Trener czekał na zwycięstwo 23 lata

Narzekamy na reprezentację Polski, która ostatnie zwycięstwo w meczu o punkty odniosła w kwietniu, czyli prawie siedem miesięcy temu. Ale czym jest siedem miesięcy wobec wieczności. Bam czym jest siedem miesięcy bodaj wobec 23 lat.

1986 r. był naprawdę dawno. Prezydentem USA był Ronald Reagan. Diego Maradona poprowadził Argentynę do mistrzostwa świata w Meksyku. Metallica wydała... Nie, nie ''Kill'em All''. ''Master of Puppets''. Trener futbolu amerykańskiego Stan Parrish wygrał swój ostatni mecz jako pierwszy trener.

Tak, Parrish czekał na zwycięstwo prowadzonej przez niego drużyny 23 lata. Dokładnie rzecz biorąc - 23 lata i sześć dni. To raptem o sześć lat mniej niż czeka autor tego tekstu, który jednak na swoje usprawiedliwienie ma to, że nigdy w życiu nie trenował żadnej drużyny.

W sobotę, po 35 porażkach z rzędu, Parish wreszcie wygrał. Prowadzona przez niego drużyna uniwersytetu Ball State pokonała Eastern Michigan 29-27 prawdopodobnie po najgorszym meczu futbolowym w historii. Przy próbie dalekiego wykopu kopacz Ball State upuścił piłkę. Innym razem wykopał poza boisko. Przy jednym z wznowień piłka zamiast trafić do quarterbacka Ball State przeleciała mu nad głową. On sam, kiedy jego zespół był w ataku, w czwartej próbie zgubił piłkę, którą przejeli rywale.

Ba, podczas tego meczu nie udała się nawet promocja dla kibiców. Kibice mieli łapać piłkę wyrzucaną przez maszynę. Ale ktoś przed meczem maszynę wyłączył. Kiedy uruchomiono ją znowu, nie było czasu, żeby się rozkręciła i udało się jej wyrzucić tylko jedną piłkę, która przeleciała ledwie 10 jardów.

Ale nie miejmy pretensji, nawet paskudne zwycięstwo jest ogromnym sukcesem, który prawdopodobnie przełamał jakąś starożytną klątwę. Nie wierzycie? W ostatnim meczu, dwa tygodnie temu przeciwko Toledo Ball State w ostatniej minucie objęli jednopunktowe prowadzenie. Mimo tego przegrali po długim podaniu rywali zakończonym przyłożeniem.

Jako się rzekło, poprzednie zwycięstwo Parish odniósł w 1986 r. Później prowadzona przez niego drużyna uniwersytetu stanowego Kansas przegrała pięć ostatnich meczów sezonu. W kolejnym miała bilans: 0 zwycięstw, 10 porażek, 1 remis. Rok później przegrała wszystkie 11 meczów w sezonie. Po tych dwóch sezonach Parish przestał być pierwszym trenerem, zaczał pracować jako asystent.

Na fotel pierwszego szkoleniowca wrócił w tym roku w uniwersyteckim zespole Ball State Cardinals. Przyszedł w specyficznym momencie - Ball State wygrało 12 meczów w sezonie i awansowało do finału Mid-American Conference, w którym przegrało z Buffalo. Zanim zespół wystąpił w GMAC Bowl - finale czegoś o nazwie Division I Football Bowl Subdivision jego pierwszy trener Brandy Hoke nie czekając bynajmniej na wynik meczu zrejerował i przeniósł się na uniwersytet San Diego. Jego miejsce zajął Parish, który pracował w Ball State jako trener linii ofensywnych. Oczywiście GMAC Bowl przegrał.

Pracował jednak dalej i ten sezon zaczął tak, jak skończył ostatni. Przegrał siedem meczów z rzędu. Dopiero w sobotę, w ósmym meczu sezonu udało mu się wyszarpać zwycięstwo.

Kto takiego człowieka zatrudnił, zapytacie rozsądnie. I dlaczego? A dlatego, że wbrew pozorom Parish wcale nie jest żadnym Average Charlie'em ani Joe Hydraulikiem, tylko fachowcem pełną gębą.

Serio. Zwróćcie uwagę na przedostatnie zdanie trzy akapity wyżej. Parish pracował już w Ball State i pracował z sukcesami. Jako trener linii ofensywnych został nominowany do nagrody asystenta roku. Jako trener linii ofensywnych na uniwersytecie Michigan w 1997 r. wygrał mistrzostwo uniwersyteckie. Później w latach 2002-2003 pracował także w NFL - jako trener quarterbacków w Tampa Bay Buccaneers. W 2002 r. Buccaneers jedyny raz w historii klubu wygrało Super Bowl.

Tak, Stan Parish jest facetem, który ma mistrzowskie pierścienie zawodowej ligi NFL oraz ligi uniwersyteckiej. Tylko jako pierwszy trener przegrał 35 meczów z rzędu na przestrzeni 23 lat. Historia zna takie przypadki - genialnego asystenta i fatalnego trenera. I na tym może lepiej zakończyć ten tekst, gratulując jednocześnie Stanowi Parishowi z dawna wyczekiwanego sukcesu, zanim opowiem Wam wszystkim jakiś oczywisty dowcip o Stefanie Majewskim.

PM