Nie miej drużyny, wygrywaj cenne nagrody i awansuj na mundial

Jeśli ostatnie dni spędziliście jako szczęśliwi ludzie, gdzieś w amazońskiej dżungli bez Internetu i telewizji, mamy przykrość poinformowania Was o tym, że Polska nie zakwalifikowała się na mundial do RPA. Niektórzy obwiniali o to trenera Beenhakkera, inni to, że Polacy w swoich klubach za granicą rzadko kiedy grają, a czasem (patrz: Smolarek, Euzebiusz) w ogóle klubu nie mają. Że w takich warunkach awansować się jednak da udowodnili Ghanijczycy, a ściślej rzecz biorąc TurboDymoMan Stephen Appiah, który zawstydził Smolarka.

Ghana jako pierwsza drużyna z Afryki zapewniła sobie udział w Mistrzostwach Świata. Centralnymi postaciami jej kadry byli Michael Essien, który zabierał przeciwnikom piłki i godność w środku pola oraz Stephen Appiah. W przypadku tego drugiego było to o tyle dziwne, że po raz ostatni pojawił się w piłce klubowej na boisku pod koniec 2007 roku.

Appiah, bardzo solidny defensywny pomocnik, występował w swojej karierze w Udinese, Parmie, Brescii i Juventusie. Jego ostatnim klubem było Fenerbahce, gdzie pełnił rolę wicekapitana i występował w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W barwach tureckiej drużyny zmagał się też w wolnych chwilach z kontuzją kolana. Po operacji, która zrobiła z jego stawu kolanowego człowieka zagrał 7 listopada w meczu LM z PSV Eindhoven. Uznał jednak, że klub skrewił sprawę z leczeniem i zamiast do domu, pojechał po spotkaniu do Włoch na rehabilitację. Nie wiemy czy lekarze Fenerbahce wszczepili mu w nogę PlayStation 3 czy dokonali innej zbrodni, ale faktem jest, że Ghanijczyk na tyle był niezadowolony z zabiegu, że zerwał kontrakt z turecką drużyną.

Od tego czasu łączony był z przejściem do Tottenhamu i Rubina Kazań, nic jednak z rozmów z tymi klubami nie wyszło. Nikt nie wie zatem, jak Appiah to zrobił, ale przez dwa lata bez treningów i meczów, utrzymywał się w wysokiej meczowej formie. Na tyle wysokiej, że na grę w mocnej kadrze wystarczała. Eksperci typują magiczne połączenie domowej siłowni, joggingu z psem i wielu godzin spędzonych przed ''Football Managerem''. Teraz ghanijski pomocnik znalazł wreszcie klub i będzie grał dla Bolonii, ale my wciąż jesteśmy pod wrażeniem. Drogi Euzebiuszu, drodzy kibice, drogi PZPN-ie, droga ciociu - znaczy, że można.