Pięć mgnień Ligi Mistrzów

Poprzednio na gola w Lidze Mistrzów czekaliśmy ponad trzy lata. Teraz nieco ponad rok, co zapewne oznacza, że polska piłka ma się coraz lepiej. I po tym można ją odróżnić od piłki włoskiej. Między innymi.

1. Liga Mistrzów. To takie dziwne rozgrywki, w których o awans do fazy pucharowej wyjątkowo trudno - dość powiedzieć, że do ostatniej kolejki musiał o niego drżeć zespół, który zdobył cztery punkty w dwumeczu z Realem Madryt. Ale jednocześnie to takie dziwne rozgrywki, w których do fazy pucharowej awansować może zespół, który w dwumeczu z FC Zurich zdobył zaledwie punkt. To też takie dziwne rozgrywki, w których w obu przypadkach może chodzić o jeden i ten sam zespół - Milan. Hm, po zastanowieniu - może to wcale nie rozgrywki są dziwne.

2. Kuchnia włoska. Nadal jest pyszna i to w zasadzie wszystko, co pozytywnego można powiedzieć o wtorkowych występach Włochów. O Milanie już pisałem, ale Milan przynajmniej awansował. Juventus natomiast w meczu z Bayernem drużyną na miarę awansu był raptem przez 20 minut. Po strzeleniu gola rządzili już tylko goście i choć dwie ostatnie bramki strzelili w ostatnich dziesięciu minutach - dobrze się stało, że je strzelili. Wynik 4:1 dużo lepiej odzwierciedla straszliwy łomot, jaki sprawili Włochom w Turynie. Milan awansuje po strasznych mękach, wicemistrz Włoch odpada, mistrz Włoch morduje się do ostatniej kolejki i wcale nie jest powiedziane, że nie pójdzie w ślady wicemistrza. W krainie calcio i calzone płynącej po raz kolejny zapewne rozlegnie się chóralne ''mamma mia, mamy problem''. I słusznie się rozlegnie.

3. Cristiano Ronaldo. Przybył, zobaczył, strzelił, strzelił raz jeszcze. Dwiema bramkami (z niewielką pomocą Raula Albiola) wprowadził do fazy pucharowej dwie drużyny jednocześnie po raz kolejny jednocześnie pokazując, że kiedy nie ma go na boisku, Real powinien zmieniać nazwę. Na przykład na ''Nam Strzelać Nie Kazano'' Madryt.

4. Sukces. Niebosiężny wręcz odniósł Marcin Żewłakow, który zdobył bramkę. Poprzednią ponad rok temu zdobył (ze spalonego) Marek Saganowski, chwilę później przepędzony z Aalborga. Jeszcze poprzednią - Jacek Krzynówek cztery i pół roku temu. Nie jest raczej przypadkiem, że zawodnicy to dość obecnie leciwi. Zastanawiałbym się, jak takie wyczyny Polaków w Lidze Mistrzów skomentowałyby tuzy Polskiej Myśli Szkoleniowej, ale niestety, dokładnie wiem, jak by skomentowały. Ze strasznie z siebie zadowolonym uśmiechem.

5. Awans. Ostatnim wtorkowym jednoósmofinalistów zostało CSKA Moskwa, które w korespondencyjnym pojedynku z Wolfsburgiem zagrali do końca i strzelali w doliczonym czasie gry, podczas gdy Wolfsburg w doliczonym czasie gry tracił. Czyli można powiedzieć, że słusznie się stało, tym bardziej, że Wolfsburg nie był w stanie pokonać u siebie rezerw Manchesteru United. Zwłaszcza, że drużyny w fazie pucharowej zwykły raczej grywać pierwszymi składami.

Piotr Mikołajczyk