Złote usta NBA zamknęły się i spotka je za to kara

Dwa lata temu Gilbert Arenas był na ustach wszystkich - za sprawą świetnej gry i za sprawą swoich wiecznie otwartych ust. Od tamtego czasu ciągną się za nim kontuzje, a sława zabawnego blogera i gaduły gdzieś przeminęła. Dziś, po serii operacji lewego kolana Agent Zero wraca do gry, ale już nie będzie plótł bzdur w mediach. Nikomu się to nie podoba, nawet władzom NBA.

Minęły dwa tygodnie, odkąd drużyny NBA zaczęły grać mecze przedsezonowe, a obrońca Washington Wizards, choć gra w tych spotkaniach, do mediów się nie odzywa, nie pojawia się w zapowiedziach, ani w komentarzach pomeczowych. Brak go na konferencjach prasowych, nie prowadzi już swojego bloga - słowem, nie istnieje w mediach. 

To cios dla wszystkich fanów jego złotych ust, ale również cios dla NBA, która miała interes w medialnym szumie wokół Agenta Zero. Liga ma też prawo wymagać, by koszykarze kontaktowali się z mediami i dlatego nie patyczkując się, przyznała po 25 tysięcy dolarów grzywny dla Wizards i dla Arenasa.

Chcę się po prostu skupić na grze. (...) Nie mam bloga, nie mam tweetera. Kiedy byłem rozrywkowy, wszyscy skupialiście się na moich słowach. Teraz chciałbym, żebyście skupili się na mojej koszykówce.

3-krotny uczestnik meczów All-Star zapowiedział, że od teraz będzie można go usłyszeć tylko wówczas, jeśli liga będzie od niego wymagała takich poświęceń. Spodziewamy się, że będą to ostentacyjnie jałowe wypowiedzi, w żadnym aspekcie nie przypominające tych sprzed Arenasowej przemiany. Szkoda. 

Przypomnijmy sobie, co straciliśmy: Gilbert, to ten człowiek, który opowiadał w wywiadach o bolesnej depilacji swoich włosów łonowych .  Gilbert wziął udział w jednej z najśmieszniejszych kampanii reklamowych , jakie widzieliśmy. Gilbert chciał wsadzić Lakers do więzienia za uprowadzenie Pau Gasola . Gilbertowi czasem się śni, że wypadły mu wszystkie zęby , a innym razem, że gra w kosza na bezludnej wyspie, a kibice obserwują go jeżdżąc dookoła na nartach wodnych. Był to także największy zgrywus w NBA .

Najgorsze jest to, że te wszystkie chore rzeczy wciąż pewnie siedzą w jego głowie. Niestety, nie będzie nam dane ich poznać. 

Spiro