Dlaczego Ferrari nie zdobędzie mistrzostwa świata

O kurczę, Alonso rzeczywiście w Ferrari - pomyślało 17 tysięcy hiszpańskich fanów podczas imprezy Ferrari Finali Mondiali w Walencji. O kurczę, 17 tysięcy fanów Alonso - pomyślał szef Ferrari i czym prędzej popędził w ich kierunku. Skończyło się zabawnie.

Ferrari postanowiło wreszcie pokazać światu, że naprawdę jego kierowcą będzie Fernando Alonso. Choć Hiszpan do końca roku ma jeszcze ważny kontrakt z Renault (francuska firma musiała udzielić mu dyspensy), podczas uroczystego zakończenia roku koncernu - Ferrari Finali Mondiali w Walencji pokazało światu hiszpańskiego kierowcę. A potem pokazało, że prezydent Ferrari nie umie jeździć samochodem.

Prezentację Hiszpana przeprowadzono naprawdę z rozmachem. Na tor w Walencji wyjechało nowiutkie Ferrari California, za kierownicą którego siedział sam Luca di Montezemolo - prezydent koncernu. Na tylnym siedzeniu stali kierowcy włoskiej stajni w przyszłym sezonie - Felipe Massa i Fernando Alonso - i machali do kibiców. 17 tysięcy kibiców, żeby być precyzyjnym. Ta liczba najwyraźniej skołowała di Montezemolo, który z niejasnych przyczyn, zamiast trzymać się toru, ni stąd ni zowąd skręcił i ruszył w ich kierunku.

Nie dojechał. Kilka metrów za torem samochód zakopał się w żwirze pobocza i stanął. Alonso i Massa, zamiast dostojnie machać do kibiców, musieli wyskoczyć i popchnąć samochód. Zresztą bez widocznych rezultatów. Wyglądało tak:

W takiej sytuacji człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego Kimi Raikkonen bez większego marudzenia zgodził się rozwiązać ważny jeszcze przez rok kontrakt. W końcu wielkie odszkodowanie piechotą nie chodzi jeśli tak się zaczyna nowy sezon w wykonaniu Ferrari, to aż strach pomyśleć co będzie dalej.