Calgary Flames zepsuli hollywoodzką historię

Choć trzymaliśmy kciuki za powrót na lód jednej z największych minionych gwiazd NHL, Theorena Fleury`ego, na drodze naszej radości i jednej z bardziej filmowych historii ostatnich lat stanęły władze Calgary Flames, które jednak postanowiły nie podpisywać z hokeistą kontraktu.

Fleury to ikona ''Płomieni'' z którymi zdobył równo 20 lat temu Puchar Stanleya. To też jedna z barwniejszych postaci NHL ostatnich dekad. Z jednej strony zdobywca ponad 1000 punktów w karierze (dokładnie 1088), z drugiej zawodnik, który przez całe lata zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Z jednej strony najmniejszy swego czasu gracz całej ligi (zaledwie 168 centymetrów wzrostu), który mimo tego nie bał się grać ostro, z drugiej strony hokeista, który karierę kończył w brytyjskiej lidze hokejowej w barwach Belfast Giants. Jak możecie się domyślić to dla byłej gwiazdy NHL degradacja gorsza niż cała saga z ŁKS-em.

Gdy w lecie tego roku 41-letni Fleury ogłosił, że zamierza wrócić do NHL wszyscy pukali się w głowę. Były gwiazdor nie grał w najszybszej i najbardziej szczerbatej lidze świata od siedmiu lat, a w tym wieku nie tak łatwo już wrócić do odpowiedniej formy meczowej. Szansę dał mu jednak były klub - Calgary Flames. W czterech meczach przedsezonowych dla ''Płomieni'' Fleury o dziwo zanotował bramkę i trzy asysty i wydawało się, że oto sen się spełnia. Były narkoman i alkoholik po kilku latach przerwy od hokeja wraca do drużyny, którą doprowadził do jedynego w ich historii Pucharu Stanleya. I to wraca dokładnie 20 lat po tym tryumfie.

Tymczasem Calgary zdecydowało się nie podpisywać ze swoim ex-gwiazdorem kontraktu. Dlaczego? Tego nie wie nikt. Ale jedno jest pewne - nie będzie chyba ekranizacji tej pięknej a smutnej historii. A już widzieliśmy w roli dzielnego małego Theorena Zbigniewa Zamachowskiego.