie Marcina zapytać Was. Czekamy na maile, komentarze i gołębie pocztowe z propozycjami.

PS A tak już najzupełniej serio, Marcin jest jednym z naszych ulubiony polskich sportowców, głównie właśnie ze względu na dystans, jaki ma do siebie. Wierzymy zatem, że się za tę chorą wizję naszych mrocznych umysłów nie obrazi. I żeby nie było - naprawdę mu kibicujemy. Oraz chcemy, żeby zagrał w Meczu Gwiazd .

bazyl&miszeffsky