Tyson grozi, że może wrócić. Jak to przebić?

Mike Tyson odgraża się w ''Guardianie'', że może wrócić na ring, jeśli tylko Don King zapłaci mu za treningi (a jego ''ekipa kosztuje mnóstwo pieniędzy''). Don King odpowiada, że ''dla Mike'a wszystko'' a pieniądze nie grają roli. Czy oznacza to, że grozi nam powrót Tysona? Pewnie nie. Gdyby jednak do tego doszło - Don King mógłby kontynuować dzieło namawiania ludzi do żenujących powrotów. Kogo?

1. Paula Gascoigne'a

Skojarzenia są oczywiste - wielki talent, wielkie dziecko, wielkie kłopoty ze sobą, światem i używkami. Ponowne oglądanie go na boisku wyglądałoby zapewne podonie, jak oglądanie Tysona w ringu - człowiek przez połowę czasu zastanawiałby się, czy to naprawdę ten sam facet, który strzelił jedną z najpiękniejszych bramek w historii futbolu /został najmłodszym mistrzem świata wagi ciężkiej w historii boksu. A przez drugą połowę zastanawiałby się, czy naprawdę nie dało się zakończyć wtedy kariery i przejść raz na zawsze do historii. A biorąc pod uwagę, że Gascoigne'owi zdarzało się raz i drugi testować na ludziach swoje zdolności bokserskie - pewnie chętnie wziąłby udział w walce z Tysonem.  Chociaż, biorąc pod uwagę jego próby samobójcze, chyba lepiej nie byłoby mu na to pozwalać.

2. Winstona Bogarde

Skoro pieniądze nie grają roli - możliwością powrotu z pewnością zainteresowałby się Winston Bogarde, czyli człowiek, który w ciągu czterech lat w Chelsea zarobił 8 milionów funtów za dwunastokrotne pojawienie się na boisku, po czym zakończył karierę. Rączo wbiegłby na stadion, po czym z dziką rozkoszą usadowiłby się na ławce rezerwowych, włączył stoper i zaczął liczyć pieniądze.

3. Bretta Favre'a

To zadanie byłoby trudne, biorąc pod uwagę, że Favre cały czas gra. I zarazem łatwe, biorąc pod uwagę, że nikt nie wraca do sportu tak chętnie jak Brett . Jak do tej pory odchodził dwukrotnie i zawsze wracał. Z pewnością nie będzie miał nic przeciwko jeszcze jednemu powrotowi, jak tylko znów skończy karierę.

Nie, nie przesadzajmy. Od tego prawdopodobnie skończyłby się wszechświat.

4. Świętego Jerzego

Tysonowi trzeba by znaleźć jakiegoś przeciwnika (sprawdzić, czy nie Gołota). Któż lepiej nadawałby się na pogromcę Bestii, jeśli nie człowiek, który zabił smoka? Alternatywą mogłby być namówienie na powrót Szewczyka Skuby, którym Don King mógłby podkreślić wielokrotnie deklarowaną sympatię do Polski. Niestety, Don King pewnie pamięta, jak skończyła się ostatnia walka między Polakiem i Tysonem i może nie chcieć tego powtarzać. Że co? Że nie jest sportowcem, a świętym, który w dodatku od wieków nie żyje? Podejrzewamy, że jego powrót jako przeciwnika Tysona wywołałby mniejsze poruszenie niż sam powrót Żelaznego Mike'a.

5. The Doors

Od oglądania Mike'a Tysona - legendy, której czas minął wieki temu, a której atuty już nie istnieją i nigdy nie powrócą bardziej żenujące może być tylko słuchanie dawnej legendy, której czas minął wieki temu, a której atuty już nie istnieją i nigdy nie powrócą. Tak, jak gruby i wolny Tyson pokazałby, że nie ma wstydu wchodząc po raz kolejny do ringu, tak Ray Manzarek, John Densmore i Robbie Krieger pokazaliby, że nie mają wstydu wracając na scenę, szczególnie pod dawną nazwą. Hm, zaraz, zaraz...