Maciej Lampe wrócił do NBA. Z trenerem wariatem

Maciej Lampe grał kiedyś w NBA, co wiedzą wszyscy fani koszykówki w Polsce i trzech fanów koszykówki za Oceanem, którzy pamiętają go jako ''tego białasa z Syberii po gościu z wielką stopą a przed ludzką tarczą antyrakietową antyrzutową''. Teraz Lampe wrócił na parkiety Wielkiej Ligi Wielkich Ludzi. Wprawdzie tylko na jeden mecz, ale za to jaki. Owo ''za to jaki'' zawdzięcza to spotkanie głównie postawie lampowego szkoleniowca - Piniego Gershona.

Gershona fani i nawet niekoniecznie fani basketu w Polsce również pamiętają - to ten miły pan, który miotał się przy linii bocznej i ławce rezerwowych naszych rywali podczas meczu Polska - Bułgaria na EuroBaskecie. Kiedy nie trenuje reprezentacji kraju swoich przodków, Pini zajmuje się Maccabi Tel Awiw, w którym od niedawna gra Maciej Lampe. Zajmował się nim również podczas rozegranego w weekend spotkania przedsezonowego z New York Knicks.

Mecze przedsezonowe z drużynami z Europy to ostatnio w NBA główna moda obok tatuaży, warkoczyków i rzutów o tablicę. W nich drużyny z Oceanu realizują swoją humanitarną misję udowadniania ekipom ze Starego Kontynentu, że powinny się zająć czymkolwiek innym niż wrzucaniem piłki do kosza. Tym razem Knicksi udowodnili to Maccabi, pokonując izraelski team bez żadnej zbędnej kropli potu 106:91. Niezłe zawody rozegrał Lampe, rzucając drużynie, która w 2003 go wydraftowała 14 punktów i zbierając siedem piłek w 25 minut. Ozdobą spotkania był jednak Pini Gershon, który po tym jak zarobił drugie przewinienie techniczne odmówił opuszczenia boiska. W zasadzie nie raz odmówił co kompletnie konkretnie odmawiał przez bite 15 minut, aż w całą sprawę musiał wmieszać się lokalny rabin, pełniący rolę mediatora pomiędzy cholerycznym szkoleniowcem a składem sędziowskim. A wszystko to wyglądało tak

Urocze.