W Danii zimne parowki na meczu to zbrodnia

Plusem siedzenia w redakcji jest dostęp do agencyjnych depesz, dzięki którym każdy porządny dziennikarz lub autor Z Czuba.pl może mieć pojęcie o tym, co się na otaczającym go świecie dzieje. Czasem jednak mamy wrażenie, że czytamy produkty wysyłane w przestrzeń przez złego bliźniaka PAP-u czyli PUP - inną agencję prasową. Dzięki temu możemy się jednak na przykład dowiedzieć, że na duńskich meczach piłkarskich nie można sprzedawać zbyt zimnych parówek.

Według niektórych największą zbrodnią świata są zimne kobiety i ciepłe piwo. Według duńskich inspektorów sanitarnych, jak twierdzi PAP, są to zimne parówki. Na ostatnim meczu Esbjerg fB Z FC Kopenhaga nic nie zapowiadało tragedii, nawet postawa Esbjergowców, którzy dzielnie stawiali czoła bardziej utytułowanemu w ostatnich latach rywalowi (spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0). Zawodnicy kopali piłkę, w kilku punktach sprzedawano parówki i piwo aż nagle...

''Na trybunach zaroiło się od inspektorów sanitarnych, którzy zaczęli sprawdzać temperaturę wody z parówkami. Na początku meczu wynosiła ona 84 stopni, lecz w drugiej połowie spadła do 47,3 stopnia. To zdaniem inspektorów było zbyt mało, ponieważ temperatura parówek sprzedawanych na terenie Danii musi wynosić minimum 75 stopni'' - możemy przeczytać w relacji z meczu.

Za takie wykroczenie Esbjerg fB ukarany został grzywną w wysokości 10 tysięcy duńskich koron (5,5 tysiąca złotych). Działacze klubu nie zgadzają się jednak z tak surowym potraktowaniem ich przez duński Sanepid.

W niedzielę było potwornie zimno i parówki ochłodziły się po prostu z powodu nagłego załamania pogody. Inspektorzy nie zwrócili nawet uwagi, że nasz drugi produkt dla kibiców - piwo - trzymało odpowiednią temperaturę i było jak zimne jak nigdy - podkreślili działacze.

A my zamiast komentarza pozwolimy sobie tylko na małą ilustrację filmową